poniedziałek, marca 19, 2007

To se ne vrati

W marcowym (aktualnym) numerze Arteonu znajduje się fascynująca ankieta pod przewrotnym tytułem (a jednocześnie jedynym zawartym weń pytaniem) - „Kto po Sasnalu?”. Przewrotność to rzecz jasna w pełni świadoma, po postmodernistycznemu okiełznana, jednak mimo wszystko - okiełznana nie do końca. Zdradza bowiem owo pytanie pewien wydatny problem, który trawi polską sztukę, a którego nie sposób obejść - problem próżni mianowicie. Potwierdzają go odpowiedzi respondentów, które zdają się znamionować niejaką bezradność w definiowaniu malarskiego (szerzej: artystycznego) status quo. Szczególnie, że redakcja Arteonu - nie przesądzam, czy świadomie - z całkowitej jednoznaczności pytania uczyniła swego rodzaju pułapkę.

Postawa pierwsza, czyli nieporozumienia.
Dyrektorka Galerii Bielskiej BWA, pani Agata Smalcerz, następczynią Sasnala mianowała Karolinę Zdunek. Powtarza przy tym frazy, które stały zarówno w egzegezach poczynionych przez galerzystów Lokalu_30, jak i w bezrefleksyjnych ich repetach (czyli w prasowych recenzjach): Zdunek w twórczy sposób łączy tradycję konstruktywistyczną z odniesieniami do pejzażu miejskiego. Duże wrażenie robi jej warsztat malarski - struktura malowanych elementów współgra z fakturą płócien, dodając im dodatkowych walorów światłocieniowych i przestrzennych. Po szczegóły odnośnie malarstwa Karoliny Zdunek odsyłam do wcześniejszego tekstu. Zadziwiająca jest natomiast jakość refleksji szefowej państwowej placówki - to tak, jakby dyrektor lokalnego oddziału Filharmonii Narodowej na następcę - powiedzmy - Blechacza wytypował Rubika.

Do nieporozumień - choć z innych powodów - zaliczam też wybór Pawła Jarodzkiego, który wskazał Mariusza Warasa. Waras prezentuje całkowicie przeciętny street art, choć zgrabny formalnie i niewątpliwie widowiskowy. Doceniony na międzynarodowej scenie Gdańszczanin (prezentacja prac w prestiżowej The Art of Rebellion 2 autorstwa Christiana Hundertmarka) ustępuje mimo wszystko tuzom gatunku. M - city to projekt zgrabny, ale jednowymiarowy, formalistyczny - daleko mu do intelektualnej lekkości choćby Oliviera Kosty - Théfaine czy Jeroena Jongeleena. Rozumiem jednak zarówno przywiązanie Jarodzkiego do podobnych estetyk, jak i proweniencję twórczości Warasa. Potraktujmy zatem ten wybór jako nie tyle chybiony, co przypisany niewłaściwej kategorii. I jeszcze jedno. Pisze Jarodzki: Skupiłem się na tym, co mi się podoba, a nie na tym, co ma szanse na karierę, ponieważ nie jestem jasnowidzem. Wydaje mi się, że nie o karierę tu chodziło, a o to, kto ma potencjał Sasnala, który Adam Mazur niewątpliwie słusznie określił mianem splotu biegłości technicznej i intelektualnej werwy.

Postawa druga, czyli unik.
Ano właśnie - Adam Mazur. Jak rozumiem, jego typy to swego rodzaju unik. Na następców Sasnala wytypował bowiem początkującego, nieznanego bliżej artystę Zbigniewa Rogalskiego. Ponadto: Adama Adacha (ur. 1962), debiutantów Agatę Bogacką i Rafała Bujnowskiego oraz nowicjusza Grzegorza Sztwiertnię (ur. 1968). Jest jeszcze Paweł Książek (ur. 1973), Olga Lewicka (ur. 1975) i Jakub Julian Ziółkowski - jedyny moim zdaniem wymieniony w całej ankiecie znaczący młody malarz, jednak w skutek sąsiedztwa zupełnie zmarginalizowany. O co chodziło Mazurowi - nie ośmielam się przesądzać, być może to jakaś intelektualna prowokacja. Jednak pozwolę sobie stwierdzić, że wymienieni przezeń artyści nie zmienią znacząco firmamentu polskiego malarstwa. Niektórzy z nich już to po prostu zrobili - a jeśli nie, to i tak jest już raczej za późno.

Postawa trzecia, czyli kto jeszcze został w pustym pokoju.
Tu wybór pada na twórców stosunkowo świeżych, choć już nieźle wyeksploatowanych przez nasze stale nienasycone instytucje. O dziwacznym zjawisku euforycznej apoteozy każdej nowości, która choćby na cal wykracza poza przeciętność pisałem przy okazji twórczości Przemysława Mateckiego. Eksplorowane przez kuratorów i bezkrytycznych krytyków gwiazdy to typowe supernowe - świecą krótko, acz intensywnie. Blask jest jednak na tyle intensywny, że przysłania określającą w tej chwili polską sztukę pustkę, czyli brak realnie, nie zaś deklaratywnie (zaklinanie rzeczywistości wybujałą retoryką) nowatorskich postaw. W ankiecie mamy więc Mateckiego właśnie (głos Wojciecha Kozłowskiego), Michała Stachyrę (Jan Gryka) i Pawła Książka (Magdalena Ujma i Joanna Zielińska).

Trzy postawy łączy jedno - intelektualne przywiązanie do owego status quo, którego przekroczenie miało zostać wskazane. Uderza, że wszyscy poza Michałem Stachyrą wymienieni w ankiecie artyści urodzili się przed 1980 rokiem (pomijam Ziółkowskiego, który zginął w tłumie, był tylko jednym z kilkunastu). Są to zatem przedstawiciele tej samej metrykalnej, mentalnej i wizualnej generacji, co Sasnal. Nie znać tu radykalnej zmiany światopoglądowego i estetycznego wektora. To, że wskazanych w ankiecie artystów odkrywa się dopiero teraz - nie jest przypadkiem. To artyści przeciętni, cokolwiek przewidywalni i proponujący bądź to ograne estetyki i strategie, bądź to taki czy inny ich miks. Wychodzą z cienia właśnie teraz, ponieważ niedawni awangardziści skonsumowali już sukces i przeistoczyli się w bez mała klasyków. Tymczasem ktoś musi zapełnić powstałe miejsce - próżnię. Tyle, że na razie w święcący jeszcze snop światła wchodzą artyści z tego samego pokolenia, co ich wybitni koledzy. Waras, Zdunek, Matecki czy Stachyra nie proponują bowiem nic nowego. To już było, po stokroć i w różnych konfiguracjach. Wymienianie ich jako następców Sasnala to tak grube nieporozumienie, że właściwie wymykające się moim możliwościom polemicznym.

Odpowiedzi zawarte w marcowym Arteonie po raz wtóry wskazują, że artystyczna teraźniejszość definiowana jest zardzewiałymi narzędziami. Podpowiadam zatem prawidłową odpowiedź. Otóż rzeczona ankieta to był świetny przyczynek, żeby powiedzieć, iż na horyzoncie nie ma bodaj nikogo - choć niewątpliwie się pojawi; by przezwyciężyć intelektualne przyzwyczajenia i pozostawić przeszłość w tyle. Może zamiast wypełniania kolejnych ankiet winniśmy przeżyć swoiste katharsis - przyznać przed sobą, że nie będzie nowych „krytycznych” i nowej Ładnie, a kadzenie twórcom przeciętnym to jedynie czynienie im niepotrzebnych nadziei. To, co robi obecnie polska sztuka, to smętne dreptanie w miejscu i tęskne spojrzenia za ramię. Zaś ratunek przybędzie z całkowicie nieoczekiwanej strony i zapewne nie zdiagnozuje go pani Agata Smalcerz.

Najbardziej bije więc w oczy fakt podstawowy - wspomniani artyści naprawdę zostali wymienieni przez znaczące dla polskiego środowiska artystycznego persony. Czyż może być lepsze znamię wyczerpania zarówno pewnego okresu w polskiej sztuce, jak i możliwości świeżego nad nią namysłu? Ankieta obezwładniła, zmusiła do koncyliacyjnej odpowiedzi, wtłoczyła w nazbyt dobrze znaną sztancę - podobnie jak robią to kolejne wystawki kiepskich artystów i kolejne z nich smutne relacje nie wiedzieć czemu zamieszczane w działach recenzji. Znów zabrakło dystansu i krytycznego spojrzenia.

Komentatorzy zaproszeni przez Arteon ciągle tkwią w złotych czasach przełomu wieków i czekają na kolejnego Mesjasza. Jednak aby ten przybył, musi być odbiciem całkowicie nowej rzeczywistości. Jak mawiał Gombrowicz, talent objawia się biciem we wszystkie dzwony. Nie sposób go przeoczyć, bo zawsze zdradza pokoleniową zmianę warty - a tylko taka wyda „nowego Sasnala”.

Na ilustracjach pustka po Sasnalu, którą trzeba jakoś zapełnić (od góry):
1.Wilhelm Sasnal, Pustynia, 2002
2.Wilhelm Sasnal, Akwarium, 2002

Etykiety:

57 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Pytanie brzmi: po co nowy Sasnal? Może już czas wyjść z kubika i rozejrzeć się wokół. Może gdzieś tam w oddali zamajaczy artysta, który nie maluje obrazów z kulfoniastymi literami i niedbałym fotorealizmem, może nawet nie maluje obrazów wcale - O JEJ, CO BY TO BYŁO!
Jeszcze mała wątpliwość: Zbigniew Rogalski artystą małoznanym i początkującuym? Panie Kubo? :/

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

PRAWDZIWY ARTYSTA JEST ZAWSZE MŁODY NIEZALEŻNIE OD METRYKI I OD TEGO CZY MALUJE CZY NIE !

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

czekam na odpowiedz krytykanta dotycz
nowoczesnosci i jakosci sasnala wobec

warhola, hockneya, richtera, pettibona, tuymansa, wroblewskiego

bo ja w odroznieniu od tworczosco tych wszystkich artystów nie widze wartosci w tym co robi wilhelm a krytyk pieje z zachwytu, dlaczego?

ci panowie zrobili juz swoje, po co to powtarzac wkolko?

sasnal to mix tylko tego co zrobili oni. dobre sample, postmodernizm, sprawna mieszanka, taki skalpel

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Karolina Zdunek wygrała Bielską Jesień, to po niej zaczęła się współpraca z lok30 itd. Czyli pani Smalcerz jest konsekwentna.

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

To ja zwyczajnie już chyba wolę Rogala od Sasnala. Przynajmniej nie uprawia polityki. Karolinka.

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jednak we fragmencie o typach Adama Mazura - ironia wydaje się oczywista, a wątpliwość prekomentatora czy Rogalski jest rzeczywiście artystą początkującym niezwykle zabawna ;)).

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Zastanawiam się, jakie zdaniem krytykanta, jego działalność blogowa ma przynieść efekty. Na razie wydaje się, że chodzi o to, aby wszelka dzialalność w Polsce wokół młodych artystów zamarła. W końcu nikt nie jest w stanie pokonać ustawionej przez niego poprzeczki. ("podobnie jak robią to kolejne wystawki kiepskich artystów"). Raz na rok pokażemy w Zachęcie Sasnala i wystarczy. Jeśli już jakiś cierpiący na nadmiar czasu i energii kurator zrobi wystawę - wszyscy recenzenci powinni ją bezlitośnie skrytykować, jeśli o tym zapomną, krytykant nie omieszka zmieszać ich z błotem.
Najlepiej zebrać się gdzieś (w kupie raźniej) i czekać na bicie dzwonów obwieszczających nowego geniusza(swoją drogą podobno przymierza się Pan do powrotu z urlopu, który wziął Pan na ASP - czy mamy już polerować dzwony ?!)
Jeszcze do niedawna świetlana wizja zaproponowana przez krytykanta była rzeczywistością, w gazetach recenzje pisało pokolenie pięćdziesięciolatków i każda młoda wystawa była radośnie wyśmiewana, jeśli w ogóle redaktor o niej pisał, a nawet wiedział.
Raster też zaczynał głównie od krytyki - ale raczej konkretnie wymierzonej w dosyć wtedy konserwatywne inst. Zachęty i CSW. (potem nastąpiła tam pewna zmiana pokoleniowa, która zresztą objawia się m.in. tym, że instytytucje te rzadko sięgają po inne nazwiska niż te z kręgu Rastra). Później jednak chłopaki wzięli się do roboty, założyli galerię, zaczęli pokazywać Rogalskiego i Bujnowskiego za granicą. Z niecierpliwością czekam więc, kiedy Krytykant wyrośnie z fazy buntu i zacznie działać. Takie krytykowanie wszystkich i wszystkiego jest niezwykle łatwe, a w Polsce powszechne. Liczę więc że i sobie stawia Pan nieco wyżej poprzeczkę egzystencji w art worldzie.

ps.nawiasem mówiąc przekonanie o tak spektakularnym pojawianiu się przełomowych twórców przeczy wprawdzie podstawowej wiedzy z historii sztuki, ale za to zgrabnie wygląda w tekście.

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Zakładając nawet, że ktoś jest dobrym malarzem i ma prawo wciskać blejty, o które gdzieś przez przypadek delikatnie otarł się będąc usmarowanym od farby... TO NIE ZNACZY, ŻE SĄ NIETYKALNE . Takie "Akwarium" na przykład.Ale pewnie doczekam się lakonicznej wypowiedzi bądz żadnej.W zasadzie to mój post kosztowł mnie więcej czasu niż "Akwarium" jego autora. Karolinka.

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous g5 said...

to Sasnal się skonczył? co za durne pytanie

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

To nie jest post o Sasnalu - ani odrobinę. To tak gwoli ścisłości.

Przy okazji - znudziła mi się już jednak ta zabawa w "objaśnianie talentu Sasnala i jakości Jego dzieła". Jak już pisałem - odsyłam do mojego tekstu o WS w tymże Arteonie, co ankieta. Tam wszystko. Kosztuje 5 pln.
Podawałem ponadto bibliografię w komentarzach pod którymś z postów. Proszę poszukać.

Pytania typu - "no, niech Pan udowodni, że S. jest wielki!/ nie zrzyna z X, Y i Z!" traktuję już wzruszeniem ramion.

pozdrawiam serdecznie
K

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

drogi krytykancie
jak wiele osob mowi Twoja edukacja o sztuce zaczela sie od Sasnala i na nim sie zapewne zakonczy

a tak wogole to w wolnej chwili proponuje zobaczyc, kupic, przeczytac dobry album Warhola i Richtera.
Duzo sie Panu wyjasni, naprawde.

A w Polsce juz przetlumaczono biografie Warhola..jest duzo o malarstwie i filmie...prosze spojrzec kiedy te prace robil Warhol, no i jakie. Jak one oddzialywują aktualnie dzis

czekam na dluga i wyczerpujaca odpowiedz
cos Pan ucieka od tych konkretnych pytan
no i od kontekstu, po co teraz robic to samo lub nieco gorsze prace

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

nie chce mi się walczyć z pomówieniami "wielu osób".Proszę zasłyszane prawdy na mój temat powtarzać pod nazwiskiem, bo inaczej to co najmniej żałosne. Ja już się tu nasłuchałem i powoli się przyzwyczajam, ale wie Pan/i, to strasznie rozwala dyskusję.

odnośnie meritum --> niech Pan/i ma mnie za dyletanta, który nie zna h.szt. i ucieka od niewygodnych pytań. służę.

czekam na bardziej błyskotliwe myśli, niż ta, która każe widzieć w Sasnalu wszystkich malarzy świata. najlepiej myśl odnośnie powyższego wpisu.

pozdr
K

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Na następców Sasnala wytypował bowiem początkującego, nieznanego bliżej artystę Zbigniewa Rogalskiego."
-przecież to jakaś jawna bzdura , Rogalski dawno przestał być początkujący i nieznany. "...debiutantów Agatę Bogacką i Rafała Bujnowskiego ..."
- oni byli debiutantami chyba dość dawno
"...oraz nowicjusza Grzegorza Sztwiertnię (ur. 1968)."
-to już zupełne kuriozum bo jest to raczej początkujący nestor niż nowicjusz
Cały ten tekst robi wrażenie jakby autor urodził się jakieś 15 minut temu i przez całe te 15 minut gapił się na Sasnala nie zdążywszy jeszcze dobrze się rozejżeć na około.
No chyba , że w tych epitetach kryła się jakaś głęboko zakamuflowana ironia . No to nie zrozumiałem, sorry...

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous KS said...

ironia wcale nie zakamuflowana a jawna. Służę bibliografią w celu pogłębienia wiedzy nt pojęcia ironii Ironia, red. M. Głowiński, Gdańsk 2002 i np. Powaga ironii, red. A. Dody. Nie wygłupiam się z Sokratesem czy Kierkegaardem:) Wydaje mi się że i pytanie postawione w ankiecie było ironiczne, bo Sasnala u nas przecież mało/jeszcze go tak na prawdę nie było/no a już ma być po nim. Dziwne że zaproszeni Panie i Panowie wzięli to tak na serio

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Exgirls zdystansowały się do tak postawionego pytania, czego krytykant zdaje się nie dostrzega.

poniedziałek, 19 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

nie wiem czemu krytykant niepotrafi lub ucieka od odpowiedzi na pytanie

jak sie ma sasnal do warhola, richtera, tuymansa, wroblewskiego itd

to są powtorki z rozrywki mocno pompowane przez kuratorów, marzsandow i krytykantow

triumf malarstwa?
chyba saatchiego

nawet modzu kiedys powiedzial ze to slabe jest i plytkie w porownaniu do gruppy

tyle co na to kr.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Mickiewicz wielkim poetą był.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Z tego co wiem to Słowacki

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ja jestem najlepszym malarzem do huja pana!!!

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Krytykancie.
1. Co to znaczy, ze "Ziolkowski zginal w tlumie"?
2. Wnioski z Twojego tekstu: artysci, ktorzy nie znalezli sie w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie sa zlymi, przecietnymi, szybko starzejacymi sie tworcami. Paszport pewnej fundacji jest jedyna droga do "sukcesu" poza granicami tego kraju. To raczej powszechnie znana prawda, a brakuje nam takich instytucji.
Wszyscy poza polem zainteresowan tej instytucji a nawet Ci, ktorzy wystawiali w swietlicy sa skazani na margines i nie zmieni tego zyczliwa/naiwna krytyka.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

samplowanie jest dobre ale w muzyce tylko
trwa rowniez niedlugo zywot takich poczynan
np. skalpel, aphex, boards of canada itd
sasnal rowniez sampluje tylko malarstwo
wez troche warhola, richtera, pettibona i hockneya
wychodzi sasnal

to jest bardziej pytanie o aktualnosc malarstwa dzis niz o sasnala

po co dzis malowac i to tak jak sasnal w stylu tamtych mistrzow?

no po co krytykancie?

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

chetnie bym sie dowiedzial kto zdaniem krytykanta bedzie nastepny po sasnalu? zwlaszcza jesli tak chce rozbic istniejacy skostnialy uklad? dziwne te klimaty z myleniem ironii w pytaniu, odpowiedziach i komentarzu krytykanta, ludzie, troche luzu, ze gosc kase robi to wszyscy o karierze mysla i spinaja poslady, luz!

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

A ja chcialbym sie dowiedziec jaka bedzie jutro pogoda krytykancie? No jaka Krytykancie?

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

zbierasz wieksza "publike" zanim nastapi odczyt ?

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ludzie - wpisujcie miasta które twierdzą, że Sasnal to kopia Mickiewicza i Słowackiego.

Poznań.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous kasia said...

mam perwersyjne uczucie, że większość powyższych commentów płodzą gimnazjaliści o szerokiej indolencji intelektualnej. w dwóch słowach "prowincjonalne kontestacje".

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ja się raczej skupiam, na tym, co pisze krytykant w głównej części. Tutaj, to już jest bardziej chamówa, bo jak głosi definicja forum, każdy może pisać co chce.
Na miejscu krytykanta też bym się tak tutaj nie szarpał.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

popieram powyzszy post

Y

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous ks// Gombrowicz do Dubuffet said...

"Za dużo malarzy, koneserów, krytyków, marszandów, analiz, dyskusji, wielkości, sławy itd. Za dużo. Dość. Ogłaszam więc, co następuję:
1. Zawieszenie wszystkich studiów uniwersyteckich nad malarstwem i nade wszystko zakaz fabrykacji doktorów i profesorów.
2. Stworzenie Instytutu do przeprowadzania weryfikacji, której przedmiotem będzie ustalić, do jakiego punktu nasz podziw dla malarstwa jest autentyczny. (Przykład: poddaje się osobę testowi polegającemu na wyborze między dwoma obrazami, jednym dobrym, drugim złym, bez sygnatur, pilnując, by naprawdę wybrała obraz, który, jak twierdzi, podziwia. SPRAWDZA SIĘ, CZY JEJ OGÓLNA KULTURA WYSTARCZA, BY NAWIĄZAĆ AUTENTYCZNY KONTAKT Z PEWNYMI MALARZAMI ITD.)
Przez te doświadczenia i poszukiwania spróbuję się ustalić:
a) Procent snobizmu czystego i zwykłego w reakcjach.
(...)"

małe zamiany/uaktualnienia [wg. mnie-Katarzyny Słobody, studentki IV r hist. szt.]:
1. Dyskusji u nas brak, jest za to pyskówka, względnie "be" albo "cacy".
2. Snobizmem wydaję się nielubienie, np. Sasnala. Nie wiadomo dlaczego. Ogólnie bardziej w towarzyskim tonie jest brak entuzjazmu. No, a lubienie kogoś "sławnego" jest niedopuszczalne.
3. Wymachiwanie Warholem, Richterem, Hockneyem zarówno po to, żeby coś zganić, jak i gloryfikować, to pójście na łatwiznę. Milowymi krokami można odmierzać sztukę wstecz, ale nie w przód. Łatwo/bezpiecznie jest podkreślić w książce grubą krechą nazwisko takie, jak Warhol i być pewnym swego. Ale krytyka jest po to żeby wychaczać na bierząco, ołówkiem, szkicowo.

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous ks said...

ups. błąd ortograficzny: wyhaczać

wtorek, 20 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Witam

Przeoczyłem kom. Anonima zaczynający się od słów „Zastanawiam się, jakie zdaniem krytykanta, jego działalność blogowa ma przynieść efekty”. Jako, że bardzo mnie swoją tężyzną, pryncypializmem i retoryką och jej co to będzie rozczulił, odniosę się doń z przyjemnością.

„Jeśli już jakiś cierpiący na nadmiar czasu i energii kurator zrobi wystawę - wszyscy recenzenci powinni ją bezlitośnie skrytykować, jeśli o tym zapomną, krytykant nie omieszka zmieszać ich z błotem.”

- zapewniam szanownego Pana, że moje intencje nie są aż tak małe; wnioskuję, że zagląda tu Pan od niedawna, odsyłam do pierwszego posta (wrzesień) i kilku jeszcze - tych z krytyką i pamfletem w tytule. W skrócie - nie sądzę, aby zmiana pokoleniowa (mentalna, jakościowa, itepe), nie dotyczyła już obecnych 30 - bliżej czterdziestki latków. Przeciwnie. No i jeszcze - rzecz jasna nie krytykuję wszystkiego, a jedynie precyzyjnie wyselekcjonowane pozycje. :-) Popieram argumentami. Co szanowny Pan z pewnością dostrzeże, jeśli tylko poczyta mnie bez uprzednio założonej tezy.

„nawiasem mówiąc przekonanie o tak spektakularnym pojawianiu się przełomowych twórców przeczy wprawdzie podstawowej wiedzy z historii sztuki, ale za to zgrabnie wygląda w tekście.”

- Ależ historia sztuki przełomowymi twórcami stoi. I nie rozumiem - „spektakularnym pojawieniu”. Pojawienie, jak pojawienie - spektakularna jest raczej artystyczna propozycja. Więcej wyjaśni Panu moja odpowiedź kilka linijek niżej.

„podobno przymierza się Pan do powrotu z urlopu, który wziął Pan na ASP - czy mamy już polerować dzwony ?!”

- Ojej. Było „mówi się”, teraz „podobno”... Nie sądziłem, że aż taką zaprzątam Państwa uwagę. Niemniej - to nędzne plotki, proszę nie dawać wiary. W tej materii nie zamierzam stanowić konkurencji.

Najlepszego.

+++

„Exgirls zdystansowały się do tak postawionego pytania, czego krytykant zdaje się nie dostrzega.”

- Nareszcie do rzeczy! Dzięki! :-)
Zatem - czy się zdystansowały? Tak bym tego nie nazwał. Zacytujmy: „Przede wszystkim nie podoba nam się takie postawienie tematu. „Kto po Sasnalu?” sugeruje hegemonię tego malarza, jakby był Sasnal i długo, długo nic.”
Moim zdaniem - tak właśnie jest. Może nie „długo, długo”, ale sporo - tak. Szkoda, że MU&JZ nie napisały, dlaczego - ich zdaniem - nie. Dalej piszą: „Nie może być Sasnal „wzorcem metra”, bo i dlaczego?”
Odpowiadam - dlatego, że jest bodaj najistotniejszym malarzem swojej dekady. Ot - geniusze byli, są i będą (w tejże ankiecie Adam Mazur niepotrzebnie asekuruje się cudzysłowem i niedopowiedzeniem, określając Sasnala „kimś w rodzaju geniusza”). Geniusze niepoprawnie wybitni i niepomiernie zdolniejsi od przeciętnej. Bezczelnie nieprzestrzegający parytetu równości w talentach. Zupełnie nie rozumiem tej wstrzemięźliwości - tacy nie rodzą się na kamieniu i w sposób naturalny stają się „wzorcami metra” dla następnego pokolenia twórców. Nic w tym szczególnego, nowego, ani tym bardziej negatywnego.
Dalej piszą MU&JZ: „Po dokonaniu tych wszystkich zastrzeżeń pragniemy wskazać Pawła Książka”. I następuje długi ustęp u nim. Sumując - ja bym tego dystansowaniem się nie nazwał. Co zresztą nie ma większego znaczenia. Pozdrawiam. :-)

+++

„Krytykancie.
1.Co to znaczy, ze "Ziółkowski zginął w tłumie"?
2.Wnioski z Twojego tekstu: artyści, którzy nie znaleźli się w odpowiednim miejscu w.......”

- ad. 1. Znaczy to to, co znaczy. :-) Czyli - w dziwacznym potoku oldbojów wymienionych przez AM, JJZ zginął. Gdyba był sam jeden - błyszczałby.
- ad. 2. Co do pierwszej części wypowiedzi - w skrócie: tak. Tak to już (być może niestety) jest, że dekada (nie chcę pisać: epoka) generuje określoną (skończoną) ilość twórców wybitnych - to mniejszość w stosunku do twórców pozostałych. To naturalne - artysta nasiąka pewnymi estetykami/poetykami/ „duchem” swojego czasu i przekłada to na dzieło. W wielkim uproszczeniu: nie było by Maciejowskiego bez przaśnego dzikiego kapitalizmu początku lat’90, Sosnowskiej bez wszechobecnego socmodernizmu i tak dalej. Moim zdaniem - chętnie popolemizuję z tą tezą - „świat” artystów ur. na początku lat ’70 (do, powiedzmy, końca tej dekady) uległ już wyczerpaniu. To znaczy - artyści (stki) skanalizowali go już w swoich dziełach bodaj kompletnie. A jest ich naprawdę sporo, i to wybitnych, nie narzekajmy. Może nawet 10 - 15 - to jak na jedna dekadę i jeden kraj sporo, czyż nie?
Stąd moje pisanie o wyczerpaniu, powtarzaniu, przebrzmiałych strategiach i estetykach, i tak dalej.
Co do drugiej części (o wiadomych instytucjach)... To już oczywiści było, ale niech Panu/i będzie. Otóż instytucje prowadzą ludzie. A ludzie albo potrafią „zdiagnozować” dobrą sztukę, albo nie. Albo mają talenty menedżerskie, strategiczne, intelektualne - albo nie. Ot, cała filozofia. Nie da się „ulepić” geniusza z beztalencia.
pozdrawiam

+++

„zbierasz większą „publikę” zanim nastąpi odczyt ?”

- nie, robię w domu remont (nawiasem - jaki znowu odczyt?)


To tyle, pozdrawiam.
Aha - KS - dzięki.

K

wtorek, 20 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

zabawne to pisanie o geniuszach bez dystansu czasu,miejsca..zabawne te wszystkie metryki urodzenia(jak na wybiegu dla modelek)„świat” artystów ur. na początku lat ’70 (do, powiedzmy, końca tej dekady) uległ już wyczerpaniu..no,no świat uległ wyczerpaniu.Urodziłem się w 75,właśnie maluję rybę..bez histerii.

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ojcze nasz

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

czy jakbym napisal ze rower to byloby ty pedale? rower ryba co za roznica.Forma sie liczy a ona niezalezna od czasu,a moze inaczej,gdyby Pągowska namalowała więźnia z guantanamo albo lepiej psiknela go sprejem to zobaczylibysmy ja w zachecie jako malarke XIwieku..a jakby Banksy co to żyje w czasach niemożmości buntu(gdyż tak sie biedny pechowo urodzil)wysprejowal gdzieś Chodorkowskiego za kratami..ee nie chce mi sie wracam do ryby bo zaczyna lekko podsmierdywac(od glowy)

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

oczywiscie XXI WIEKU.chociaz moze XI bylaby znosniejsza.Pozdrawiam

środa, 21 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Zabawne? To pysznie - śmiech to zdrowie. Najlepszego.

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Panie Kubo niestety z żalem musze przyznać że jest Pan dyletantem w sprawach sztuki jezeli Rogalski wg. pana jest mało znany a Bogacka z Grupowym kolegą Sasnala debiutantami ? To ja juz nie wiem o co chodzi ?
Ale Ziółkowski wymienia Pan jako właSnie owego następce Sasnala niech Pan zacznie myśleć samodzielnie od FGF
Tak na marginesie uważam Rogalskiego za jednego z najlepszych obecnie malarzy

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

kto lepszy a kto gorszy dzis
pokolenie mlode a moze srednie a moze juz stare..mentalnie

ktos ladnie napisal ze artysta jest zawsze mlody

sasnal nie robi nic nowego
a uwazany jest przez krytykanta za bostwo sztuki

prosze ogladac ciekawe programy o Natalii LL, Swidzinskim, Kulik i Kwieku, Gustowskiej i paru innych mniej wypromowanych osobowosciach polskiej sztuki

to są prawdziwe perly

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ta dyskusja o Sasnalu jest śmieszna.
Grupka krytyków i galerzystów miga nam przed oczami obrazkami tego pana i cieszy się jak dzieci, że taki to geniusz, taki wspaniały. "Popatrzcie jeszcze raz, no popatrzcie na ten obraz, nie? No to może na ten? No geniusz! Po nim choćby potop! No to może tamten obraz? Ajajajajajaj..."
A my i tak sobie znajdziemy to co do nas przemawia najbardziej.

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Albo może coś takiego. Wyobraźmy sobie głos komentatora sportowego:

"PROSZĘ PAŃSTWA SASNAL WYSUWA SIĘ NA PROWADZENIE, ALE JUŻ GO PILNUJE ROGALSKI. SANAL ZASKAKUJE ROGALSKIEGO NIEWIELKIM OBRAZEM PÓŁABSTRAKCYJNYM, ROGALSKI ODPOWIADA PRZEWROTNYM FOTOREALIZMEM, PROSZĘ PAŃSTWA! KTO LEPSZY, ROGALSKI, SASNAL! ZNOWU ROGALSKI. SASNAL PRÓBUJE ZASKOCZYĆ ROGALSKIEGO NOWĄ TECHNIKĄ, ROGALSKI ZDAJE SIĘ NIE ZWRACAĆ UWAGI I BRNIE NAPRZÓD, ALE JUŻ GO BLOKUJE MŁODY MATECKI. PROSZĘ PAŃSTWA KTO WYGRA! ZNOWU SASNAL MA PIŁKĘ, ALE PODAŁ JĄ CHWILOWO BUJNOWSKIEMU. BUJNOWSKI ODBIJA GŁÓWKĄ I ZNOWU SASNAL! SASNAL!!! SASNAAAAAAAL!!!!! IIII!!! SŁUPEK PROSZĘ PAŃSTWA. TERAZ PIŁKĘ MA ROGALSKI...

Reasumując. Nie róbmy ze sztuki sportu panie i panowie... :(((

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

prof.Poprzecka mowi studentom 1roku ze sztuka bedzie to czym oni sie zajmą,inna pani co sie teraz obrazila na biuro turystyczne MSN ze az chyba przestanie z nim podrozowac powiedziala do pewnego malarza(nie ogladajac jego obrazow)ze malarzem nie jest bo ona zna wszystkich w Polsce a jego nie..juz Warhol zauwazyl ze to krytycy sa prawdziwymi tworcami.Kto po Sasnalu?a w którym się pan urodził panie Kubo?

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Chcialabym wiedziec czy Pan Kuba bywa w pracowniach artystów? Czy poznaje ich "strategie", "światopogląd i estetyczny wektor" by w sposób arbitralny "pozbawiać ich nadziei". Skad Pan czerpie tak wyczerpujaca wiedze o wymienionych w ankiecie artystach? Jakos nie wierze by znal Pan dobrze tworczosc takiego np. Adacha. Widzial Pan jego prace poza internetem? Duzo bardziej cenie 45-letniego Adacha od za przeproszeniem "gówniarza" pozujacego na nastepce Sasnala. Mnie interesuje co artysta ma do powiedzenia, a nie jego wiek czy status galeryjny. Krytycy piszacy o tych ludziach moze sie myla, moze nie maja najswiezszej sciagi typu "szortlista" galerii obecnej na najwiekszych targach, ale wykonuja "krecią" robotę w swoich osrodkach, gdzie rzadko zapuszczaja sie stoleczni kuratorzy. Szanuję wybór Jarodzkiego czy Gryki, choć mogę się z nim nie zgadzać. Przyznaję otwarcie, że słabo znam zaproponowanych twórców. Ja rozumiem, ze teraz młódź w natarciu, atakują mlode, "inteligentne sztuki" mixem Amy Cutler, Dargera, czy innego ilustracjonizmu... bo wiedza, ze nalezy "ladnizm" omijac z daleka. Oczywiscie kolekcjonerzy, amatorzy "swiezosci", wszelkiej masci nowosci z przedluzonym okresem przydatnosci do spozycia sie tym zachlysna, bo to takie kreatywne i radosne i takemnicze a rynek chłonny. Wreszcie pojawia sie ktos kto swoja (wyrachowana?) naiwnoscia i lekkoscia kladzionej farby nie przypomina blyskotliwych i ciężkich olejow Wilhelma Sasnala (piszę to bez cienia ironii). "To artyści przeciętni, cokolwiek przewidywalni i proponujący bądź to ograne estetyki i strategie, bądź to taki czy inny ich miks." Prosze sprecyzowac co to znaczy "taki czy inny ich miks."
Moge od Pana jako krytyka (mam nadzieje nie tylko krytykanta) wymagac bardziej precyzyjnej wypowiedzi, w miejsce tego typu kolokwialnych uogolnien?

środa, 21 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

"prosze ogladac ciekawe programy o Natalii LL, Swidzinskim, Kulik i Kwieku, Gustowskiej i paru innych mniej wypromowanych osobowościach polskiej sztuki"

- ależ to żelazna klasyka (co nie zmienia faktu, że osobowości)

+++

"a w którym się pan urodził panie Kubo?"

- '80

+++

- W pracowniach nie bywam. Adacha znam na tyle, na ile zna Go przeciętny Polak. Co nie zmienia faktu, że nie chciałem deprecjonować twórców starszych - jak Pan sugeruje - a tylko podkreślić niezasadność pisania, że będą "następnymi po S".

"Ja rozumiem, ze teraz młódź w natarciu"

- młódź zawsze jest w natarciu :-)

"mogę od Pana wymagać bardziej precyzyjnej wypowiedzi, w miejsce tego typu kolokwialnych uogólnień?"

- w tonie lekkiego (powyższego) felietonu - raczej nie. W recenzji poszczególnego artysty - raczej tak. I to nie żadna "arbitralność" , tylko moje zdanie - jeszcze nie obowiązujące ustawowo. :-)
Myślałem, że wymowa tego wpisu jest w miarę jasna - kolejne komentarze pokazują, że wyraziłem się chyba nieprecyzyjnie.

- co do Pańskiego komentarza jako całości - w sumie to nie za bardzo rozumiem o co Panu - poza ustępami o moim poście - chodzi?

- aha - ja tez "szanuję" wybór Jarodzkiego i Gryki - choć się z nim mogę - i robię to - nie zgadzać. Nie sądzę, aby z mojej wypowiedzi przebijało lekceważenie.

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

moze lepiej rozmawiac kto lepszy, szybszy, mlodszy, modniejszy

tylko debatowac po co uzywac malarstwa?
czy uzywa sie go slusznie?
czy jest nosne dzis?
czy jest w stanie mowic o waznych sprawach?
bo ja uwazam ze nie..dobrym przykladem niech bedzie tworczosc Zmijewskiego, ktory robi sztuke spoleczną ale korzysta z wideo i kamery
sam mowil ze rzezba w glinie przestala byc nosna
mysle podobnie o malarstwie dzis

moze o tym warto pozrozmawiac zamiast debatowac kto nr jeden a kto dwa...to nie Tour de France

środa, 21 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

NOŚNA TO JEST REKLAMA. I TO JEST JEJ ISTOTA. MALARSTWO Z NATURY SWOJEJ NIE MOŻE BYĆ NOŚNE, BO WTEDY STANIE SIĘ REKLAMĄ. I JA W TO WIERZE.

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Malarstwo jest OK, ale wszyscy zachowują się obecnie tak, jakby nic poza malarstwem nie było. (Z całym szacunkiem także pan Kuba).
Już to kiedyś tutaj radziłem: PORA WYJŚĆ Z RAMEK!

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"- W pracowniach nie bywam. Adacha znam na tyle, na ile zna Go przeciętny Polak. Co nie zmienia faktu, że nie chciałem deprecjonować twórców starszych - jak Pan sugeruje - a tylko podkreślić niezasadność pisania, że będą "następnymi po S"."

- ROTFL. Panie Kubo, nie moge sie oprzec wrazeniu, ze jest Pan bardzo inteligentnym i sprytnym czlowiekiem, ktory jawi mi sie jako Kuba Wojewodzki polskiego artłorldu. Myslenie kategoriami programu IDOL niestety jest Pana znakiem rozpoznawczym. Mnie w Pana felietonie razi jedna rzecz. Dowala Pan kuratorom i artystom nie zadajac sobie prostego pytania. Kto jest autorem tego prowokacyjnego i w gruncie rzeczy smiesznego pytania ? Nie uwaza Pan, ze postawienie sprawy "Kto po Sasnalu" jest duzym uproszczeniem i prowokacja stawiajaca zainteresowanych w niewygodnej sytuacji? Prosze Pana, to jest niezasadne pytanie a nie odpowiedz, czego Pan zdaje sie nie rozumie. Z duzum zainteresowaniem czyta sie Pana tekst w arteonie. Jest takie powiedzenie: nie gryzie sie reki ktora karmi. Z niecierpliwoscia czekam na kolejne numery z Pana tekstami, pod warunkiem ze bedzie nadal kosztowal jak Pan wspomina tylko "piątaka"? Pozdrawiam i zycze sukcesow.
Anonymous

Ps. Prosze rozwinac co Pan rozumie pod stwierdzeniem: "znac A.Adacha jak kazdy przecietny Polak"?

czwartek, 22 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

coś strasznie Państwo emocjonalnie podeszli do tego posta. Odnoszę wrażenie, że jego najbardziej nośna część to nazwisko zawarte w tytule ankiety, której tekst tyczy (nie owego nazwiska). do rzeczy jednak.

Anonim:
- Ja Panu tłumacze o co mi chodziło - z dogłębną troską, bo mogłem przecież wyartykułować coś nieczytelnie - a Pan mi serwuje analizę charakterologiczną.

- porównanie do KW dobrodusznie pominę, programu I takoż (dość słaba to szpila)

Oraz:

"Dowala Pan kuratorom i artystom nie zadając sobie prostego pytania. Kto jest autorem tego prowokacyjnego i w gruncie rzeczy śmiesznego pytania ?"

- nikomu nie dowalam, proszę przyjąć do wiadomości, że napisane przeze mnie słowa znaczą to, co znaczą, a nie to, co Pan z nich wyczyta;
- nie zadałem sobie, bo chyba wiem - redakcja Arteonu?

"Nie uważa Pan, ze postawienie sprawy "Kto po Sasnalu" jest dużym uproszczeniem i prowokacja stawiającą zainteresowanych w niewygodnej sytuacji?"

- uważam (parz ostatnie zdanie 1 akapitu), także to, że nie przeczytał Pan mojego tekstu uważnie

"Prosze Pana, to jest niezasadne pytanie a nie odpowiedz, czego Pan zdaje sie nie rozumie."

- odpowiedź na niezasadne pytanie może być zasadna, a nawet powinna

"Z duzum zainteresowaniem czyta sie Pana tekst w arteonie."

- dziękuję bardzo

"Jest takie powiedzenie: nie gryzie sie reki która karmi."

- czy sugeruje Pan, że nie powinienem krytykować tego, co stoi w piśmie, które zapłaciło mi za artykuł? ;-) Obawiam się, że tu niemal każda ręka karmi i niemal każdego. nie bądźy śmieszni.

"Z niecierpliwością czekam na kolejne numery z Pana tekstami"

- to jak na razie była jednorazowa akcja, ale kto wie, może kiedyś sie powtórzy. tak czy siak dzięki

pozdr
K

PS. dokładnie o to, o co z nieobecnością Sasnala, tylko 5 x bardziej ;-)

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No jednak trochę mam dość tego krytykanctwa. Mój naturalny chyba odruch złości wynika z faktu traktowania nas wszystkich z buta. Krytykant pełni oczywiście rolę aktywizującą, nie przeczę, bo dzięki jego kijowi nasze niewielkie mrowisko ożywia się nieco - choć niestety dość bezładne to bieganie. Czasem się przy tym zastanawiam - może my naprawdę jesteśmy tak beznadziejni, jak sugeruje K.? Popatrzcie, nawet te zdjęcia, nie dość, że prawie wszyscy je dali, to większość zrobiła je sama sobie. Daliśmy się wypuścić Przemkowi Jędrowskiemu, a Fundacja i Raster po raz kolejny zachowali splendid isolation i po raz kolejny wygrali. Kuba Banasiak jest przy tym w sytuacji arcyłatwej. Krytyka polska jest raczej towarzysząca, jeśli ktoś ma napisać źle, raczej nie pisze. W tę niszę wstrzelił się Krytykant, obejmując schedę po wczesnym Rastrze. I bardzo dobrze, z jednej strony, z drugiej jednak ciągle mam wrażenie, że tej towarzyszącej krytyki też jakoś mało.
Pytanie w Arteonie wcale nie było tak jednoznaczne. Proszę przeczytać dokładnie - pisze Jędrowski "Jej (ankiety) celem nie było natomiast ustawienie całego polskiego malarstwa w jakiejś "skali Sasnala", bądź typowanie jego "następcy".
Trzeba dokładnie czytać, aż tak głupi chyba nie jesteśmy i nikt zdaje się nie próbował nawet podjąć prowokacji. Jakiś mam chyba syndrom niedowartościowania, a pogłębia go Banasiak waląc z grubej rury - "kolejne wystawki", "znamię wyczerpania", "czekanie na Mesjasza"...Nie jestem w stanie podjąc egzegezy tego tekstu, bo zręczny nad miarę. Boję się, że jedyny z niego wniosek jest taki - Mama i Tata są i tak najważniejsi i poza dyskusją. Reszta hołoty może sobie gadać, a i tak nie ma nic ważnego do powiedzenia. Przy wszystkich bardzo okrągłych i zręcznych sformułowaniach - taki jest wydźwięk. Zastanawiam się, czy jest sens robić cokolwiek, co jest próbą, szukaniem, procesem, początkiem bez określonego końca i jeszcze w dodatku nie zostało zatwierdzone przez szacownych Rodziców? Czy warto w ogóle, bo może po prostu powinno być zadekretowane 10 miejsc na sztukę w skali kraju i koniec? Krytykant wie, że nie warto. To i łatwe i smutne. Dawniej takiego, co się nie mógł wyzwolić spod kurateli rodziców nazywało się - Maminsynek. I to nie jest tania złośliwość, tylko pytanie o kryteria. Jestem zły na Krytykanta, bo i bez niego mamy słabo. Sztuka nigdy nie miała w Polsce dobrze, wszyscy wiemy. Krytykant krytykuje bezpiecznie, ze środka, jakby nie widząc, że sztuka funkcjonuje w wielu różnych kontekstach. Ale OK, jego prawo. Swoją drogą, jak to dziś łatwo, taki Andrzej Osęka długo musiał pracować, żeby w końcu wszyscy zrozumieli, jak bardzo nie lubi sztuki i artystów. Kuba Banasiak zaistniał 7 miesięcy temu. Stał się punktem odniesienia. Jacy jesteśmy (piszę tu o koleżankach i kolegach - personach ze środowiska) wszyscy marni, leniwi, nieadekwatni do czasu, słabi po prostu!!! Dobrze, że pojawił się Krytykant, żeby nam podać lustro i pokazać potwory.
Wojciech Kozłowski

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

czy ty w ogóle potrzebujesz rozmowców ? przeciez jestes samowystarczalny

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Zdzichu said...

teraz arteon powinien zapraszać cię do każdego numeru, trochę im sprzedaż napędzisz i ożywisz tę ostoję spokoju i wypranej z emocji sprawozdawczości artystycznej

czwartek, 22 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Sz.P. Wojciech Kozłowski:

Po kolei, bo kwestii jest kilka.

Po pierwsze. Przypuszczam, że czytał Pan moje poprzednie posty i zna „założenia” tego bloga (moja „filozofię”). Zatem pewna „uczciwość intelektualna” kazałaby i najnowszy wpis postrzegać przez i ten pryzmat. Mniejsza.
Zapewne widzi Pan również – świadczą o tym ustępy z Pana komentarza – moje starania i cele. Także to, że staram się prowadzić dyskusję w maksymalnie cywilizowany sposób. Że sporo tu wycieczek osobistych (których staram się nie zauważać, choć czasem nie mam już siły) i nerwów (które staram się tonować). Że sedno – podstawowa teza postu – po raz kolejny uciekła hen, w dal siną.

Tym bardziej jest mi przykro, że miast polemizować z tekstem, powielę Pan znaną i lubianą w tym miejscu sztampę typu „mama/tata” (wiedziałem, że będzie to irytujące dla ludzi postrzegający polską sztukę przez pryzmat klik i grup interesów, a nie jakości, jednak Pana o taki punkt widzenia nie podejrzewałem), typu „Raster/FGF jedynym kryterium Krytykanta”, no i na koniec – „traktowanie z buta” (odsyłam do tekstów o pamflecie – którym zresztą powyższy post nie jest – i felietonie).
Słowem – Krytykant to stronniczy, ograniczony cham, nadto łacny sensacji amator (nie bójmy się ostrych słów ;-) ).

Ponosi Pana- wiedzę, rozumiem i biorę na to poprawkę. : - )

Więc może – tradycyjnie, będę się upierał – o sednie.
Otóż teza mojego tekstu jest prosta – w polskiej sztuce po wielkim sukcesie kilkunastu artystów ur. W latach ’60 („krytyczni”) i ’70 (Ładnie i „okolice”, pisząc brzydko) nastała swego rodzaju próżnia. To se ne vrati. Czas na kolejnych, o kompletnie innej – moim skromnym zdaniem – optyce. Wydatną rolę w utrwalaniu próżni maja krytycy – słabi – i brak dobrych. To kolejna – stała dla mnie, jak sądzę – płaszczyzna tego tekstu.
Ankieta ukazała moim zdaniem to i tylko to – oczywiście piszę symbolicznie, w felietonowym skrócie, pewnej hiperboli, blabla.
Niepotrzebna więc Pańska ironia – nikt się nie dał „wpuścić” (etc), ot, dały znać o sobie przyzwyczajenia. Omawiam kolejne wybory i nie kpie z nich bynajmniej. Wskazuję na ich – MOIM ZDANIEM – niezasadność i rysuję – niech będzie, że grubą krechą – krajobraz polskiej sztuki AD 2007.

Więc jeszcze raz – nie rozumiem Pańskich personalnych urazów, nie rozumiem (smucą mnie raczej, bo to domena niezbyt eleganckich internautów bez imienia) prostackiej (przepraszam) analizy z Rastrem i FGF w roli koronnych argumentów na to, że napisałem to, co napisałem, nie rozumiem w końcu braku merytorycznej polemiki – punkt po punkcie, akapit po akapicie.

Pisze Pan słusznie, że chodzi mi także o ferment – dlaczego zatem aż takie emocje wyzwala w Panu moja skromna ocena (choć i to nie do końca) pańskiego wyboru. Ależ to tylko krytyczny tekst, celowo dosadny – i nic ponadto. Aż taki Pan wątły, że obejść tego stylu nie umie, uśmiechnąć się potem, a następnie wznieść wysoko i storpedować mnie merytorycznymi i nie do zbicia argumentami? : - )

Gramy w tę same grę, czyżby nie znal Pan reguł? To swary, polemika, aktywność – a nie fochy. : - ) Aż tak zabolało? To aż tak zapomniane aktywności? Nie daję wiary.

Już kilka osób chwaliło mnie wylewnie – do czasu aż o nich napisałem. : - )
Niechże Pan nie dołącza do tej kolekcji. Ocena jednego Pańskiego wyboru nie jest ocena całego pańskiego JA : - )

Z wyrazami szacunku,
Agent Rastra i FGF

PS. A naprawdę przykro mi się zrobiło, kiedy „odkrył” (zasugerował) Pan to, że „tak naprawdę” nie lubię artystów i sztuki. : - (
PS2. Działam od ostatniego dnia września, a zatem niecałe 6 miesięcy. : - )
PS3. Rzecz jasna nie wykorzystałem żadnej „luki’ tudzież się nie „wstrzelałem”, a pisałem – i piszę - co mi serce, rozum i niepokalana miłość do sztuki podpowie.

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Dobra - tego agenta FGF i Rastra mógł Pan sobie darować. Nadmiar ironii, to tak jak ci dyskutanci tutaj, którzy Pana pouczaja, że Adach i Rogalski nie są młodzi...Moja sugestia o Mamie i Tacie jest jednak pytaniem o kryteria własne, pańskie, a nie idealnie pokrywające sie z ww. Jak Pan zapewne wie, współpracowałem i z Fundacją i z Rastrem. Obie firmy zrobiły u mnie świetne wystawy. Doceniam ich profesjonalizm, to co i jak robią. Mimo, ze są ode mnie młodsi, b.wiele się od nich wszystkich nauczyłem. Są "global players", nie ulega wątpliwości i szacunek.Jestem faktycznie jak najdalszy od myslenia o "układzie" i śmieszą mnie takie dywagacje. Z drugiej jednak strony proszę mi wierzyć, ze na ich działalności się w Polsce sztuka nie kończy. A jeśli tak jest, to faktycznie tragiczna sytuacja. Btw. Fundacja może sobie pozwolić na kompletne lekceważenie Internetu (see ich www) i nic.
Dalej - nigdzie nie zasugerowałem nic o amatorszczyźnie i chamstwie, jak mi Pan imputuje. Przeczytałem Pański text o Sasnalu w Arteonie, bardzo dobry, co tu mówić. Więc jak Pan celnie zauważył, ponioslo mnie,a to z poczucia niedocenienia moich kolegów i koleżanek i mnie. Są to bowiem ludzie, którzy poza Warszawą usiłują wpuszczać w przestrzenie czarne czasami od głupoty, troche prawdziwej sztuki. I zapewniam Pana, jest to robota zmudna, bez szans na docenienie, choc nie przeczę, dająca dużo satysfakcji. I nie piszę tego, by się skarżyć, tylko ze zwyczajnego ludzkiego wkurzenia. Wiem, że felieton ma swoje prawa, więc też nie próbuję polemiki "akapit po akapicie". Chodziło mi raczej o całokształt. Mysle, przy tym, że Pan jednak nie lubi artystów. Sztukę Pan kocha, ale to jest miłość do idealnego ideału. Nie zostawia Pan miejsca na porażkę, to (sorry) fundamentalistyczna jednak postawa. Sztuka to nie bezustanny sukces (czymkolwiek on jest). Sztuka to też wątpliwości i niepewność, i porażka czasami. Ale Pańskim świetym prawem jest krytykować, więc więcej się wkurzać nie będe. I żeby nie było - to nic osobistego, bez urazy. Jeśli takim się wydało, przepraszam bardzo. Z wyrazami szacunku. Wojtek Kozłowski

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous KS said...

"KRYTYKANT: Jednak to chyba FGF go zauważyło, a potem zagranica. Czy zagranica zauważyła go już w okresie Białej?
LEON TARASEWICZ: Robert po prostu systematycznie pracował. W 2003 roku wyjechał do Rennes we Francji z puli programu Erasmus - Sokrates, a ja akurat robiłem wystawę w La Criée, też w Rennes. I on wówczas wiedział, co to jest Galeria Foksal, ale nie wiedział o istnieniu FGF. I to właśnie wtedy odezwało się do niego FGF proponując współpracę przy wystawie w Lipsku. Później dokładnie tego nie śledziłem, tylko w pewnym momencie drażniło mnie wyczyszczanie tego okresu Białej w publikacjach FGF. Bo tak naprawdę to największą pracę wykonał tu Janek Gryka, kiedy prowadził Roberta jako studenta. I bardzo dobrze, że następnym etapem jest FGF, bo ich praca i praca Roberta wzajemnie się uzupełniają, co daje nowe możliwości. Bo jeśli artysta nie ma możliwości - a galeria Biała nie ma takich, jak FGF środków i kontaktów (chociażby dlatego, że jest w Lublinie, a nie w Warszawie) - to nie może dalej pracować i rozwijać się. No jest tylko jedną taką rzeczą, że niemoralne jest to przemilczanie galerii Białej i roli Jana Gryki."

Wiem, że nie na temat, ale Pan Kozłowski trochę o tym nadmienił. I nie sugeruje żadnego układu, ale również pytam o kryteria Krytykanta. Obiektywne? Czy Krytykant zakłada z góry, że nie warto wybierać się na "prowincję", bo i tak nic tam ciekawego sie nie dzieje? Czy sztuka u nas istnieje tylko w opcji warszawskiej? Dlaczego? I jeszcze raz podkreślam, że nie chodzi mi o jakieś układy, agentury itp. tylko o obszar krytycznej działalności Krytykanta...

czwartek, 22 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

KS i WK:
Pozwolę sobie wspólnie, bo i Pan i Pani mylą kwestię zasadniczą. Otóż moja krytyka jednostkowego wyboru jest krytyką jednostkowego wyboru – nie krytyką regionu geograficznego, osoby, jakiegoś odłamu sztuki etc. To jedna opinia. O jednej ankiecie. Tyle. To, że wysnuwam sobie z tejże ankiety jakieś wnioski – to inna sprawa, tym bardziej odległa od osób i regionów.

Naprawdę nie jestem lokalnym patriotą – mają o mnie Państwo szczególnie małe mniemanie, jeśli zakładają, że kieruję się innym kryterium (np. geograficznym), niż tylko jakościowe. Jeszcze raz – to nie była krytyka nawet tych artystów, ich dzieł, tylko bardziej wyboru, przyczyn wyboru i nieciekawego obrazu, jaki za sprawą tychże się klaruje.

WS:
To wyżej jest może szczególnie do Pana. Ja naprawdę nie mam pretensji (etc.), nie odczytuję tego osobiście i co tam jeszcze. Nie neguje Pańskiego wkładu w sztukę polską, profesjonalizmu – i dalej. Ja Pańską wypowiedź mam tylko i aż za jeszcze jedną boczną ścieżkę z raczej ogranym krajobrazem, która oddala nas od meritum. Skąd pomysł, że krytykując wypowiedź danych osób (w tym Pana), krytykuję ich zaangażowanie, dorobek, krwawicę, prace u podstaw - i dalej? To teza wysoce niedorzeczna i to właśnie wprawia mnie w konfuzję – że ciągle nie dyskutujemy o tym, co raz jeszcze streściłem w tym komentarzu, a o tym czy – patrz wyżej.

Więc pozdrawiam i nie dywagujmy już nad moimi taktykami, strategiami, poglądami (cóż mogę poradzić na sąd: „Myślę, przy tym, że Pan jednak nie lubi artystów” – oprócz wzruszenia ramionami bądź brnięcia w puste przytyki), wiekiem, koneksjami – dyskutujmy o tym, co twierdzę, a zatem o tym, co napisałem. Najlepszego.

K

czwartek, 22 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Krytykancie szanowny... I co to będzie jak Sasnal odejdzie, i nikogo po nim nie będzie? Co też Pan zrobi w tym beezmiarze pustyni, wspominać będzie, jak to było fajnie, za Sasnala? To żart, bez urazy ;) Sasnal jest tylko i aż artystą, jednym z wielu, Pan jego właśnie widzi najlepszym, ja mam innego "idola", Pan zdaje się już nie maluje, ja się plasuję wedle aktualnych konkunkur, w tej dziedzinie, conajwyżej w drugim rzędzie ;) ale jak to ktoś powiedział, wyżej d***, nie podskoczysz... można tylko robić to, w co się wierzy, że ma sens. Mam tylko kilka drobnych uwag. Nie powtórzę, że Sasnal to powtórka z Worhola, czy Hockneya, boż to nieprawda, i to nie dlatego, że nie można znaleźdź jakichś ogólnych estetycznych czy stylistycznych odniesień, ale dlatego, że odniesienia w sztuce krążacej wokół przedstawienia, a coraz częściej także abstraktu, są po prostu nieuniknione, ważniejsze moim zdaniem, że poza odniesieniami, można mówić o czymś jeszcze, na dodatek "czymś" interesującym. Moja optyka, sięga innych "geniuszy", "nieco" dawniej żjących ;) , choć i dziś paru bym znalazł. Broń Boże, nie spośrod Nowych/Dawnych, choć niektórzy byli całkiem przyjemni - dekoracyjnie, choć nie wiem, po co tyle szumu wokół nich, ot wystawa, jakich wiele i jakie muszą po prostu istnieć, jeśli ma istnieć sztuka, a nie tylko pojedyńcze sztuki ;) , czemóż mielibyśmy, my spoza pierwszych półek galeryjnych i aukcyjnych, chować głowy w piasek i udawać, że nas nie ma... mnie tam wizja ewentualnej Pańskiej krytyki, jakoś nie zraża ;) wierzę poza tym, że czas wszytko weryfikuje i nigdy nie wiadomo, kogo jego wody wyniosą, a kogo pogrążą, co jak mniemam, jest podstawą diałań i wiary większości artystycznej braci, zwłaszcza, że tylko zaniechanie malowania, daje gwarancję niezapisania się w tej dziedzinie ;) Druga uwaga, Pański wybór należy usznować, niestety są i inne i w ten sposób, stosując się do wygłoszonej kiedyś przez Daukszewicza tezy(cytatu?) "prawda jest jak du**, każdy ma swoją"... trzeba zauważyć, iż czy Pan tego chce czy nie, będąc bardziej komentatorem niż historykiem sztuki Sasnala, staje się Pan krytykiem niszowym, aktualnie poprawnym wobec koniunktur, proszę tego nie rozumieć jako krytyki, lecz po prostu logiczną myśl dotykającą różnorodności jakiej jeszcze nigdy nie było ani w sztuce ani w ilości "prawd i du*",
a tak dziś jest, po prostu. Czy Ci o których Pan mówi, są lepsi czy gorsi od Sasnala, wypowiedzieć się nie mogę, za mało ich znam, ale chciałbym zauważyć, iż określanie S. jako Geniusza, to jednak nakładanie na niego ram pewnego pejoratywu, na zasdzie "co by nie zrobił, dobrym jest bo S. jest geniuszem", lepiej argumentować jak w Pana innych tekstach na jego temat, bo tak, to Pan niestety wykracza poza krytykę, a czyni się samozwańczym nieco entuzjastą i biografem, a Pańscy czytelnicy, mogą odnieść wrażenie, że jest Pan w związku z tym tendencyjny=malowiarygodny(to znów nie jest krytyka Pana, jako krytyka ;) , ale zwrócenie uwagi jak to działa, kiedy posuniemy się z argumentacji merytorycznej, do osobistych odczuć, na te bowiem stać dosłownie każdego, na merytoryczne argumenty, już nie)...
I, jeszcze uwaga, co do tego, iż historia sztuki stoi twórcami orginalnymi... otóż nie, drogi Krytykancie, nie stoi, stoi na bazie dogłębnych, wciąż pogłębianych analiz realiów danych epok, czy też działów na które, też dla ułatwienia tylko dzielą sobie historycy przeszłość, analizy, z których czasem wyłania się jakiś artysta, mający znamiona inności wobec panujących mód, szkół, itp.,
tą inność nazywamy wybitnością, a stoi nią nie historia sztuki jako taka, ale popularne tomiszcza uogóniające i skrótowo ujmujące rzeczywistość, dla mas...

poniedziałek, 26 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jeśli ktoś chce wybić się na oryginalność to żaden krytyk, Krytykant, kurator etc.nie pomogą, co nie problem, gorzej że szkodzić będą.Czasy znawców sztuki,przyjaciół jej(i malarzy)takich jak chociażby Aleksander Wojciechowski czy Barbara Majewska (polecam poszukać w internecie Jej tekstów)wydaje się że przeminęły.To nie kurator do pracowni malarza dziś chadza,no nie oszukujmy się.Racje miał w tej materii Gombrowicz że intencje krytyka i artysty są sobie przeciwne,interesy inne i tyle.

poniedziałek, 26 marca, 2007  

Prześlij komentarz

<< Home