środa, lutego 28, 2007

Jeszcze MSN

Najnowsze wieści (za Radiem Zet i Dziennikiem) o MSN: Hanna Gronkiewicz - Waltz popiera projekt Kereza, wygląda więc na to, że starania Rady Programowej spełzły na razie na niczym. Projekt został wybrany przez jury składające się z wybitnych architektów i artystów. Rezygnacja oznaczałaby podważenie naszej wiarygodności i poważny uszczerbek dla wizerunku stolicy - powiedziała Gronkiewicz - Waltz.
Mania przyrównywania projektu Kereza do baraku czy supermarketu już nie dziwi. Zastanawiające jest natomiast nazywanie Kereza "kontrowersyjnym architektem" (Michał Pietrzak, Dziennik). Jeśli Kerez jest kontrowersyjny, to nie wiem kto nie jest. I jeszcze słowo o parterze MSN, który ma być oddany podmiotom komercyjnym. Nigdzie nie spotkałem się z takim rozwiązaniem i wydaje mi sie ono - łagodnie rzecz ujmując - kompletnie chybione. Podświadomie wmówiłem sobie, że idzie tu o zwyczajowe księgarnie, sklepy z gadżetami, może jakąś restaurację i nowoczesną salę konferencyjną do ewentualnego wynajmu. To w ten sposób muzea zarabiają na siebie - nie zaś udostępnianiem swoich przestrzeni sklepom z ubraniami. To kompletne pomieszanie porządków - jeśli miasto chce MSN, winno je finansować. Co nie zmienia faktu, że projekt Kereza jest dobry.

Update:

Podsumowanie
Doroty Jareckiej w GW

Etykiety:

3 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Moim zdaniem cała afera polega na tym , że oni nie zdają sobie sprawy, że Frank Gehry ma 78lat. i że to co robi to wczute modernistyczne rozrysowanie a la Matisse.

środa, 28 lutego, 2007  
Blogger pansowa said...

Jeśli miasto chce MSN, winno je finansować.

I tak już wcześniej Twoje imię Cię zdradziło ;-)

czwartek, 01 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Zamieszczam poniżej tekst Doroty Monkiewicz, członkini Rady Programowej MSN, który - choć zamówiony - od dwóch dni nie może się przebić na łamy "Rzeczypospolitej", blokowany zapewne przez Panią Jaruzelską-Kastory (tak działa lobby designersko-architektoniczne):

"W czasach odległego dzieciństwa często zachodziłam do naszej osiedlowej biblioteki publicznej przy ulicy 1 Sierpnia (bo przecież nie Powstania Warszawskiego) w Warszawie. Był to, zbudowany w latach 70., przeszklony modernistyczny pawilon, którego elewacje artykułowały ciężkie, poziome pasy betonu, obrzuconego drobnymi kamyczkami. Na parterze znajdował się SAM spożywczy, sklep Centrali Rybnej oraz pralnia ALBA, na piętrze udostępniany był księgozbiór. Prowadziły tam proste betonowe schody z szerokimi, drewnianymi poręczami. Takie pawilony handlowe z biblioteką publiczną na piętrze znajdują się w wielu miejscach Warszawy, stanowiąc pamiątkę po prowadzonej przez ludowe państwo polityce upowszechniania kultury.
Kiedy patrzę na projekt budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej Christiana Kereza – z przestrzeniami ekspozycyjnymi ukrytymi na trzecim piętrze, jednym wejściem po schodach, oraz komercyjnym parterem – to mam przed oczyma te wszystkie biblioteki publiczne epoki edwardiańskiej, ale z jedna istotną różnicą – Christian Kerez przekształcił te małe, modernistyczne pudełka w leżący blok monstrualnych rozmiarów.
Nie wiem, dlaczego budynek nowego muzeum musi być wyrazem ciężkiej nostalgii za minionymi czasy? Dlaczego nie możemy w Warszawie zbudować architektury optymistycznej, kreującej wokół siebie przyjazną przestrzeń publiczną, w której z chęcią odnajdzie się widz i przechodzień? Budynek Christiana Kereza jest w tym samym stopniu architektoniczną rzeźbą, co stojący obok Pałac Kultury. Tak socrealistyczne art deco, jak i minimalistyczny blok nie respektują społecznego, demokratycznego wymiaru przestrzeni publicznej, której rozumienie znacznie się pogłębiło od czasów modernistycznego projektu.
Jakie zatem miało by być to muzeum, które chcieliśmy i nadal chcemy dla Warszawy zbudować? We wstępnej koncepcji Warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przyjętej przez Radę Programową Muzeum w dniu 28 sierpnia 2005 czytamy: „Symbolem Warszawy powinien stać się również budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej, który – przez usytuowanie w najbliższym sąsiedztwie Pałacu Kultury – podejmie dyskurs estetyczny i etyczny z przeszłością tego miejsca. Jako nowa instytucja kultury pomoże ożywić relacje: artysta – jego dzieło – społeczeństwo” i „stworzy warunki przeciwdziałające wykluczeniu”. Ten zapis ze wstępnej koncepcji został przełożony na konkretne punkty programu funkcjonalno-użytkowego muzeum w regulaminie konkursu architektonicznego. Należy do nich postulat zaprojektowania hallu i forum o powierzchni ok. 5.500 m2, dostępnego bezpośrednio z poziomu placu. Miejsce to określone w regulaminie konkursu, jako strefa spotkań publicznych, powinno być skomunikowane z wielofunkcyjnym audytorium, salą koncertowo-teatralną, a także centrum edukacji, w którym istotnym novum jest przestrzeń warsztatowa, przeznaczona dla nieformalnych grup, działających w ramach „sztuki ulicy” (community art project). „Od 800.000 do 1.000.000 gości rocznie będzie przechodzić przez hall, jako obszar łączący zewnętrzny plac miejski z ogrodem oraz ekspozycjami, w tym 200 – 300 tysięcy będzie uczestniczyć w akcjach informacyjnych i edukacyjnych” (z regulaminu konkursu). Muzeum Kereza, którego wizytówką na poziomie wzroku przechodnia są przestrzenie komercyjne (być może sklepy), muzeum, do którego trzeba się wspiąć po schodach – tworzy zupełnie inną jakość. W naszych założeniach to właśnie Forum zostało pomyślane jako witryna oferty artystycznej muzeum, oferta rekreacji i spędzania czasu wolnego, skierowana bezpośrednio do przechodnia – potencjalnego widza. Forum ma być częściowo strefą ekspozycji bezpłatnej, przed właściwym wejściem na wystawy i daje także możliwość eksponowania obiektów bardzo dużych rozmiarów, dostarczanych tam bezpośrednio z placu miejskiego.
Te i inne wpisane do programu funkcjonalno-użytkowego postulaty nie zostały w projekcie Christiana Kereza zrealizowane. Nie da się szeroko otworzyć niskiej przestrzeni parteru, wypełnionej gęsto podporami, ani wzdłuż, ani wzwyż. Z powodu kształtu stropu-dachu ostatniego piętra, bardzo trudna do podzielenia jest z kolei przestrzeń ekspozycyjna, w której w przyszłości powinno odbywać się jednocześnie pięć do sześciu wystaw z niezależną komunikacją i miejscami odpoczynku. Regulamin konkursu wskazywał na potrzebę przestrzeni komplementarnych – zarówno otwartych, jak i zdefiniowanych zespołów galerii.
Założenia programu funkcjonalnego nie zostały sformułowane przypadkowo. Uwzględniają różnorodne potrzeby programowe muzeum, powstającego w konkretnym kontekście społecznym, geograficznym i historycznym. Pracował nad nimi zespół doświadczonych polskich kuratorów. Były też konsultowane z architektami – w tym również z Christiną Binswanger, późniejszą członkinią sądu konkursowego. Pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego część jury, która przeforsowała zwycięski projekt, zignorowała te założenia.
Dorota Monkiewicz"

czwartek, 01 marca, 2007  

Prześlij komentarz

<< Home