piątek, marca 09, 2007

Wilhelm Sasnal w Anton Kern Gallery

Mam przyjemność zaprezentować relację z najnowszej nowojorskiej wystawy Wilhelma Sasnala pióra Wojtka NYC, etatowego już chyba korespondenta polskich blogów. Smacznego.

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala w Anton Kern Gallery, 8 marca 2007

Otwarcie wystawy zaczęło sie o godzinie osiemnastej. Wilhelma jeszcze nie ma w galerii, za to Anton Kern jest wszędzie. Wita sie z przybywającymi i pamięta mnie z targów Armory Show. Na ścianach jego ogromnej galerii na 20-tej ulicy Manhattanu (pewnie przerobionej przed laty z warsztatu naprawy samochodów) wisi 13 prac Sasnala (dwa plakaty na papierze i 11 obrazów olejnych).

Z tylu galerii, ukryty za czarną kotarą, terkocze stary projektor filmowy, wyświetlając 16-milimetrowy, niemy, czarno - biały, 11- minutowy film.

Ten film Sasnala to punkt centralny wystawy, ale jest tak dobrze ukryty, że chyba większość gości nie zdaje sobie sprawy z jego wagi.

To polski film fabularny z lat ’60 z Emilem Karewiczem w roli głównej, opowiadający o tragicznym, autentycznym przypadku kradzieży alkoholu metylowego z cysterny kolejowej, rozlania go do butelek i pokątnej sprzedaży. Wielu mężczyzn zmarło po spożyciu trucizny, wielu oślepło. Ten film natchnął Wilhelma do stworzenia serii obrazów o wzroku, o refleksji nad tym że w ogóle widzimy (lub nie), a także o alkoholu jako narkotyku, jego efektach na społeczeństwo i na artystę. Wilhelm zmodyfikował oryginał filmowy, dodając specjalne efekty, które przypominają zaćmę odbierającą wzrok. Film ma napisy angielskie, więc sprawa jest jasna dla wszystkich. Tytuł: Let Me Tell You a Film. W wolnym tłumaczeniu - Opowiem Ci Film.

Anton Kern dumnie mówi, że to już trzecia indywidualna wystawa Sasnala w jego galerii. Zaczął pokazywać prace Wilhelma, kiedy artysta był dużo mniej znany. Na pytanie czy jako galerzysta szczególnie interesuje się sceną polską, Anton zaprzecza. Pochodzenie artysty go absolutnie nie interesuje; interesuje go sam artysta. Talent może objawić sie wszędzie, w Polsce, Chinach, czy Indiach. Teoria szkół malarskich (np. Leipzig School, et cetera) to dla Antona marketingowy nonsens.

W czasie mojej rozmowy z Antonem do galerii wchodzi Sasnal.

Jest oblegany, ale chętnie zgadza sie na chwile rozmowy. Jest wyluzowany i bardzo miły. Wyjaśnia, że na tej wystawie nie chodziło mu o proste komentarze na temat efektu alkoholu na społeczeństwo, ale raczej o skomplikowaną współgrę obrazów filmowych, obrazów malowanych, i wydarzeń polityczno - społecznych, dawniej i dzisiaj. Sasnal jest zainteresowany malowaniem „w odmiennym stanie”, np. na kacu. Chce, aby jego obrazy pokazywały to, czego nie można wytłumaczyć słowami. Alkohol to tylko metafora, klucz używany przez artystę do otwarcia drzwi historii i pamięci.

Wychodzę z otwarcia pod wrażeniem, że sztuka Sasnala ewoluuje i jest bardzo świeża.

Sasnal jest niezwykle wrażliwym artystą, wkładającym w swoje obrazy ogromny ładunek emocjonalny. Jego instalacja to zaproszenie do dyskusji i refleksji, wzbogacające tych, którzy są gotowi je przyjąć.

Wojtek NYC, Nowy Jork, marzec 2007



Ilustracje (od góry):
1.
Let Me Tell You a Film, 16 mm, 2007
2.Under The Canvas
, olej na płótnie, 160x160 cm, 2007
3.Photophobia/ Światłowstrę
t,
olej na płótnie, 160x160 cm, 2007
4.Bez tytułu
,
olej na płótnie, 120x160 cm, 2007
5.
Bez tytułu, olej na płótnie, 55x70 cm, 2007
6.
Paweł B., olej na płótnie, 40x40 cm, 2007
7.
Bez tytułu, olej na płótnie, 40x40 cm, 2007
8.Under The Floor
,
olej na płótnie, 160x200 cm, 2007
9.
Bez tytułu, olej na płótnie, 2006
10.
Under The Canvas, olej na płótnie, 2006
11.Bez tytułu
, tusz na papierze, 150x110 cm oraz 150x100 cm, 2007 (część instalacji razem z filmem)

Reprodukcje 1, 3, 4, 8, 9 oraz 10 pochodzą ze strony
Anton Kern Gallery.

Etykiety: ,

42 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

A może jakieś inne używki też WS mógłby spróbować? Tak jak Witkacy?
Osobiście jestem przeciwnikiem tworzenia i odbierania sztuki pod wpływem środków odurzających. Po wypaleniu takiego skręta wszystko przecież wygląda super! :) Na trzeźwo, to już niestety nie...

piątek, 09 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

może popełniam świętokradztwo, ale muszę powiedzieć, że obrazy zaprezentowane powyżej zą ZŁE :(

piątek, 09 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

zle obrazy
dobre obrazy
zle obrazy
a moze dobre

zachwytow nad sasnalem nie ma konca
tylko nie wiem o co chodzi

malarstwo takie tworzyl warhol
prosze powiedziec ile lat temu?
kto pierwszy?
warhola marastwo jest mądre to pewne, no i mocno konceptualne patrz nowoczesne dzis rowniez

filmy tez robił
i to jakie
jak wazne dla sztuki

rysunki tuszem oraz okladki z liternictwem pierwszej klasy to są świetne ale klasyka gatunku R.Pettibona
okladke sonicow sasnal zna swietnie


wiec pytam krytykanta
nad czym tyle zachwytu?
bo nie tylko ja sam nie wiem

w arteonie sporo o malarstwie i wspolczesnosci?

to gdzie w ktorym miejscu sasnal jest wspolczesny?

modny tak, bo moda jak w latach osiemdz na malarstwo figuratywne ale to tylko moda, ktora zaraz minie

i co dalej?

piątek, 09 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

I tutaj wracamy do pola nr 1. zwanego "wszystko juz bylo".
Gramy dalej?

piątek, 09 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

sasnale bardzo różnorodne=Wilhelm poszukuje i sie rozwija, dobrze to, ale to bardzo dobrze.
Najfajniejsze moim zdaniem: reprodukcja nr 2 licząc od góry, oraz przedostatnia

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous kasia said...

doskonała metafizyka.

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

i nie zapominajmy dodać: "wybitna transcendentalność".
;)

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Przepraszam, czy tu mnie zbiją jak powiem coś niepoprawnego politycznie? ;) Jestem Tu nowy... bidulek, ale... ;) Przyznam, że film to jest to... film... i niewiele więcej, bo wybaczcie ale zauważanie podobieństw m.in. zawężenia widzenia pod wpływem używki i wymalowanie tego tak dosłownie jak w jednej z prac, nie zachwyca mnie wcale, podobnie jak i inne doświadczenia malarskie, które jakoś takoś widzą mi się tylko komentarzem do filmu(mimo różnicy skali). Znam to z wielu wystaw, zwłaszcza ostatnio studenckich, obrazy na ścianie mają jakoś wiązać się z rerformance albo heppeningiem, filmem video lub animacją, a różnica jest taka, że komentarz Pana Sasnala trafia pod film, i na odwrót, a studentom to zazwyczaj nie wychodzi(mniejsze panowanie nad tym co się chce powiedzieć w klasycznym malarstwie, większe jeśli chodzi o nowe media)... nic nowego, też że ktoś mówi jak się czuje człwoeik po wypitku, czy innych używkach, ewentualnie po chorobie np., czy z powodu jakiegoś innego cierpienia... zwłaszcza że zazwyczaj nie jest to mowa o swoim doświadczeniu, w przeżywaniu tego co się robi i dlaczego, choćby na pograniczu świadomości(Van Gogh, Pollock, Bacon) tylko jakieś próby uogólniania, intelektualizowania przeżycia, na dodatek każdy obraz z innej bajki. Sasnal wygrywa moim zdaniem tylko na tym, że jest inteligentny i łączy to z nowym medium, oraz odpowiednio aranżuje, nawet w tym sensie jaki zauważył Pan Krytykant, że film był z boku... niby nieważny... że niby to właśnie obrazy dają co można z całego konceptu, Pan Krytykant się na to nie nabrał... Ale zaraz mi się oberwie, zapewne od niego też ;)

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Wszystkim malarzom życzę wszystkiego dobrego oraz małych wesołych chmurek.

:)

http://www.youtube.com/watch?v=u-nNknvGp6I&mode=related&search=

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Malarstwo , najlepsze na nerwy lekarstwo" ale nie wiem czy to Sasnalowi dobrze robi. Bardzo lubiłem jego obrazy ale te wyjątkowo wskazają na stan podtrucia i niezdrowia. Mało mają poweru i naprawdę kojażą się z kacem i to dość nieprzyjemnym.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

najfajniejsze w tym wszytkim jest to, że Sasnal komentarze j.w., to ma w dupie.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Przecież tu nie chodzi o Sasnala tylko o obrazy

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

mylisz sie, teraz chodzi wylacznie o Sasnala, tak jest z artystami, ktorzy maja pewna swiatowa renome i dobrze sie sprzedaja, wiadomo, ze sztuka ich zawsze bedzie na okreslonym poziomie,wiec sila rzeczy ich produkcje nie beda zle, reszta to tylko medialna otoczka.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

najważniejsza jest nonszalancja i poczucie wyjątkowości. samoświadomość i indywidualizm. to wszystko i coś więcej ma Sasnal, który przekłada swoją złożoną osobowość na te i inne prace.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jednym słowem W.S. będzie zawsze dobrym malarzem, bez względu na to czy W.S. jest dobrym malarzem.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Hockney też był swego czasu uznawanym za nowatorskiego i interesującego twórcę, dorobił się w końcu uznania takiego, że teraz jakoś tak jedna trzecia studentów maluje albo ma okresy malowwania a - la Hockney... zawsze się dobrze sprzedawał, był w światowych rankingach itp., jego malarstwo, jego zauważanie, fotograficzne skojażenia są w większości upraszczających form malarstwa... za to to, co teraz robi, to wybaczcie... nie, nawet nie będę się wypowiadał... no chyba że tak, iż każdy średnio nauczony i średnio utalentowany artysta mógłby takie rzeczy(pejzażyki) robić... co innego że nie mógłby sprzedać... za takie kwoty... oczywiście też można odpisać, że to tekst tak pisany bo chodzi o sławnego malarza, a nie o to co robi... Czego Sasnalowi nie życzę, ale wykazuję pewnien mechanizm retoryki na tak... bo jak ma sukces, to już musi być dobry i kto krytykuje to albo nie wie i nie rozumie, albo złośliwy...

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

warsztat to nie wszystko. inteligencja w znacznym stopniu. irracjonalność w największym.

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Byle nie w tym rozumieniu, w którym warsztat leży odłogiem, inteligerncja zaś służy temu, by jako tako malując, inteligentnie udawać neosurrealistę...(np. krowa z ludzką głową na niebieskiej chmurce nad niebieską planetą uśmiechającą się do widza szerokimi zębiskami, ehhh... głupotki).

niedziela, 11 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

jestem, jestem, przepraszam
miałem w tym tygodniu dużo pracy
nowy czytelniku (już nie wiem, pod którym postem o mnie pytałeś) - jutro postaram się odpowiedzieć :)

pozdr
K

PS. Tak czytam te komentarze dot. Sasnala... I nie wiem, co napisać. Że jest najistotniejszym malarzem, ostatniej dekady, a kto tego nie widzi, ten nie wie co to malarstwo? ;-)

niedziela, 11 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nie wiesz co napisać?
To wyluzuj. Jak Sasnal.

niedziela, 11 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

O masz...

poniedziałek, 12 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Pan wybaczy, ale udam się na spoczynek. Jutro będę myśleć jaśniej i precyzyjniej jak i z chęcią wysłucham Pana ewentualnych odpowiedzi na moje niezadane jeszcze pytania. Życze dobrej nocy.

poniedziałek, 12 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

sasnal jest tak samo genialny jak sonic youth. ogromne możliwości i warsztat dają poczucie pełnego zdystansowania się do wszelkich "obiektywych" wyobrażeń na temat sztuki doskonałej.
dla niektórych już zawsze będzie to gówno nieosiągalne i nie mieszczące się w specyfice własnych intelektualnych prztyczków. podobnie jest z fotografią, można robić gówna irytujące http://www.myspace.com/lystockhausen do tego stopnia, że aż fascynujące w swojej nonszalancji i bezczelności.

poniedziałek, 12 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No właśnie. Trochę też tak jest z Hendrixem. Każdy może przecież grać zębami na rozstrojonej gitarze. Ważne jest, żeby przebyć pewną drogę, a droga "ku łatwości" może być ciernista.

wtorek, 13 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Co do "ostatniej dekady"... hmmm, rozumując optyką: teraz i tu, uznane i sławne, lepsze od wszelkiej przeciętności w podobnych nurtach...(niekoniecznie w tej kolejności), całkiem możliwe, że przyjdzie się zgodzić, szanowny Krytykancie ;) Szczęście w tym, że są różne optyki i nurta... ;) i zawsze będą na szczęście, jak w tym sloganie: ilu ludzi, tyle poglądów; na sens malarstwa również, ale widzę że zwiększył się wybór prac Sasnala. Aanonymous plus minus niskończoność, oczekujący z niecieriwością ktytycznych uwag o Twom zdaniu na temat mojego zrozumienia(optyki) malarstwa ;) hihi.

wtorek, 13 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jak patrzę na nowy przed ostatni to widzę Chrystusa

środa, 14 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

A ja nagą panią :)

środa, 14 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ot Właśnie ;) Anonymous plus minus nieskończoność.

środa, 14 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a

czwartek, 15 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

To jest dopiero czarodziejstwo jakieś, że identyczne z twórczością znanego malarza malarstwo uchodzi za intrygujące.
Luc Tuymans

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ano właśnie
gerhard richter

piątek, 16 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

To już przerabialiśmy, ale byliście blisko sedna. Sasnal to istotnie największy kontynuator tej "linii" - jej kolejne ogniwo. Pozdrawiam.

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

sasnal =

duzo od warhola
dalej hockney
richter
tuymans

szczypta wroblewskiego
przetrawionego na ladne prace przez Modza a teraz Przybylskiego

czyli jak mowi krytykant Sasnal to geniusz, nic takiego nie bylo, hihi

no a filmow nie komentuje - zawsze kupi jakis znany galerzysta i zacznie handlowac jak filmami warhola i iinych klasykow

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Myślałam , że to poważny blog , a to jakiś brudnopis. :)

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Acha i przepraszam, że się nie przedstawiłam poprzednio jak mi się wyrwało z tym brudnopisem. Mam na imię Karolinka. Moją uwagę przykół następny obraz, mianowicie trzeci od góry. Przedstawia on tak wiele i nic zarazem. Jestem zachwycona poprostu krótko mówiąc Karolinka

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Karolinko miła ;) Każdy blog - w dziale komentarzy... - jest brudnopisem tego, co dana osoba mogła by napisać, mając na to kilka dni...

piątek, 16 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nie chcę być upierdliwa i drobiazgowa, ale męczy mnie ten trzeci od góry. Ja wiem, że dosłowność rzeczy czasem zabija dobry obraz, ale właśnie zaczęłam malowć... patrzę i mam podobnie muśnięte płótno... boję się, że popełniłam plagiat... zupełnie niechcący. Jeszcze dodam, że to chyba ze mną jest coś nie w porządku, bo na drugim od góry znowu widzę Chrystusa, a na tym szóstym od góry to właśnie ja Karolinka....teraz wszystko jest jasne...

sobota, 17 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

film osemka lub 16tka są od jakiegos czasu modne bardzo
poprzednie dwie edycje biennale w wenecji byly wrecz zdominowane przez takie prace
sasnal sprytnie zacz rowniez filmowac
kazdy moze filmowac
a uznanego modnego artysty to kazdy prozny kurator, marszand bedzie wszystko lykal
sasnal sprytnie zrezygn z socjolog-spoleczn rysuneczkow w "Przekroju" stał sie lewakiem, ni i teraz tylko "Krytyka polityczna"
modne, trendy ale wszystko jakies plytkie
Gatunkowo do Billa Violi, Gary Hilla, Barneya, a z polskich artystów polecam Gustowską w Poznaniu to ta malarsko-pseudo filmowa tworczosc ma sie nijak

jest tylko trendy
salonkowo warszawkowa

sobota, 17 marca, 2007  
Anonymous 3 said...

słowa sałata
sałata słowa

sobota, 17 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Chiba, mowa trawą, trawą mowa? :) Ach nie, jak mogłem być takim zapyziałym tradycjonalistą ;)

poniedziałek, 26 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

8mm rzadzi!!!

środa, 02 maja, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

fuck sasnal !!!

piątek, 28 sierpnia, 2009  

Prześlij komentarz

<< Home