piątek, marca 02, 2007

Pupil, czyli niedźwiedzia przysługa

O Przemysławie Mateckim zwykło pisać się metodą porównawczą. Rekord w tej dziedzinie ustanowiła Joanna Zielińska, która w albumie „Matecki” na jednej stronie (z dwóch i pół całego eseju) nawiązała do Baumana, Baudrillarda, Deleuzego, McLuhana i Sartre’a. Na następnej dodała Lyotarda. W reedycji proponuję wspomnieć jeszcze Eco, Derridę i Barthesa, bez nich recepcja dzieła Mateckiego jest stanowczo niekompletna. Ale to na marginesie. Ważniejsze są porównania do artystów - porównania, które zastąpiły rzeczowy ogląd, ergo: rzeczową krytykę. Matecki równa się hura optymizm i nic tego nie zmieni - tylko czas. Pierwsza rewelacja po Sasnalu et consortes, „lada chwila punkt odniesienia dla polskiej sztuki” (Dawid Radziszewski), „zapowiedź czegoś znacznie większego” (Strembol), „zupełnie nowa jakościowo energia” (Raster), „nowy nowy dziki, nieomal neobarbarzyńca” (Stach Szabłowski). Trend wytyczony, ciąg dalszy niechybnie nastąpi.

Malarstwo Mateckiego nie jest fatalne, nie jest klapą, pomyłką wyniesioną na piedestał przez bezkrytycznych krytyków. Jest poprawne, dziś oscyluje między cztery mniej a cztery. Jednak poprzeczka została podniesiona tak wysoko, że chcąc nie chcąc trzeba się do niej ustosunkować. Główna teza brzmi bowiem: Matecki to absolutna sensacja, bomba, „nowy rozdział”. W końcu, nareszcie. Tymczasem obrazy pokazane w Rastrze nie są objawieniem - podobnie te z wspomnianego albumu. Kolaże sprzed kilku lat są całkowicie zwyczajne, często infantylne (antykonsumpcyjne banały zwizualizowane na modłę Grupy Ładnie). Dużo tu przypadkowości, formalnego niedokończenia, nazbyt wyraźnie widać inspiracje. Im później, tym lepiej - większa koherencja, znać początki „stylu”. Kolaże z roku ubiegłego cechuje już pewność, określona, melancholijna poetyka. Dobrze robią maleńkie formaty, ale szoku estetycznego nie doświadczyłem. Gorszy pieniądz bez przerwy mocuje się tu z lepszym i jak to zwykle bywa - wygrywa. Powiew świeżości? Zefirek raczej.

Bronią się także wizerunki gęste od farby, mroczne, esencjonalne, bardziej „serio”, gdzie kolażowy element jest tylko tłem - bądź nie ma go w ogóle. W nich upatrywałbym ewentualnego sukcesu - szczególnie, że stricte kolażowe prace „specjalnie dla Rastra” są bardzo wątpliwej jakości. Bardzo. Można oczywiście opisać je tak, jak czyni to Marcin Krasny: „Z kolei w innym pomieszczeniu wisi praca, której większą część zajmuje odwrócony plakat z filmu „Matrix” braci Wachowskich. Neo i jego koledzy stoją na głowie”. Można, ale lepszym będzie chyba stwierdzenie, że plakat przeniesiony ze słupa do galerii - nawet odwrócony - nie staje się automatycznie dobrą pracą. Aby ready mady miało dziś sens, bardziej trzeba się nagłowić i większe posiadać w zanadrzu pokłady poezji (vide Creed). Na nic zdadzą się więc w wypadku Mateckiego zapewnienia krytyków o „punkowej (anty) estetyce” czy „kontrkulturowości” (S. Szabłowski). Dziwi ta łatwość podnoszenia najbardziej oczywistych porównań - „śmietnik” i „posklejane plakaty zerwane ze słupa” to brud i pazur punkowej kontrkultury. To kolejny przykład, jak można „odbębnić” recenzję powielaniem czczych banałów. „Posklejane plakaty zerwane ze słupa” i powieszone w galerii mają w sobie tyle punka, co targi Art Basel. W roku 2007 to po prostu nie ma prawa być „drapieżne” - nie ma i drapieżnym nie jest. Kolejnym ułatwieniem, jakie fundują sobie krytycy - de facto fundują sobie płytki tekst - jest przyrównywanie wszystkiego, co się rusza do gigantów XX wieku. Jako, że wszystko można dopasować do wszystkiego - wszak wielka była różnorodność sztuki ubiegłego stulecia - krytycy używają sobie na znanych nazwiskach całkowicie odklejając się od rzeczywistości i porzucając wszelką subtelność wywodu. Nie idzie mi o to, że Matecki nie ma nic wspólnego z Warholem - S. Szabłowski pisze o zmultiplikowanym wizerunku Agaty Bogackiej, że jest „niczym z prac Andy’ego Warhola” - lecz o to, że hiperbola zastąpiła w polskiej krytyce jakąkolwiek analizę. Jeśli rzeczona praca była świadomym „nawiązaniem” bądź „polemiką”, to tym gorzej dla niej.

Wydaje się, że Mateckiemu wyrządzono niedźwiedzią przysługę. To artysta, który ledwo wyklarował estetykę, nie zaś - zapoznany geniusz. Powinien zająć się nim doświadczony galerzysta, a nie chór klakierów. W tomie „Matecki” jest bardzo dużo fatalnych, pustych prac, szkiców, początków, które niekoniecznie nadają się na karty albumu. To nie jest ten kaliber, żeby w młodzieńczych szkicach szukać znamion wielkości. To winien być świadomy wybór, a jest hurt, który legitymizuje wątpliwa filozofia „nagromadzenia” i „estetycznej zachłanności” (to retoryka rodem z egzegez Sasnala). Raz jeszcze Dawid Radziszewski: „Matecki, który w szerszym obiegu sztuki w Polsce funkcjonuje od niedawna, stanowi intelektualne wyzwanie dla krytyków i widzów. Trawienie następuje powoli”. Wypowiedź gospodarza poznańskiego „Psa” znamionuje trzy przynajmniej zjawiska. Po pierwsze próżnię, jaka wytworzyła się po wystawienniczej emigracji najznamienitszych artystów pokolenia ’70 i ich faktycznej jakości. Po drugie, głębokie pragnienie kolejnych fenomenów, wyczerpanie obowiązującego jeszcze wczoraj języka i instynktowna potrzeba nowego. Tamten już się sklasycyzował, nie przystaje do naszych czasów. To wszystko - i tu po trzecie - pokazuje w końcu, jak krucha jest nasza scena, jak artyści wypełniający polskie galerie są sztucznie windowani przez niekompetentną krytykę. Jak zefirek robi za huragan. Stadność myślenia nie sprzyja skutecznym poszukiwaniom nowej gwiazdy.

Matecki siedzi na tej samej gałęzi, co „Ładnie” zarówno w ogóle (początki - „banalizm”), jak i w szczególe („brudny” już Sasnal, syntetyczny Bujnowski). „Ładnie” odleciało do ciepłych krajów, została luka - został Matecki. Cóż, lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Matecki nie jest zatem estetyczną ani intelektualną rewolucją, nowym punktem odniesienia (takimi byli „krytyczni” z Kowalni) - to rokujące, sprawne, przyjemne obrazki, tylko tyle i aż tyle. W skutek nadgorliwości krytyków, którzy twórcom całkowicie poślednim nie szczędzili pochwał, Matecki jawi się objawieniem. Ot, kolejny skutek braku rzetelnej krytyki - przesunięcie hierarchii o dwa oczka w górę. Kolejny skutek „achochizmu”. Cierpią na tym rzecz jasna głównie artyści - im wyżej wyniesieni, z im potężniejszym kolosem zrównani, tym boleśniej a niechybnie upadek przeżywający. Mateckiego wyniesiono pod niebiosa.

Matecki nie wytrzymuje również porównania z Pawłem Susidem. To powinna być para „stary - młody”, para dla sztuki klasyczna, pazur i świeżość młodego, stateczna dojrzałość starego, inne jednak światy. Susid, owszem, jest konsekwentny, pewny siebie, nonszalancki, wytrawny, w świetnej formie. Jednak, znowu - gałąź. Nie dajmy się zwieść pozorom, bo choć Susid jest w formie sterylny, logiczny i precyzyjny, a Matecki rozbuchany, to jest to ta sama rodzina. Ta sama gałąź ironicznego krytycyzmu, traktowania malarstwa jako komunikatu i konstrukcji obrazu (metodyczne jego „układanie”) - a powinny być inne drzewa. To inne ciała, jednak podobne dusze. W efekcie wystawa w Rastrze to dwa rozdziały tej samej bajki.

Matecki siedzi obecnie w bece miodu, więc z pewnością niniejsza kropla dziegciu mu nie zaszkodzi. Na pewno również nie przyniesie równowagi. Komenda poszła, retoryka ustalona. Kto nie dotrzyma kroku, ten kiep.

Post Scriptum
Wystawa otwarta do jutra (sobota) włącznie. Polecam skonfrontować rzeczywistość z rzeczywistością medialną.

Na ilustracjach (od góry):
1.
W willi mieszkają bogaci, emulsja i pigment na papierze, 2005
2.
I co tam? Jak tam? Jak leci?, akryl na papierze, 2001
3.
Szybcy i wściekli, emalia ftalowa, olej, papier, płótno, 2006

Etykiety:

70 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Wreszcie trochę prawdy o "najbardziej ....... ". Zgadzam się całkowicie z treścią tej wypowiedzi. Ale z drugiej strony ta gra o nazwie Przemek Matecki jest bardzo ciekawa, bo powstaje pytanie - czy Warszawka kupi każdy produkt wykreowany przez "szanowanych znawców młodej sztuki" ? Takie eksperymenty w świecie sztuki mają bardzo długą historię, a u nas jest to jeden z pierwszych takich przypadków na dopiero co powstającym rynku.

piątek, 02 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nie życząc źle koledze Mateckiemu cieszę się jednak z tej publicznie wypowiedzianej krytyki bo myślałem, że tylko ja nie rozpoznłem gieniusza.

piątek, 02 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Dobre obserwacje! Precz z małyszowstwem (małyszyzmem) w sztuce! Rozwinę później. Pozdrawiam

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Już rozwijam.
Momentem, w którym zauważyłem, że w sztuce polskiej panoszy się zjawisko, które nazywam "małyszostwem" lub "małyszyzmem", była moja lektura jenego z postów art.bloxa pod tytułem bodajże: "Matecki najlepszy?".
Zaraz, zaraz! Najlepszy? W jakim sensie? w jakiej skali? w jakim kontekście? Lepszy od Sasnala - (Sasnal - starszy Małysz sztuki polskiej, jak wiadomo). Innym blogiem podkręcającym ten wyścigowy szał jest art.bazar, ale wiem jakie są założenia tego blogu, więc nie będę tutaj się strzępił.

Myślę sobie: "Czy dzieje się tutaj jakiś wścig, o którym nie wiedziałem i czy może powinienem szybko dorównać kroku, bo znowu zostanę w tyle?"
Później jednak przypominam sobie, że w sztuce nie chodzi o to, żeby jak najdalej polecieć, ale o to, żeby sobie polatać.

Pozdrawiam wszystkich wolnych od wyścigowej gorączki.

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Mogłeś dodać jeszcze zachwyty artbazaaru, że trzeba kupować, bo to objawienie roku - takie bicie piany przez galerzystów jest zrozumiałe (tani marketing), powielanie przez krytykę to już zgroza, zwłaszcza jeśli ma komercyjny podtekst. podobno wystawa mateckiego kupiona na pniu, a więc warszawka "łyknęła"...

sobota, 03 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Kilka uwag:

- nie sądzę, aby "gra o nazwie Przemek Matecki" była grą warszawską
- czy to "eksperyment", a więc, jak rozumiem, jakaś zaplanowana akcja celowej promocji malarstwa niezłego jako ekstatyczne i wybitne? moim zdaniem to wynika niefrasobliwości krytyki, ponieważ...
- ...kolekcjoner kupuje co chce i co mu się podoba. krytyka może mu pomóc - u nas nie pomaga

- co do Art Bazaar. Autorzy napisali tam kiedyś, że oni nie są krytyką, tylko kolekcjonerami i nie muszą "znać się na sztuce", czyli profesjonalnie oceniać i wartościować. święte słowa. moim zdaniem mogą pisać co tylko im emocje i gusta podpowiedzą - niech chwalą i Siudmaka. Nam nic do tego. Za to krytyka - ta powinna być nieco bardziej powściągliwa i wyważona...

- tez dobrze życzę PM. Dlatego napisałem ten tekst.

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

PM może kiedyś zaprezentuje coś ciekawego i dojrzałego artystycznie, ale porównywanie tych szkolnych eksperymentów do Ładnie i kultury postpunkowej to czysta gra pod publiczkę ze strony naszych nieomylnych krytyków sztuki. Świetny test, żeby sprawdzić co kolekcjonerzy w kraju nad Wisłą są skłoni kupować i jaką mają wiedzą o sztuce.
Brawa dla Art Bazaaru, że dołączyli do tego chóru, i mam nadzieję zobaczyć u nich w najbliższym czasie ciekawy wywiad z którymś z "mistrzów salonów warszawskich" np. z Yerką lub Olbińskim. Na pewno nie jedem dom aukcyjny ucieszy się, że na tym opiniotwórczym blogu zwrócono uwagę na tak wybitnych artystów.
Ta sytuacja ma jeszcze jeden ciekawy wątek, gdyż krytyczka najbardziej oddana sprawie nie raz publicznie mówiła - nie lubię malarstwa i nie interesuję się nim.
Gratuluję JZ nawrócenia się, tylko szkoda że nastąpiło to w takich okolicznościach.

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous onieemocjonalnie said...

Nie dajmy się zwieść pozorom, bo choć Susid jest w formie sterylny, logiczny i precyzyjny, a Matecki rozbuchany, to jest to ta sama rodzina.

Tekst jako całość - pewnie i słuszny, choć ustęp o Susidzie wydaje się rażąco niesprawiedliwy, przecież między nim a Mateckim "przepaść ogromna". Susid nie rybą, na bezrybiu. O nie.

sobota, 03 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A:

JZ?

onieemocjonalnie:

W sensie, że niedostatecznie pochwaliłem S? To tekst o Mateckim, ale może i tak. W każdym razie próbowałem przemycić ocenę pozytywną. :-)
O S. dość napisano przy okazji wystawy w Zachęcie (katalog!) i do tego słusznie.
pozdr

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous ojużnie said...

W sensie, że niedostatecznie pochwaliłem S? To tekst o Mateckim, ale może i tak. W każdym razie próbowałem przemycić ocenę pozytywną. :-)

Wstyd, nie dość się wczytałem;) Ale też umiejscawianie S. i M. na jednej "gałęzi" (przypomina się drzewo Reinhardta..) nie wydaje się do końca zrozumiałe, ale niech tam - przecież już sami rastryści niejako obu na niej sadzają. A może też Starym chcą Młodego podstarzyć, Starym Młodego pompują?)) pozdr

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Piotrek said...

Nie na temat:
http://dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73504,3951136.html

(Nie ustonsunkowuję się, bo pierwsze wrażenia nie są pozytywne, ale często bywają mylne)

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Gratujacie składam J. Zielińskiej, która wielokrotnie wypowiadała się o anachronizmie malarstwa w sztuce dnia dzisiejszego.
Jest to osoba, którą bardzo cenię za wiedzę, wybory i determinację w tym co robi, tym bardziej nie rozumiem dlaczego postać młodego PM spowodowała u niej takie zaangażowanie.
Chyba, że jest to konceptualny eksperyment kosztem PM i fanów wszystkiego co "nowe/modne" w sztuce.

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous KS said...

"O S. dość napisano przy okazji wystawy w Zachęcie (katalog!) i do tego słusznie."

Ja od pół roku zbieram materiały o susidzie i nie sądze żeby napisano dość. Słusznie- może tak- jeżeli się skompiluje po pare zdań z różnych nieraz niemal bliźniaczo do siebie podobnych tekstów. A katalog katalogiem. Teksty Gorczycy i Olszewskiego poddają nowe tropy. Mi pozostaje niedosyt. Chyba dlatego pisze sama:)

sobota, 03 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Komenda poszła, retoryka ustalona. Kto nie dotrzyma kroku, ten kiep"...
Ciekawe kto tu wydaje komendy? Nie no, wiem że warszawka. Krytykant dołaczył do innego znanego tropiciela "pewnych kregów" redaktora Piotra B. z Poznania.

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Oj, ja tu tak się wysilam, a Pan/i sprowadza wszystko do nieistniejących frakcji, tropicieli i sekretnych sitw... toż to jakiś urbanistyczny szowinizm.. ten zaś jak wiadomo uniemożliwia subtelny namysł..


au revoir

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No wlaśnie tego wysiłku niewiele widzialam. Tradycyjnie dużo tu krytyki odnośnie Szabłowskiego, Krasnego, Radziszewskiego, Zielińska a bardzo niewiele o sztuce Mateckiego. Wystawił Pan ocene (pomiędzy 4 a 4-) tylko za co? Za wystawę w rastrze czy za tgzw całokształt (raster plus album)? Sporo tu natomiast pewnej reotoryki - słabszy pieniadz wypiera lepszy, wydawanie komend, wytyczanie trendów... Do tego ładnie wpisują sie komentarze czytelników (oczywiście to jest poza Panem) którzy wyzwalają swoje przemyslenia na temat warszawki, szanowanych znawców sztuki, kolekcjonerów, artbazaru który wszytskich zmusza do bezmyślnego kupowania itd. Po co tyle kopania?

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Bo nie chciał Pan zobaczyć.
Krytykuje Pan brak merytorycznych argumentów, a łowi nieliczne wzmianki o nazwiskach - użyte w konkretnych celach (choćby po to, by przytoczyć panoramę bliźniaczych w wydźwięku opinii o Mateckim). Nie chce Pan dostrzec, że to tekst nie tylko o Mateckim, ale także o zjawisku "Matecki". Ciężko pisać o tym, jak Jego dzieło funkcjonuje w przestrzeni medialnej nie podają przykładów.

"Tradycyjnie dużo tu krytyki odnośnie Szabłowskiego, Krasnego, Radziszewskiego, Zielińska a bardzo niewiele o sztuce Mateckiego."

- jakie tradycyjnie? R. i JZ po raz pierwszy. JZ, bo jej tekst figuruje w albumie. K. mimochodem, a SS jako idealna medialna esencja owego roztworu o nazwie P.Matecki.

"Do tego ładnie wpisują sie komentarze czytelników (oczywiście to jest poza Panem)"

- chodzi Panu o to, że tak naprawdę są emanacją moich poglądów, i że je przewiduję, a w tekstach celowo pomijam (bo wiem, że i tak pojawią się w komentarzach)? Czy, że sam je piszę, a "poza Panem" to ironia? W obu wypadkach Pan się myli.

Cóż, to tyle. Proszę przeczytać raz jeszcze, może znajdzie Pan w tekście argumenty, a nie tylko nazwiska i będziemy mogli pogadać jak ludzie.

serdeczne pozdr
K

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

dałes panu pm ocene 4 słusznie .jedni dadza z minusem inni z plusem to całkiem wysoko
patzrac na to ze skrytykowales susida a w komentarzach probujesz to prostowac jak tylko zorientowałes sie ze susida sie nie kryrtykuje choc powinno sie karzdego.
susida pewno nikt do wystawy z mateckim nie zmoszał bo to dobre malarstwo w obu przypadkach i fajna wystawa.przykładajac do wystawy w zachecie nawet bardzo.
czemu tylko sam stajesz sie krytyka taka jak ta ktora szkalujesz.
czytałem tego bloga nie raz a po tym artykule az poszedłem raz jeszcze do rastra i stwierdzam ze chyba gałezie o których piszesz zasłaniaja ci oczy tak ze nie widzisz nic ciekawego nowego w pozytywnym znaczeniu.

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Skrytykowałem Susida? Nieczytelnie pochwaliłem - to być może - ale skrytykowałem???

"Matecki nie wytrzymuje również porównania z Pawłem Susidem. (...) Susid, owszem, jest konsekwentny, pewny siebie, nonszalancki, wytrawny, w świetnej formie."

Nie mogę przecież krytykować klasyka za to, że jest podobny (bądź nie) do młodych - tylko odwrotnie. Ale może faktycznie tak to wyszło, choć nie miało...

Jednak proszę nie posądzać mnie o tak niskie pobudki: "skrytykowałeś Susida a w komentarzach prostujesz jak tylko zorientowałeś sie ze Susida sie nie krytykuje choć powinno sie każdego"..... :-)

Aha - gałęzie mi nic nie przesłaniają, choć może to nazbyt odległe porównanie. Niech będzie - początek i koniec jednej i tej samej gałęzi. No i "widzę nowe" - choć nie tyle, co inni. W obu wypadkach DAŁEM przykłady.

pozdrawiam wiernego czytelnika

K

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nie wiem o co chodzi z tym Mateckim zgadzam się z Kubą Banasiakiem, że jest malarstwo na 4 może 4 mniej nie ma wnim nic odkrywczego trudno nawet mówić o tym że te podmalowywane fotosy z filmów są interesujące jest to co najmniej banalne, to ze juz to gdzies widziałem nie będzie niczym odkrywczym, myśle że nie ma tak naprawde nad czym się zastanawiać
p.s. nie porównujmy brandy z cognacem

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Litości!!!
Ten szum medialny zaczyna przypominać innego bohatera narodowego - Czyżby kreowano Rubika młodej sztuki ?

Przepraszam mojego poprzednika, ale nawet gruzińskie "brandy" nie jest tak podły, więc nie rozumiem dlaczego nikt nie ma odwagi powiedzieć, że król jest nagi.

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nie mam zdania na temat mateckiego, ale chciałem zwrócić uwagę na to, że krytykant po raz pierwszy podjął się krytyki swojej mamy - to musi być bolesne - no i wszedł na odcisk wszystkim tym fanom rastra, którzy bezkrytycznie łykają wszystko, co na hożej się wystawia. Ten post mnie cieszy, bo to znaczy, że Kuba nie kopie tylko lokalu_30 i innych oboczności, ale zabiera się także za krytykę establiszmentu. Tak trzymać!

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Swinia said...

Na wystawie bylem razy dwa. No sa tam ze dwa przyzwoite obrazy Mateckiego. Takie "fajne" po prostu. Nic specjalnego ale naprawde OK. No ale duzo jest (przepraszam za "nowopolskie" okreslenie) zwyklego badziewia. Praca z Bogacką czy Matrix to literalnie obciach z konkursu plastycznego Makdonalda pod tytulem "W strone Warchola". Tekst Lukasza gorczycy z hiperbolami o jubilerze-wizjonerze chyba nawet gorszy niż praca Mateckiego z Bogacką. Czyli arysta jak na razieniewyryfikowalny i trudny dla krytyka ważnego. Znaczy dobry. W sam raz na te salony i tą publikę. Ale znów widzialem kobietę z zieloną cerą palącą fajkę w Rastrze na korytarzu. Czyli jednak, warto było pojsc. Jak zwykle zresztą.

niedziela, 04 marca, 2007  
Anonymous Swinia said...

..A przepraszam ze małą literą nazwiska w poprzednim poscie. Nie chcialbym byc posadzany o niskość intencji chodzilo o Łukasza Gorczycy bardzo zły tekst o jubilerach-wizażystach.

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krzysztof Masiewicz said...

Tak przyglądam się tej dyskusji...
Może zamiast stwierdzenia - " bezkrytycznie łykają wszystko, co na hożej się wystawia" lepiej powiedzieć że mają zaufanie do pracy i wyborów (gustu) włascicieli Rastra? Myślę że to jest bardziej bliskie prawdy.

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A. nad Świnią:

Oczywiście nie pierwszy raz. I błagam o niesprowadzanie krytyki do "kopania" - wówczas każdy ostrzejszy tekst będzie obciążony pejoratywnymi konotacjami i tyle z niego pożytku.

Krzysztof Masiewicz:

Z pewnością masz rację. Jednak krytyka nie powinna kierować się zaufaniem do tego czy innego galerzysty - są chyba inne, bardziej w tym wypadku odpowiednie kryteria (czy też "punkty wyjścia")...

No a pewna... hm... "bezrefleksyjna akceptacja" niewątpliwie u odbiorców sztuki występuje. Rzecz jasna to ich święte prawo, w żadnym wypadku "wina" (głupie słowo w tym kontekście). To po prostu kolejny efekt braku rzeczowej krytyki...

pozdrawiam
K

niedziela, 04 marca, 2007  
Blogger Krzysztof Masiewicz said...

Kuba, jak patrzę na historię sztuki ostatnich kilkudziesięciu lat to jest to historia marszandów którzy wbrew „rzeczowej krytyce” wspierali i wierzyli w swoich artystów (tak na szybko Henri Kahnweiler czy Peggy Guggenhaim). Krytyka potrzebowała z reguły trochę więcej czasu aby dojrzeć czy zrozumieć.

Fajnie jest poznać opinie krytyki. W tym przypadku się z nią nie zgadzam. Mam większe zaufanie do swojego „oka” czy też zdania galerzystów z Rastra.

Pozdrawiam,

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Krzysztof,

historia sztuki, jako emanacja gustów kolekcjonerów (ich "nosa" i "oka")?
:-)

oczywiście Twoje przykłady są nieco "demagogiczne" ;-)
W okresie pierwszych awangard kolekcjonerzy spełniali rolę tych "odważnych", którym materialne środki pozwalały ryzykować. Z pewnością mieli świetny gust i wiedzę, choć ciekawe czy czasem nie "utrafili" późniejszych wielkich przez przypadek - a było to tylko, dajmy na to, 3% ich kolekcji.

Wydaje mi się, że ten stan nieodwołalnie minął. "Każdy kolekcjonerem", by sparafrazować Beuysa (tylko bez urazy ;-) ), a im bardziej progresywne dzieło, tym lepiej (choć prawdziwego nowatorstwo i tak często się nie dostrzega).

Dziś kolekcjoner jest moim zdaniem tylko jednym z wielu elementów wartościujących sztukę - i chyba nie podstawowym (są nimi - być powinni - krytyk, kurator i kreatywny galerzysta).

Nie znam historii kolekcjonerstwa XX wieku, więc nie będę się już dłużej mądrzył.

serdecznie pozdr
K

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

A ja nie mogę pozbyć się obrazu kolekcjonerów jako podstarzałego małżeństwa gdzieś w Miami, pozującego do zdjęć w Art in America i zasłaniającego Picassy i Pollocki swoimi "sztucznozębowymi" uśmiechami i biżuterią. Może to stereotyp, ale nie chcę, żeby sztuka szła w tą stronę.

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Moim zdaniem obrazy Mateckiego są dobre, nierówne, ale przeważnie im późniejsze, tym lepsze (moje ulubione to te, na których zdjęcie z plakatu stapia się kolorystycznie z farbą, jak sowy czy żaby). Na te sprzed kilku lat może nie zwróciłabym wtedy uwagi (i z ich krytyką się zgadzam), ale w perspektywie dzisiejszych układają się w jakiś ciąg.
Zresztą sam Pan postawił im 4 (4 = dobry), a w Pana ustach to jak u innych siódemka.
A że krytyka zbyt entuzjastyczna - jedni wyrażają swoje opinie w sposób bardziej emocjonalny, inni rozważny. A w prasie szybko obwieszcza się teraz narodziny gwiazd - filmu, pióra, tańca. Dobrze, że i o artystach się czasem wspomina.
Pozdrawiam
Matylda

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Skoro już przeczytałam to chciałabym odnieść się do wszystkiego i wszystkich :)
Przede wszystkim nie jestem krytykiem i nie pamiętam czy kiedyś napisałam rasowy tekst krytyczny . Mój tekst w katalogu to nie recenzja, ale tekst do katalogu, gdzie owszem jest 5 przypisów ups co za przegięcie!
Tym co zarzucają mi pogardę dla malarstwa przypominam, że popełniłyśmy jako exgirls całkiem sporą wystawę o malarstwie a pierwsze wystawy jakie organizowałam na studiach to wystawy artystów z grupy Ładnie więc malarstwo jest mi bardzo bliskie w pewnym sensie. Nawrócenie? W takich okolicznościach? Co miał na myśli anonymus?
O Mateckim napisałam, nie dlatego że jest modny ale dlatego, że to dobra sztuka. Jak dostałam tą propozycje to do wystawy w Rastrze było jeszcze daleko, daleko. Przemek Matecki maluje od dawna (co najmniej od czasów grupy Ładnie!), nagle wszyscy rozgorączkowali się po wystawie w Rastrze. Przepraszam, ale to trochę dla mnie warszawska palanina. To co cenię u Mateckiego to właśnie to, że to sztuka strasznie „śmieciarska”, wszystko wrzucone do jednego worka, w procesie...trudno ją też odseparować od osobowości artysty. 5 obrazów na ścianie ani 100 wydrukowanych w katalogu niewiele powie o Mateckim – bo to już taki rodzaj sztuki.
Życzę wszystkim cierpliwości.
Pozdrawiam
Joanna Zielińska

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Blogger Krzysztof Masiewicz said...

To mamy już dwa kluczowe słowa. Zaufanie i cierpliwość. Wiem że do "zaufania" nikogo nie namówię ale może do cierpliwości?

Proszę nie kierować się kilkoma reprodukcjami z sieci czy kilkoma obrazami z wystawy w Rastrze. Tak naprawdę potencjał Przemka widać u niego w pracowni, w tym jak myśli i jak dochodził do pewnych pomysłów/ rozwiązań/ obrazów.

Jestem pewien że wasza cierpliwość zostanie nagrodzona.

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

JZ:

Ależ ja nie napisałem, ze to recenzja, a właśnie tekst do katalogu. :-)

Mnie te liczne nawiązania na 2,5 strony trochę rozbawiły, ale może mam spaczone poczucie humoru... ;)
Jednak myślę, że to malarstwo można opisać trafniej bez tych przypisów, one ja na siłę "uintelektualniają" (ale to taka moja mała obsesja, tropię załatwianie rozmaitych tekstów odnośnikami ;-) ).

Cóż jeszcze... Chyba to, że "warszawska paplanina" była uprzednio zielonogórska, poznańska, bydgoska... Obawiam się, że takie stwierdzenie niewiele tłumaczy. Chyba, że istnieje jakaś definicja owej "paplaniny", może ma jakieś przyrodzone właściwości?

tak czy siak pozdrawiam serdecznie

KM:

"Tak naprawdę potencjał Przemka widać u niego w pracowni"

- i oto przewaga kolekcjonera nad krytykiem :)

Polemizowałbym jednak, czy wystawa(y) i katalog to niewystarczające źródło wiedzy o pracach artysty...

również pozdr.

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Skoro prawdę o sztuce artysty można dopiero odgrzebać w jego pracowni, nie warto w ogóle przychodzić na wystawy. Skoro bałagan w pracowni Mateckiego jest prawdziwym walorem jego sztuki, dlaczego nie pokazać właśnie tego?
Teraz pracownia Mateckiego nie będzie dawała mi spokoju :)
Swoją drogą takie rozumowanie może doprowadzić do zapewniania widzów, że prawdziwą wartością sztuki Mateckiego jest to, co właściwie nie jest namalowane, ale to, co drzemie w pokładach jego umysłu. Chociaż może właśnie to jestprawdą o artystach...?

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous dawid radziszewski said...

taki niezbyt pochlebny tekst kol. Banasika jest dla mnie, osoby zaangazowanej w ta wystawe (pierwsza jej czesc odbyla sie w mojej galerii pies w poznaniu), bardzo wazny, interesujacy. wydaje mi ze ze tworczosc Przemka Mateckiego jest dosc trudna i wymaga atencji i cierpliwosci. mysle jednak ze warto z tymi jego obrazami poprzebywac troche dluzej, wtedy wiecej mozna zobaczyc i zrozumiec. sam tekst bardziej dotyczyl krytyki nizli samej wystawy mateckiego i susida. jako tekst o krytyce jest poprawny i do zaakceptowania (choc nie zgadzam sie z wiekszoscia tez tam postawionych). Zadziwiaja mnie tylko te komentarze pod artykulem, ja bardzo rzadko czytam takie komentarze i tam sa strasznie glupie (no po prostu: głupie) wpisy. oczywiscie czesc osob ktore niespecjalnie cenia tworczosc mateckiego pewnie po prostu ma inny gust, ale z tych wpisow wynika tez ze jest tam sporo takich osob ktore nie tylko nie rozumieja tworczosci mateckiego ale w ogole sztuki wspolczesnej. internet generuje takie zachowania i ktos kto dodaje swoj komentarz niespecjalnie sie zastanawia co pisze (takie odnioslem wrazenie). pozdrawiam wszystkich. Dawid Radziszewski

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Argumentacja Dawida Radziszewskiego jest kwintesencją promocji Przemka Mateckiego - kto tej sztuki nie ceni to prymityw nie wrażliwy na wartości intelektualne twórczości PM, a w najlepszym przypadku nie rozumie sztuki współczesnej. Użyta agrumentacja jest ucieleśnieniem całegoz zjawiska.
Drodzy "opiekunowie" tego młodego artysty, proszę wybaczcie ale nie wszyscy wasi adwersarze w tej dyskusji to nie obyta swołosz ciemnych internautów.
Jestem przekonany, że wśród krytyków PM na pewno jest spora grupa osób oddanych sztuce współczesnej od wielu lat.
Przepraszam, ale retoryka Dawida Radziszewskiego jest powalająca i daje wyśmienity obraz kto jest odbiorcą docelowym prac PM.
Który nowobogacki pozujących na kolekcjonerów ma odwagę prznać się, że ten wpis jego może dotyczyć:
jest tam sporo takich osob ktore nie tylko nie rozumieja tworczosci mateckiego ale w ogole sztuki wspolczesnej.

Brawo, wreszcie kawa na ławę o co chodzi w tej wyjątkowości PM.
Dziękuję, taka promocja na mnie działa, więc w oczach DR jestem ....

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nasz faworyt - Adam Małysz skacze daleko, ale wy ćwierćinteligenci i niedowiarki jeszcze tego nie zauważacie - zdaje się wołać pan Radziszewski.
A czy pan sam rozumie sztukę współczesną? Bo ja szczęśliwie muszę pzryznać, że jest ona dla mnie wciąż wielką tajemnicą :)

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Może problem polega na tym, że Raster zaszkodził Mateckiemu tą wystawą, brak koncepcji, trzy obrazy na krzyż, źle powieszone, na okropnie brudnych ścianach.

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jasniepaniczowi chcialem powiedziec ze sie pisze swołocz (nie swolosz) ale to powiedzenie z kresów a JaśniePan prawdopodobnie z Wielkopolski.

No i chciałem się przyznać do nowobogackich tylko nie wiem czy to ta swołocz kupująca Bogacką w rastrze czy to raczej dotyczy warszawki która sie dorobila w ostatnim czasie?

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ok, ja tez oczywiscie przysluchuje sie tej ciekawej debacie, i wlasciwie chcialbym dla jasnosci dodac tylko tyle od siebie, ze - co zreszta jest dla mnie pewnym zaskoczeniem - zupelnie odwrotnie niz Krytykant i kilku anonimowych autorow(autorek?) wpisow, uwazam "Matrix" i "Agate Bogacka" za najciekawsze prace Przemka na wystawie w Rastrze, chyba dlatego właśnie, ze sa najbardziej ryzykowne i schodza najblizej "dna", z ktorego sztuka Mateckiego wykwita. Sa dla mnie najciekawsze, a moze po prostu najbardziej obiecujace, pokazuja, ze to artysta - doslownie, a zwlaszcza w przenosni - trojwymiarowy. Dlatego tez jest dla mnie ciekawa ta wyrazna niechec i niezadowolenie z tych prac. byc moze mamy inna intuicje (nawet na pewno:), a moze odnajdujemy u Mateckiego jako interesujace zupelnie rozne rzeczy. to generalnie dobrze wrozy:)
pozdrawiam
lukasz gorczyca
ps. do dyskusji na temat warszawki, nowobogackich i brudnych scian oczywiscie nie dam sie sprowokowac:))))

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

A moze naiwny Dawid opowie jak to Przemek nie dał mu ani grosza od sprzedanych na pniu obrazów w Rastrze?..Ciekawym jest tez to jak kolega DR precyzyjnie scharakteryzował i ocenił wszystkie zjawiska jakie pojawiły się na tym Blogu,od tekstu o sztuce PM,krytyce(i jego połowicznej akceptacji),po psychologiczne studium zachowań internautów.Na pierwszy miejscu wspomnial o sobie jako o tym który zoorganizował 1 cz wystawy. A zatem kurator i psycholog w jednym?czy zwykly megaloman?.." internet generuje takie zachowania i ktos kto dodaje swoj komentarz niespecjalnie sie zastanawia co pisze"-a tu po której stronie się stawia jak myslicie?

utre

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

uważam to za bardzo niesmaczne.zero merotyryczne.tylko lans i kasa

poniedziałek, 05 marca, 2007  
Blogger Piotr Bazylko said...

Powiem szczerze lubiłem Twój blog (i w sumie nadal lubię), ale mam wrażenie, że swoimi ostrymi, z którymi można się zgadzać lub nie (najczęściej nie), sądami wpuszczasz dżina z butelki (albo otwierasz puszkę z Pandorą - jak mawiał Pan Prezydent). Komentarze są żenujące. Po prostu klasyczne polskie piekło. Wszystko oczywiście w "imię sztuki" i obrony jej przed lansem, kuratorami, warszawką, jeleniami-kolekcjonerami i inną swołoczą, którą wyzywa się tutaj na blogu. Wiem, mamy w Polsce wolność wypowiedzi - tylko dlaczego merytoryczną dyskusję prowadzą osoby pod nazwiskiem (ŁG, JZ, KM czy KB), a inwektywy są anonimowe. Trochę odwagi, szanowni obrońcy sztuki!

wtorek, 06 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

DW:

Cieszę się, że tekst jest dla Ciebie "bardzo ważny, interesujący". :-)

Dzięki także za "akceptację" mojego tekstu. :)

Dziwi mnie jednak powtarzająca się w ustach obrońców PM fraza o "cierpliwości" i zapewnienia, że to naprawdę świetna sztuka, choć trudna i właściwie aby ją należycie docenić, trzeba by odwiedzić artystę w pracowni, znać go być może. To dla mnie... hmmm... nieco absurdalne.

Wbrew temu, co piszesz, nie jest to tekst przede wszystkim o krytyce. Podałem konkretne argumenty, dlaczego nie uważam prac PM za absolutną rewelację (nawiasem - "cztery" to ocena dobra, jak ktoś słusznie zauważył). Nie doczekałem się merytorycznej argumentacji, tylko twierdzeń, że "nie widzę".

Pozwolę sobie twierdzić, ze obrazy PM nie są dla mnie za trudne i doskonale rozumiem (także "wyczuwam"), o co w nich chodzi.

ŁG:

Felietonowo napiszę, że dla mnie wszelkie "brudne", "postpunkowe" estetyki (de facto znane od czasów DADA) - i to w najbardziej dosłownym wymiarze (śmieci, rumowisko rzeczywistości, upaćkanie brudem "dołów" ("dna"), etc. - to akademizm naszych czasów godny koszulki z H&M. Pisałem o tym kilkakrotnie. Powtórzę - to dzisiaj NIE MOŻE być ostre, drapieżne, prowokujące i tak dalej.

Nadto "prace specjalnie dla Rastra" są całkowicie trywialne formalnie, takie "śmieciowe" ("nawarstwione, obdarte plakaty") obrazy dość regularnie goszczą w murach ASP. Nadto intelektualny potencjał "gry z symbolami popkultury" jest moim zdaniem bliski - haha - "dna". ;-)

Wydaję mi się, że pojmuję Twoje rozumowanie - ową "niezgodę" (chyba tylko moją) masz za zwyczajową niechęć do nowatorstwa, formalnego "progresu". Zgadzam się, że sprzeciw to często znamię takiej właśnie sytuacji - jednak w tym wypadku to kompletne nieporozumienie. Wyobraź sobie wystawę tylko takich prac "ze słupa".

Niemniej zgadzam sie, że różnica poglądów dobrze wróży.

Utre:

Błagam o niezamieszczania takich postów. Niczemu to nie służy. Jeśli czemuś - oświeć mnie, proszę. Chyba, że napiszesz pod nazwiskiem.

PB:

Tez lubię Twojego (Waszego) bloga. :-)
Jednak konstrukcja intelektualna, że skoro ostrość sądów generuje "polskie piekło", to może warto je złagodzić - jest dla mnie nie do obrony. :-)

Po prostu nie rozumiem, dlaczego łączysz poziom moich tekstów z poziomem co poniektórych komentarzy. Ma to związek taki, jak to, że dobrze wykonany nóż kuchenny może być narzędziem zbrodni, a tępy - raczej nie.

Polecam poszczać mimo uszu i czytać mnie dalej. :-)

pozdr wszystkich

wtorek, 06 marca, 2007  
Blogger Michal said...

jeszcze raz wiec:
to wlasnie mialem na mysli piszac o ryzyku. nie interesuja mnie "gry z symbolami popkultury", ani nawet - wbrew pozorom - "postpunkowe estetyki". interesuje mnie - w najwiekszym skrocie - jak bardzo mozna byc trywialnym (np. formalnie) a zarazem nie osunac sie w dobrze wydeptane bagienko. np cos podobnego daje sie obserwowac u modzelewskiego - jego obrazy czesto i swiadomie balansuja na granicy katastrofy i obciachu (ach te kolorki...), a owo balansowanie jest ich zasadnicza trescia - jak blisko mozna sie zblizyc do "zlego obrazu"? im blizej tym - pardoksalnie - obraz jest lepszy. ciekawe jest takie probowanie granicy. zgadzam sie ze nie moze byc juz dzis nic bardziej obciachowego niz kolejne malarskie wariacje na temat popkultury, ale wydaje mi sie (intuicja?), ze prace mateckiego nie sa wcale o tym (choc oczywiscie, jesli chcesz, to mozesz je sobie tak zinterpretowac), one sa raczej, hmm... o przemianie materii. nie jest tez trafne (co najwyzej troche zlosliwe:)) udowadnianie slabosci artysty na podstawie zreprodukowanych w katalogu prac z ostatnich 10 lat, oczywiscie, ze jest tam duzo wtornych "dziel", co byc moze po trosze tlumaczy dlaczego "goraczka" wokol tego artysty narosla w ostanich kilkunastu miesiacach, a nie 5 lat temu:) nie posadzam Cie bynajmniej o niechec do nowosci, absolutnie nie, nie probuj takich prostych wyjasnien:) mysle tylko - powtarzam - ze cos innego odnajdujemy w tych pracach. i dlatego wlasnie napisalem - zaciekawilo mnie, ze mamy totalnie rozna ocene akurat na temat tych dwoch prac i zrozumialem, ze po prostu patrzymy na to samo i widzimy rozne rzeczy. to jest ok.
i jeszcze tylko ten wyboldowany zwiazek frazelogiczny wobec takiej lub innej sztuki: NIE MOZE. hmm... podoba mi sie w sumie taka niestroznosc z twojej strony:)))))

gorczyca

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Hmm... Ktoś tutaj próbuje nadać zwykłemu internetowemu forum, ogromnego znaczenia. Wydaje się niemal, że obawa przed opiniami anonimów może zaszkodzić tak pielęgnowanemu obrazowi Przemka.
Tak jak powiedział Krytykant, to jego posty są rdzeniem tego bloga, a komentarze są tylko reakcją. Według mnie pisanie anonimowo nie jest znakiem tchórzostwa, ale jest właśnie tym narzędziem wolności nieskrępowanej wypowiedzi.

Myślę, że tutaj tak jak w przypadku MSN emocje wzięły górę. No dobrze była wystawa młodego malarza, są różne głosy i opinie, ale po co tak się tu wybebeszać i wykłócać. Dajmyż już Mateckiemu spokój, niechże chłopina wróci do swojej pracowni i wykleja dalej. Lans nie lans, historia sztuki wszystko skoryguje. Czekam z niecierpliwością na następny post Krytykanta.
Pozdrawiam,
Anonim

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Bardzo ciekawa teoria, że pisanie anonimowo jest narzędziem nieskrępowanej wolności wypowiedzi. Może rośnie nam nowy "wolno"myśliciel internetu. Tymczasem polecam jemu tekst: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33407,3957981.html
Piotr Bazylko

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Dziękuję za linka. Niestety strona się nie wyświetliła.
Nie, to nie teoria, to oczywistość, prosty wniosek osiągnięty metodą nieskomplikowanej dedukcji i obserwacji.

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Poza tym, byłbym ostrożny z takim traktowaniem anonimów. Być może jestem pana teściem, lub szefem ;)))

wtorek, 06 marca, 2007  
Blogger Piotr Bazylko said...

Przykro mi, ale nie mam szefa. A chyba sam Pan/Pani wie, czy jest miom teściem. Bo ja się przedstawiam, w przeciwieństwie do Pana/Pani.
a co do tekstu, to proszę spróbować jeszcze raz.
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33407,3957981.html

Jeśli znajdzie Pan/Pani, to podpowiem, że tekst jest tłumaczeniem z New York Timesa na temat anonimowej agresji w necie.

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

1. bardzo ciekawie, ze wlasnie glupie komentarze funkcjonuja obok rzeczowych argumentow. Wcale sobie nie przeszkadzaja. Te glupie robia pewne smaczki i specjalnie nie wplywaja na madrzejsze opinie. Taki tu folklor i rzadko gdzie indziej spotykany.

2. rzeczywiscie pupil z tego Mateckiego. Wszyscy opiekunowie wypowiedzieli sie, nie to co przy "rurkach z kremem" co sie artysta sam pocil..

ortofot

wtorek, 06 marca, 2007  
Anonymous McDonald said...

Prosze Panstwa nastepuje jakies olbrzymie nieporozumienie- ze niby Matecki to trudna sztuka i wymaga cierpliwosci. Przeciez to szybki, wprost, belkotliwy, szyderczy jezyk sztuki. Najprostszy jaki moze byc. Gwaltownie zrobione i gwaltownie odebrane. Jezeli nie dziala (bo np. bylo miliony podobnych rzeczy) to nie dziala. Zadna tam trudna sztuka. Najsmutniejsze, ze w tym kraju takie rzeczy jak Matecki swietnie czaruja, a bo to i szydercze i takie desperackie ze smietnika a przez to i romantyczne. Przerozne konceptualizmy latwo zyskuja opinie przewidywalnych nud, a taki Matecki to taki z jajem, fajny.:/

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No cóż. Agresja w necie jest bardzo nieprzyjemnym zjawiskiem, dlatego też liczę na Pan Kubę w kwestii wymazywania niepożądanych postów. Panie Kubo, proszę zmoderować moją wypowiedź, bo pan Piotr twierdzi, że jestem agresorem wypowiadając się krytycznie o sztuce (raczej o podejściu do sztuki) Przemka Mateckiego.
Pozostając anonimem pozdrawiam.

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Panie mcdonald. życzliwa porada. Aby wyrazić opinię musi pan się podpisać imieniem i nazwiskiem, w przeciwnym razie nikt pana nie potraktuje poważnie ;)

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Internet internetem, ale są sytuacje, kiedy pewne normy powinny być zachowane.

http://warszawa.naszemiasto.wp.pl/wydarzenia/696334.html

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Koniec linka wygląda następująco.

wydarzenia/696334.html

Myślę, że wcale nie do końca nie na temat.

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Zgadzam się z ktorymś z poprzednich anonimów, ze sztuka Mateckiego jest prosta, a nie wyszukana. Wydaje się, że agresja i emocje związane z hołbieniem malarstwa PM to reakcja na kolejną łatwą sztukę. Większość odbiorców ma już tego dość. I nie chce również, by ktoś odgórnie kazał sie zachwycać tym, co nie zachwyca.

Nie podoba mi się, że kolekcjonerzy atakują Krytykanta.Od tego jest, żeby krytykować. Powinni się cieszyć, im więcej szumu wokół ich pupila tym lepiej. Obrazów to nie polepszy, ale może rozgłosu doda(doda-elektroda);-)

Ad anonimów - po co komu znać nazwiska, które i tak nic nie mówią, osób nieznanych, widzów, artystów anonimowych, obserwatorów wydarzeń? To bardzo kulturalny blog. Zupełnie nie ma powodu sie tego czepiać.

Pozdrowienia.

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Co do ostatniego linka. Dziennikarzyna jest pewnie stałym bywalcem salonów i spodziewał się kwiatów w wazonach i przemówienia samego pana burmistrza. A potem to już normalnie: białe wino i czerwony goździk łodygą do góry. Zeby to mialo jaki wygląd, ten tego...

środa, 07 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Witam, mimo wszystko miło jest poczytać wypowiedzi w dyskusji o SZTUCE. W części nawet merytoryczne. Odzywam się, bo przyczyniłem się nieco do powstania katalogu, o którym tu się pisze. Moje zdanie na temat tego, co Przemek robi jest o tyle nieobiektywne, że obserwuję to od 10 lat. Kiedyś z pewną dozą nieufności, z czasem z coraz większym podziwem. Tak naprawdę to przede wszystkim jego nauczyciel, Ryszard Woźniak, wierzył w jakość tej sztuki od zawsze. W komponowaniu wydawnictwa do wystawy w Zielonej Górze miał Matecki pełną dowolność. I przy wszystkich zastrzeżeniach co do "wczesnych faz twórczości" warto pamiętać, że jest to właściwie książka, w której wiele elementów podporządkowanych jest przyjętej przez autora narracji. Ale OK, powstała, więc jak się pisze o Mateckim a się widziało tylko kilka prac w Rastrze, to pozostaje jedynym źródłem informacji. Nie wiem, przy tym, czy tak w ogóle można pisać, bo przyzwyczaiłem się do mówienia tylko o rzeczach, które widziałem dokładnie. Z drugiej strony, przy tym poziomie medializacji...
Ciekawe w tym wszystkim jest jeszcze to, że istnieje potężny głód istotnego wydarzenia artystycznego. I zwróćcie Państwo uwagę, trudno go zaspokoić, bo potraw pojawia się na stole niewiele. Więc kiedy wjeżdża coś smakowitego, w dodatku w szacownej restauracji, wszyscy pędzą, by zjeść. To może niezbyt udana gastronomiczna metafora - jedno jest pewne, Kuba Banasiak niedoszacował trochę. Może z obawy, żeby nie przeszacować. Nie będę tu pisać, dlaczego uważam Mateckiego z tak ważne zjawisko, bo już napisałem w katalogu do wystawy.
A tak właściwie to piszę, żeby pogratulowac Panu siły rażenia tego bloga. Bardzo uważnego wsłuchiwania się w Pańskie oceny. Czasami kuriozalnego strachu przed tymi ocenami. Co przy całym dla nich szacunku dowodzi, jaki nasz światek mały, marny i zabawny, niestety. Jak wąski jest obieg informacji i jak niewiele trzeba, by ostro zamieszać. Więc szczere gratulacje. A dopiero z A&B dowiedziałem się, jak Pan wygląda i tylko, kończąc poinformuję, że ma Pan sobowtóra w Zielonej Górze. Pozdrawiam Pana i wszystkich "tutejszych". Wojtek Kozłowski

czwartek, 08 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

prawdziwa sztuka zawsze wzbudza wiele emocji i skrajnych opini.
niech zyje ten kto robi zamieszanie i burzy spokuj.
daniel sams.

piątek, 09 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

WK:

Chyba tak to już jest, że "rodzic" ma inną optykę na talent dziecka, niż postronny widz. Dziecko rośnie i nawet jego błędami jesteśmy zachwyceni - szczególnie, że je naprawia i idzie dalej.
W wypadku PM jest to moim zdaniem już nieco kuriozalne. Jak widz/krytyk ma inaczej oceniać, niż na podstawie albumów i wystaw? "Poziom medializacji" nie ma tu nic do rzeczy.

Tym bardziej, że jest to - jak Pan pisze - "przyjęta przez autora narracja". Zatem PM pokazał to, co chciał.

"głód istotnego wydarzenia artystycznego" faktycznie istnieje, o tym też pisałem. Jest tak duży, że pożera się wszystko, tracąc przy tym wyczucie kubków smakowych. To konsumpcja, a nie finezyjne delektowanie się. I kiedy pojawia się coś, co ma tylko trochę więcej przypraw od przeciętnej - jawi się to truflem. więc mam tu odmienne od Pańskiego zdanie. :)

Aha, napisał Pan: "i jak niewiele trzeba, by ostro zamieszać". Tylko niewiele? A tak się staram... :-)

Pozdrawiam również.
Kuba

piątek, 09 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Pragnę podziękować Przemkowi Mateckiemu, Dawidowi Radziszewskiemu, Łukaszowi Gorczycy, Michałowi Kaczyńskiemu i Innym za zaproszenie mnie do wystaw, które okazały się ważne. Początkowo kierowałem się tylko intuicją, dziś mam pewność, że było to coś istotnego /sądząc po emocjach jakie wywołały/. Szkoda, że czas zatrze pamięć o tym co kiedyś się mówiło i pisało.
Jeśli chodzi o Muzeum SN w Warszawie też miałem wątpliwości. Dopiero kiedy zobaczyłem żabkę jaka wyskoczyła braciom Czechom w miejscu biblioteki i wyobraziłem ją sobie na placu Defilad. Przekonałem się do projektu Kereza.
Pozdrawiam serdecznie.
Paweł Susid

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Pan Matecki... choć nie sądzę by Krytykant szanowny mnie polubił jako malarza hihi, ja mam ten zwyczaj, że nie dzielę obrazów na lepsze i gorsze, bo nowatorskie, zwłaszcza w sensie nowatorstwa tego typu, które polega na ciut o parę procent innym, ale jednak popularnym zwłaszcza w akademiach szafowaniu najróżniejszymi cząstkami, zestawieniami ironicznymi lub komentującymi dość oczywiste rzeczy... np. obraz, który bez dopisu (enklawy samantycznej...?)nic a nic by nie mówił... o intencji artysty, bo w ogóle to oczywiście można by się tego czy owego domyślać, chyba jednak, nie po myśli twórcy... dla mnie to jak dla paru tu osób i nawet jak przyznaje po drodze szanowny Krytykant, sztuka łatwa do zrozumienia, dal mnie dlatego m.in. że łatwo zrobiona, za łatwo i za mało malarsko, ale pewnie zostanę okrzyknięty archaiczną konserwą ;)
Co do ostatniego postu, to żabka czy muchomorek nieco klapnięty, jest bardzo ciekawym pomysłem, choćby dlatego, że nie kontynuuje bezkrytycznie klockowatości dzisiejszego budownictwa, zwłaszcza u nas. Czesi jak zwykle górą.

sobota, 10 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Czy krytykant Czasami tu jeszcze wpada? Czy mógłbym prosić o odniesienie się także, choćby tu, do tego co napisałem pod dawnymi Pana postami, po prostu dlatego, że dostałem link do Pana jakieś trzy dni temu... (niemal wszystko przeczytałem ;) ), a chodzi konkretnie o moje komentarze(data wczorajsza i dziesiejsza), pod postami pt. "Kuspizm", i "Sztuka to nie rurka z kremem", w tym ostatnim przypadku zresztą, odniosłem się do paru osób tam się wypowiadających, wielka szkoda że z takim opóźnieniem tu dotarłem, dotąd nie czytałem tylu tekstów osoby, z którą tak często choćby w niuansach bym się nie zgadzał hihi(do zwolenników KR. - to komplement ;) ), pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję na wiele ciekawych dyskusji, Anonymous plus minus nieskończoność ;)

niedziela, 11 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

P.Susid -->

Po pierwsze dzięki za uwagi.

A teraz pozwolę sobie na odrobinę egocentryzmu - artysta na pewno to zrozumie. :-)

Otóż wydaje mi się, że rzeczona wystawa nie wywołała emocji, tylko (niestety) zwyczajową erupcję monolitycznej, szablonowej, letniej pisaniny. ;-)

Emocje wywołał powyższy post i dalej - niniejsza dysputa. Dobre i to.

pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 12 marca, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Nowy Czytelnik ("hihi") -->

Oj, strasznie dużo Pan napisał...

Wszystko przeczytałem, ale pozwoli Pan, że nie odniosę się do wszystkiego akapit po akapicie. Czasem zresztą ponosiło Pana pióro i nie do końca wiem, o co wówczas Panu chodziło... ;-)

W skrócie:

- "Sztuka to nie rurki...":

Wydaje mi się, że wszystko co miałem do powiedzenia, powiedziałem w poście i polemice z P.Kopikiem. Tam są wszystkie argumenty. Więc może słowo o kategorii "wrażliwości", która Pan podnosi. Otóż ja krytykowałem brak artystycznej jakości artystycznego wytworu - intelektualna i formalną wtórność. PK porusza się na płaszczyźnie sztuki. Zaklęcia o "wrażliwości" nic tu nie zmienią. Wrażliwy może być producent kiczu, ja i Pan. To de facto istota Pana wywodu - jeśli dobrze pojąłem. Polemikę z Foką et coensortes pozostawiam im.

- "Kuspism":

Po pierwsze - Stuckiści, a nie Stockiści. :-)

I: w sumie Pan potwierdza moje słowa. Jedno: ja nie neguję wykorzystywania "tradycyjnego" (niech będzie...) warsztatu - proszę przeczytać uważnie. Ten post jest zupełnie o czyś innym. Jakoś radzi sobie z tym choćby J.Currin (choć nie uważam Go za wielkiego artystę). Mi szło raczej o pewna sztampowość interpretacji - jak zwykle zresztą... :)

+++

Ale dzięki za zaangażowaną (i cywilizowaną) lekturę. Może świecić Pan przykładem. :-)
Zapraszam do bieżących postów.

pozdr
K

poniedziałek, 12 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Co do wrażliwości to owszem, zgodzę się, że można produkować kicz będąc wrażliwym( i całkiem dobre prace kierowane niemalże suchym intelektem, sorry za nieco poetycki ton w tekstach ;) ), z tym, że wtenczas hihi wchodzi w grę sens słowa kicz, tak często dziś nadużywanego, że trzeba by zapytać, jak Pan osobiście je rozumie? Jeśli tak jak pisał pan o po prostu słabej sztuce - jako cierpiącej na brak komunikatu zamierzonego, a często wręcz odwrotnie, czyli synonim brzydko mówiąc knota... to się w pełni zgadzam. Co do Sasnala... to pod Sasnalem, a o architekturze pod architekturą ;)

wtorek, 13 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Kicz poznać po tym, że jest pospolity krótko mówiąc.

środa, 14 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Oby nie za krótko... bo co to znaczy pspolity,,, co ma być pospolite, temat? W takim razie wszystko już jest pospolite, wszystko jest kiczem i nie ma sensu jakakolwiek - albo sztuka z punktu widzenia teoretyka, albo teoretyk - z punktu widzenia artysty i odbiorcy hihi. A może stylistyka? Tu trzeba by wyznaczyć granicę czasową... bo teraz wszystko co popularne(sławne), niemal natychmiast doczekuje się masy podróbek i nawiązań... to może broni awangardyzmu wedle teorii "pięciu minut", ale nie artyzmu, który może rozwijać się z czasem, który może "dochodzić" z doświadczeniem i nie, szeroko pojetego rynku sztuki, więc niestety, może być jedynie zdaniem niszowym, uznawanym przez nielicznych, nie dlatego że lepszych a po prostu inaczej postrzegających...(w malarstwie teraz już czysto nowatorskich rozwiązań nie ma, są za to w dużym stopniu nowatorskie albo z różnych powodów...), a może kiczem jest nie tyle powszechność zjawiska, co raczej jego brzydko mówiąc zeszmacenie? Czyli te odmiany stylistyk, optyk, tematyk,
które mają najmniej wspólnego z charakterystycznymi dla nich wartościami(są najsłabsze)? Polecam lekturę "O złej sztuce" Pani prof Marii Poprzęckiej...

środa, 14 marca, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

sam jestes zała sztuka

poniedziałek, 02 kwietnia, 2007  

Prześlij komentarz

<< Home