wtorek, października 24, 2006

Piękny koniec pięknej podróży

Koniec egzotycznej podróży potrwa w warszawskiej FGF do 20 listopada. Po sztucznie rozdmuchanym, hucpiarskim Czarnym Alfabecie ta wystawa jest jak haust świeżego powietrza. Tu nikt nie traktuje widza (choć to nie najlepsze słowo; może - uczestnika?) jak siedemnastoletniego zbuntowanego dzieciaka z artystycznymi pretensjami. Przeciwnie - skomplikowanie kodów, które trzeba rozsupłać w FGF jest odwrotnie proporcjonalne do skomplikowania myśli Hanka Willisa Thomasa.



Koniec egzotycznej podróży to delikatna pajęczyna stojących samotnie prac. Poszczególne realizacje są od siebie fizycznie odległe, lecz splata je niewidzialna nić. W większości to typowe galeryjne artefakty, jednak w dziwnym, może nieco staroświeckim stylu - są jak chińska porcelana, eteryczne, ciche, delikatne, jakby nie z tego świata. Koniec egzotycznej podróży oplata FGF od trawnika przed budynkiem (Mirosław Bałka, Rampa do Nikąd, 2006), przez balustradę schodów (Monika Sosnowska, Bez tytułu/ Wygięta barierka, 2006), lamperie ścian (Wilhelm Sasnal, Bez tytułu, 2006 oraz Daniel Guzmán, P.P.P. I i P.P.P. II, 2006), aż po dach (Paweł Althamer, Bez tytułu, 2006). Inne realizacje czekają w tradycyjnych salach. Sensy kuratorów przenikają się z sensami artystów i historią budynku (szerzej: utopii, którą ktoś gdzieś kiedyś ziścił, a nam przyszło w niej żyć) w sposób doskonały - zdarza się wszak często, że kurator wysługuje się artystami jak narzędziami, by zrealizować swój wiekopomny konstrukt. Tu sama wystawa jest dziełem, jednak nie dziełem jedynym, a tylko (i aż) kolejnym.

Prace pokazane w FGF są w znakomitej większości świeże, jeszcze cieplutkie, z tego roku. Tworzą niezwykły koktajl, który już dziś można określić mianem wystawy roku. Cieszy mnie niezmiernie Koniec egzotycznej podróży, bo wiem, że w FGF nikomu nie przyjdzie do głowy pokazywać i opiewać tandetę dla mas (Sztuka dla mas? Ależ tak! Zapraszam do Zachęty). W FGF jest spokojnie, wszystko znajduje się na swoim miejscu, czuję, że nikt mnie nie nagabuje, nic nie wmawia, nie epatuje jarmarczną pstrokacizną.

Oprócz wymienionych wyżej sław mamy na Końcu egzotycznej podróży jeszcze dwoje foksalowych artystów. Jest jedna z Interwencji (1975) Edwarda Krasińskiego, jest także obiekt Anny Niesterowicz (Bez tytułu/ Czaszka, 2006). Niebieski pasek Krasińskiego wyeksponowany jest obok niby - laski André Cadere (Bez tytułu/ Drewniany okrągły pręt, 1977). I choć wiem, że sednem tego zestawienia jest minimalizm wyrazu połączony z bezkresem wyobraźni, to nie mogę opędzić się od wizji Krasińskiego, który idzie wzdłuż ściany, a obok stuka kolorową laseczką urodzony w Warszawie Cadere.



Anna Niesterowicz uszyła dziwny fetysz ze skóry jelenia i już wbiegamy na drugie piętro, do pracy Skóra, Centrum Miejskie Prezydenta Alemána, C.U.P.A. Damiána Ortegi (2006). To typowa dla FGF opowieść o modernizmie, wokół którego snują się również prace Wilhelma Sasnala (obraz przedstawia bliżej nieokreślone fragmenty PRL’owskiego sklepu, może pawilonu) i Moniki Sosnowskiej (wygięta barierka łączy dwa piętra - to szczyt lapidarnego minimalizmu, w tym gatunku niewątpliwe mistrzostwo). W tle dźwięczy oczywiście wielki nieobecny tej wystawy, ojciec duchowy FGF Oskar Hansen. Jest na Końcu egzotycznej podróży kilka prac niewątpliwie słabszych - co ciekawe, wśród polskich takich nie dostrzegłem - jednak czar tej wystawy spływa na wszystko, nie warto więc wymieniać realizacji czwórkowych.



Podróż nie mogła skończyć się piękniej. Wątpliwość zawarta w tytule jest być może słuszna - po co dalej eksploatować coś, czego już dość dobrze się nauczyliśmy? Powtarzalność to ostatnia rzecz, jakiej pożąda ambitny kurator - a może po prostu inteligentny człowiek (o artyście nie wspominam, artysta powtarzalności nie znosi). Trip był zaiste egzotyczny - FGF (galeria Kurimanzutto z Meksyku zapewne też, choć pozostaje mi ona - do teraz - nieznana) ni mniej ni więcej, tylko wykarczowała nową przestrzeń dla sztuki. Co dalej? To chyba podstawowe pytanie, które należy sobie teraz zadać. Spijanie śmietanki? Nie sądzę. Nowe rozdanie? Intelektualne korzenie FGF to są chyba zbyt silne korzenie, by dało się je ot, tak przeciąć.

Ponad socmodernistycznymi blokami szybują Althamer (niby - azteckie malowidło na dachu, którego nie sposób w pełni ogarnąć inaczej, niż szybując na paralotni) i Minera Cuevas, która wypuściła w niebo 60 lampionów (Powietrzne balony dla Stanisława Lema, 2006). Na gruzach wynaturzonej utopii znalazło się więc miejsce dla nieskrępowanej dogmatami fantazji. Tylko gdzie udać się teraz, kiedy osiągnęło się nieosiągalne?



Powyższy tekst to raczej impresja, niż ścisła recenzja. Konkretne sensy wystawy - tu tylko zaznaczone - bardzo przejrzyście wyłożyła Dorota Jarecka, warto też przeczytać tekst kuratorów.

Na fotografiach (od góry):
1.Mario Pani, Condominio en Paseo de la Reforma. Meksykański bliźniak warszawskiej siedziby FGF?
2.André Cadere, Inny Drewniany okrągły pręt, 1973
3.Wilhelm Sasnal modernistycznie i nostalgicznie, choć w inny, niż na Końcu egzotycznej podróży sposób (Bez tytułu, tusz, 2004)
4.Niezmiennie modernistyczna Monika Sosnowska, Bez tytułu, 2005

Etykiety:

2 Comments:

Anonymous nie powiem said...

NiestErowicz

środa, 25 października, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Zawstydza mnie Pan/Pani... Rzecz jasna, że tak.. A tak uważałem, żeby nie napisać Nesterowicz, tylko NIesterowicz...

środa, 25 października, 2006  

Prześlij komentarz

<< Home