piątek, października 27, 2006

Artysta jak krytyk

Świetny wywiad (pierwsza jego część) ze Zbigniewem Liberą pojawił się na blogu Art Bazaar. Libera mówi pewnie, bezkompromisowo i mądrze - może sobie na to pozwolić, bo jak sam twierdzi - mocno już się trzyma i tak łatwo nie pozwoli się wywalić. Inaczej mówiąc - może już nie dbać o środowiskowe mody i sympatie, o koterie i nieformalne grupy wsparcia. Może powiedzieć, że duszno mu w Polsce, ale sztuka odrabiająca lekcje za socjologów i komentatorów politycznych nie jest w żadnym wypadku powodem do chluby: My dziś przeżywamy w kulturze, nie tylko w plastyce etap sztuki dziennikarskiej, przyczynkowej. Gdy zrobisz coś, co będzie zbyt subtelne, za wyrafinowane, trochę może niewczesne, to po prostu nikt cię nie zrozumie. A jak cię nie zrozumie, to nie napisze - nie zwróci uwagi, że istniejesz. Wydaje mi się, że podobny problem dotyka dziś młodą sztukę amerykańską - byle przeróbka flagi, byle karykatura Busha i już jest wystawa, katalog, a krytycy głaszczą artystę jak tłustego kocura.

Może również Libera powiedzieć to, co przy okazji większości wystaw młodych zbuntowanych winni wykrzykiwać niezależni krytycy: To dotyczy szczególnie młodszych artystów, którzy przecież chcą być zauważeni. Stąd ta prosta sztuka, proste komunikaty, ta dosłowność. Tymczasem sztuka wymaga skupienia, zastanowienia, może trochę tajemnicy. Dlaczego wołania o owo coś więcej w sztuce nie słyszymy ze strony krytyków? Dlaczego krytyk nie umie dziś nazwać rzeczy po imieniu? Obły krytyk napędza obłą sztukę, niech więc zapamięta słowa Libery, by następnie powtarzać je do znudzenia: Sztuka nie może być aż tak aktualna, że nie wiem po co właściwie mam iść na wystawę, albo do teatru, bo zobaczę tam to samo, co mogę przeczytać w gazecie.

Aby krytyk istniał w medialnym obiegu musi pisać - dużo i często. Aby mógł pisać - potrzebuje artystów, czy raczej - potrzebuje budulca. Gdyby odesłał paru twórców do przedszkola (miast pieścić ich antykonsumpcyjne ego), długo musiałby czekać na artystę naprawdę zdolnego. W efekcie - zamilkłby. Zbigniew Libera: Dziś sztukę robią galerie, które posługują się artystami, tak jak dawniej artysta posługiwał się tubkami z farbą. W związku z tym artysta staje się uprzedmiotowiony. A młodzi artyści są do wyciśnięcia, ukształtowania przez galerie. Dlatego są promowani. Część młodych artystów będzie przez, powiedzmy, trzy lata zarabiało duże pieniądze, ale potem pójdą na śmieci i zastąpią ich inni, nowi. Taka szybka wymiana. Komu służy dziś krytyka? Samym krytykom, rzecz jasna. A obok egzystują dosłowne dzieła jednorazowych artystów, którzy prędzej czy później trafią na śmietnik historii (sztuki).

Libera nie po raz pierwszy wysługuje krytyków. Jego głos jest silny, gdyż jemu ostatniemu można zarzucić koniunkturalizm i schlebianie tanim gustom (czymże jest owa dosłowna sztuka, jak nie schlebianiem mało wysublimowanym gustom). To smutne, ale i znamienne. Ten wywiad dla wielu powinien być wyrzutem sumienia.



Mam nadzieję, że Art Bazaar nie będzie miał mi za złe, że cytuję tu fragment ich wywiadu. Takie słowa trzeba po prostu - w dzisiejszych czasach, chciałoby się powiedzieć - głosić niczym dobrą nowinę.

Na ilustracji fragment Mistrzów Libery z 2004 roku.

Etykiety:

8 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Jestem młodym artystą. Stworzyłem kilka interesujących rzeczy. Niektóre galerie są zainteresowane moją sztuką. W portwelu i garnku pustka. Jest jednak szansa, że będę mógł żyć z tego co najbardziej chciałbym robić. Proszę o radę Panie i Panowie Idealiści. Czy mam powiedzieć galeriom, żeby się wypchały i tworzyć subtelną sztukę, której nikt nie rozuie i nie zauważa, czy mam kontynuować to, co w tej chwili robię? Łatwo jest ideologizować, kiedy nikt Pana nie jest w stanie "wywalić" pani Libera...

piątek, 27 października, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Proponuję przeanalizować początki twórczej drogi Libery i sezonowych gwiazdek (także stan ich porfeli). Równiez finał tych dróg.

Nie zna Pan Kazika? "Artysta wiarygodny to artysta głodny". ;) U zarania - w 95% tak własnie jest (chyba, że jest się arystokratą Balthusem).

Nie rozumiem natomiast na jakiej podstawie konstruuje Pan tezę, że ma powiedzieć galeriom by "się wypchały" - jesli naprawdę tworzy Pan "interesujące rzeczy" to nie ma chyba problemu. Libera nie powiedział, że twórca ma tworzyć w antyinstytucjonalnej próżni. Proszę uważnie przeczytać wywiad.

Co do Pana ironii (jeśli dobrze odczytuję) dot. "subtelnej sztuki, której nikt nie rozumie". Tak, taka sztuka zawsze okazuje się bardziej wartościowa, niż doczesne łamigłówki czy "projekty". Może Pan to prześledzić choćby na podstawie początkowej recepcji prac artystów dziś będących gwiazdami Rastra i FGF.

A tak w ogóle to gdyby się Pan przedstawił, to "Panie i Panowie Idealiści" mogli by naprawde Panu "doradzić", czy powinien Pan "kontynuować to, co w tej chwili robi". Ciężko doradzać anonimowi w kwestii anonimowych dzieł.

Czy dziś Liberze "jest łatwo ideologizować"? Zapewne tak. Jednak ciężko na ten komfort zapracował.

Powodzenia i pozdrawiam.

piątek, 27 października, 2006  
Anonymous tym said...

Słusznie prawisz Krytykancie. Pamiętajmy przy tym w jakiej sytuacji finansowo-życiowej znajdował się Libera jeszcze nie tak dawno temu. Powiedzieć "w portfelu i garnku pustka" to mało.

piątek, 27 października, 2006  
Anonymous tym said...

Słusznie prawisz Krytykancie. Pamiętajmy przy tym w jakiej sytuacji finansowo-życiowej znajdował się Libera jeszcze nie tak dawno temu. Powiedzieć "w portfelu i garnku pustka" to mało.

piątek, 27 października, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Kazik powiedział też, że artyści są prostytutkami :)Nie jestem pewien, czy rada "Pań i Panów Idealistów" dotycząca tego czy mam kontynuować, czy nie, byłaby ostateczną wyrocznią? Zabrzmiało to trochę pretensjonalnie. Proszę wybaczyć, ale jest to trochę podobne podejście instytucji sztuki do młodych artystów. "Pokaż nam coś ładnego, a my ci pomachamy marchewką przed oczami". Czy nie to było obiektem krytyki ze strony Pana Libery?
Co do pozostałości zgadzam się zupełnie i ponownie znajduję siebie przed całym sednem problemu: sztuka to ciężki sport, który dopuszcza cztery opcje:
1. możesz być głodny przez cale życie,
2. możesz być głodny przez tylko początek kariery,
3. możesz spaść z piedestału i spędzić resztę życia będąc głodnym,
4. nie musisz być głodny, bo jesteś arystokratą
Tutaj się zgadzamy.
Mam tylko nadzieję, że nie jestem zbyt młody aby współpracować z galeriami, czy może raczej, że galerie nie współpracują ze mną bo jestem młody i robię "łatwe dziełka" tymczasowe. Zdaje się, żę nie zasnę dzisiaj. Ach gdybym już mógł mieć to 50 lat...

sobota, 28 października, 2006  
Anonymous 3:25 said...

pora spać

sobota, 28 października, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ależ to Pan zaczął tą nieroztropną ironię..."Proszę o radę Panie i Panowie Idealiści. Czy mam powiedzieć galeriom, żeby się wypchały i tworzyć subtelną sztukę, której nikt nie rozuie i nie zauważa, czy mam kontynuować to, co w tej chwili robię?" Zasugerowałem jedynie, że będzie łatwiej, jak się Pan przedstawi... A Pan od razu, że pretensjonalnie... No nieważne.

Ale mam dla Pana dobrą nowinę. Otóż jest jeszcze punkt 5! Brzmi on tak: można pracować i tworzyć jednocześnie! Tak! Ja wiem, że to strasznie poniżające, ale może Pan spróbuje? Naprawdę warto. Wielu wielkich tak zaczynało, więc może i Pan może? Troszkę tyrki, troszkę hobby. Młody Pan jest, dużo energii posiada. Hm?

Co do tych 50 lat, to zakładam, że Pan kokietuje... Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!

sobota, 28 października, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Z tą radą to trochę się droczyłem. Tak na prawdę nie chcę żadnych rad...
Tak. Punkt 5 właściwie działa (mniej więcej) w moim przypadku. Chodziło mi o to, że jeśli ktoś jest młody i tym samym współpracuje z galeriami, nie zawsze musi to znaczyć, że jego prace są niedojrzałe i tymczasowe. Picasso był przecież wielkim mistrzem już jako 20 latek i trzyma swój status aż do dzisiaj. Okazuje się, że sprawa jest dużo barddziej złożona, żeby ją geeneralizować. Przecież jeśli ktoś tworzy proste i jednozdaniowe wypowiedzi, nie musimy posądzać go o płytkość? Odniosłem takie wrażenie czytając rozmowę z p. Liberą. Pozdrawiam

sobota, 28 października, 2006  

Prześlij komentarz

<< Home