czwartek, listopada 29, 2007

Krytyka kosmetyczna? | Ćwiartka dla Kozaka

Przed Państwem tekst Tomka Kozaka i moja replika. To najdłuższy tekst na tym blogu – Kozak przysłał 17 stron maszynopisu, no a ja musiałem się odnieść. Polecam zatem wygospodarować trochę czasu i na spokojnie przetrawić... Pozdrawiam!

Tomek Kozak: "Krytyka kosmetyczna?"

„Karmione wizualną i mentalną nowością młode pokolenie to mechanizm autoregeneracji sztuki, jej lifting i botoks – jednak i ono potrzebuje w końcu odnowy. I oto znajduje się ktoś, kto decyduje się na ryzykowną operację, kto nie obawia się przeprowadzić stanowczego, choć głębokiego cięcia – oto pojawia się młode pokolenie krytyków”.

Tak pisze Jakub Banasiak – redaktor „Obiegu”, felietonista i krytyk „Art & Businessu”, autor rubryki „rozbiór” w „Exklusivie”, wreszcie – internetowy „Krytykant”. Słowem – autor, który, jak można przypuszczać, za herolda nowej krytyki uważa samego siebie. Jego wypowiedzi warto więc przeanalizować, by zbadać postulaty i potencjał projektu, który zapowiada „ryzykowną operację” i „głębokie cięcie”, a w konsekwencji – „odnowę” polskiej krytyki i sztuki.

Już na wstępie trzeba podkreślić, że struktura tego projektu w podręcznikowej formie reprodukuje genetyczne „wady” myślenia o sztuce, które dziś w Polsce rozpowszechniło się w sposób zatrważający. Jest to myślenie powszechne, a zarazem nieświadome, i co za tym idzie – nieprzezwyciężone. Myślenie nieświadome swej istoty – czyli sprzeczności wytwarzających symptomatyczne napięcia między poczuciem wyczerpania i pragnieniem odnowy, między marzeniem o buncie i konstatacją jego niemożności, między obsesyjnie tropionym „zdziecinnieniem” i nakazem „dorosłości”, między afirmacją rynku a fantazmatem jego kontestacji… W tym kontekście dyskurs Krytykanta to wdzięczny obiekt badawczy. Zwłaszcza dla oponenta, który analizując wcale nie chce „leczyć” adwersarza, lecz kieruje doń ironiczne wezwanie: Medice, cura te ipsum!

Lekarzu, ulecz się sam! To zalecenie o tyle zasadne, że Krytykant nagminnie oskarża innych o własne grzechy i nie dostrzega, że schorzenia, które diagnozuje u przeciwników – „infantylizm”, „relacjonizm”, „ckliwe bajanie” i ogólnikowość – trawią jego samego. Przyjrzyjmy się zatem owym „schorzeniom” analizując dyskurs, który często pogłębia je zamiast leczyć. Zastanówmy się przy tym czy to, co miało być „ryzykowną operacją” nie okazało się w istocie błahym zabiegiem kosmetycznym – powierzchownym i nieskutecznym?

1. Krytyka zdziecinniała?

W pierwszym akapicie pierwszego postu (Wyczerpanie) Krytykant cytuje Gombrowicza: „W podziwie naszym dla artystów niemało jest z ciotczynej dobroci, która chwali malca żeby go nie zmartwić”. Następnie dodaje od siebie: „Dzisiaj krytycy zachowują się, jak dzieci w sklepie z zabawkami: patrząc na artystów trwają w niemym zachwycie”.

Później ta metaforyka powraca wielokrotnie. W kolejnych tekstach straszą czterolatki (Z punktu widzenia), trzynastolatki (Polska komedia, polemika na marginesie Czarno to widzę) i siedemnastolatki (Piękny koniec egzotycznej podróży). Zazwyczaj są to personifikacje tych, którzy obrażają się na ostrego krytyka(anta) albo w naiwny sposób próbują kontestować rynek. Ci ostatni nieuchronnie popadają w „infantylizm pożeniony z banałem” (Imperium Atlas kontratakuje).

Wobec tego Krytykant apeluje o dojrzałość. Jednym z jej aspektów jest zgoda na fakty. „Czas spojrzeć prawdzie w oczy – buntu już nie ma, jest za to rynek” (Wyczerpanie). I dalej: „Fundacja Galerii Foksal i Raster są dziś jednymi polskimi pierwszoligowymi graczami nie dlatego, że mieli szczęście, czy uprawiali godny pożałowania koniunkturalizm. Po prostu – FGF i Raster mają bezcenny w tym – galerzysty – fachu dar wskazywania artystów, którzy posiadają to coś”. W związku z tym Krytykant umieszcza na blogu linki do swoich „rodziców”. FGF nazywa „Mamą”, Rastra zaś – „Tatą”.

Zdezorientowana publiczność próbuje rozszyfrować prawdziwe znaczenie tego gestu w kolejnych postach Banasiaka. Wojciech Kozłowski pisze: „Boję się, że jedyny z niego (tekstu Z punktu widzenia – T.K.) wniosek jest taki - Mama i Tata są i tak najważniejsi i poza dyskusją. (…) To i łatwe i smutne. Dawniej takiego, co się nie mógł wyzwolić spod kurateli rodziców nazywało się – Maminsynek” (polemika na marginesie Z punktu widzenia). Krytykant zazwyczaj nie podejmuje merytorycznej dyskusji z podobnymi zarzutami. Raczej dezawuuje adwersarzy oskarżając ich o paranoiczne tropienie „agenturalności”. Swoje riposty podpisuje wtedy z ironią jako „Agent FGF i Rastra” (polemika na marginesie tekstów Z punktu widzenia i Potrzeba pamfletu).

Z czasem jednak sytuacja się komplikuje. Banasiak publikuje bowiem negatywne lub ambiwalentne recenzje Rastrowych przedsięwzięć – Punk utracony, Pupil, czyli niedźwiedzia przysługa, Letnia sztuka letnią porą, Czarno to widzę. Tym sposobem „Tata” nie jest już „poza dyskusją”. Jeden z internatów komentuje to tak: „tekst o wystawie Materki zdaje się, przynajmniej do pewnego stopnia, świadczyć o tym, że pan Banasiak jednak się usamodzielnia” (polemika na marginesie Czarno to widzę).

Krytykant się z tym nie zgadza. Twierdzi bowiem, że usamodzielnił się już wcześniej – np. pisząc, iż „Raster z kopalni świeżych, niebanalnych koncepcji niepostrzeżenie przeistoczył się w galerię powszednią, statyczną, bez mała mieszczańską, dzielącą czas między targi i kolejne wystawy typu «nowe prace»” (Podsumowanie 2006, Obieg.pl). Wszystko jasne? Myślę, że nie. W moim przekonaniu kłopot z Rastrem nie polega na tym, że kiedyś była to galeria świeża i niebanalna, a teraz grzęźnie w rutynie. Nie chodzi zatem o krytyczne recenzje tej, czy innej wystawy - kilka takich recenzji nie wystarczy, by wybić się na samodzielność. Ta bowiem oznacza dziś przede wszystkim intelektualną niezależność od skrajnie skomercjalizowanego status quo. Czyli od czego? – zapyta Krytykant – Czym jest to status quo? Można by odpowiedzieć, że jest to stan rzeczy, w którym dopuszczalna jest następująca sytuacja: oto przedstawiciele prywatnych galerii (Michał Kaczyński i Joanna Mytkowska) zasiadają w komisji nominującej do konkursu organizowanego przez Galerię Narodową (Spojrzenia 2005). Jaki jest efekt obrad? Pięć z siedmiu nominacji przypada w udziale artystom reprezentowanym przez Raster i FGF. Oczywiście nie chodzi o to, że tym artystom nie należały się nominacje, lecz o pytanie, czy w komisji, która je przyznaje powinni akurat wtedy zasiadać Kaczyński i Mytkowska. Ta oto sytuacja poglądowo ilustruje proces komercjalizacji polskiej sceny artystycznej czyli rosnące przyzwolenie na to, by tu i teraz horyzont myślenia określali ludzie posługujący się dyskursem „sukcesów”. Ludzie fetyszyzujący świat targów, aukcji, rankingów etc.

Trzeba pamiętać, że dyskurs ten - dyskurs „kariery” – spopularyzował właśnie Raster i to on jest odpowiedzialny za to, że dzisiaj Krytykant może bezrefleksyjnie powtarzać: „drogie równa się dobre” (Po Morganie). Ta niedorzeczność - zarówno ekonomiczna jak intelektualna – jest dla młodego krytyka niepodważalną oczywistością. Fundament tej niepodważalności położyli dziesięć lat temu Gorczyca i Kaczyński dokonując przy pomocy „Machiny” i własnego magazynu internetowego istotnej zmiany w języku krytyki sztuki. Doniosłość tej zmiany jest dzisiaj niezaprzeczalna. Problemem jest więc nie tyle jej faktyczność, co raczej ocena związana z pytaniem, czy była to zmiana pozytywna w perspektywie strategicznej – w perspektywie długofalowych „zasług”, a nie taktycznych „sukcesów”. Banasiak waloryzuje tę zmianę pozytywnie, nie zdając sobie sprawy ze szkodliwego wpływu, jaki wywarła nie tylko na jego własną aksjologię, lecz przede wszystkim na system kryteriów kształtujących hierarchię polskiej sztuki.

Wróćmy jeszcze do „Mamy”. Otóż Fundację i Krytykanta łączy zaiste „rodzinne” podobieństwo. Widać to w analogii charakterystycznych gestów, które mogą wydawać się marginalne, w istocie jednak syntetycznie odzwierciedlają pewien typ myślenia. Krytykant bezwiednie odtwarza taki gest, niegdyś czujnie wychwycony i z życzliwą ironią opisany przez Rastrystów, którzy w 2000 roku zwrócili uwagę, że kiedy kuratorzy Galerii Foksal „chcą udowodnić rozmówcy wyższość swoich racji sięgają na ogół na półkę po zachodnie czasopismo lub katalog”. Dzisiaj podobny ruch wykonuje Banasiak wskazując prostodusznie na te same punkty odniesienia. On też nie ma wątpliwości, że „karty albumów Art Now (zgodzimy się, że jest to dobry probierz jakości) przeważnie zapełniają artyści bardzo dobrzy lub znakomici” (Po Morganie).

Według mnie jest to zgubne mniemanie, a gest, który je potwierdza – „fatalny” w swym niemal „mitycznym” znaczeniu. Oddaje nas bowiem we władzę odwiecznego polskiego losu. We władzę fatum skazującego rodzimą kulturę na bezmyślny i serwilistyczny okcydentalizm.

I żeby było jasne – ja rozumiem obawy Krytykanta. Też dzielę jego lęk przed zapyziałą, ciasną lokalnością. Pamiętam dobrze status quo ante – arte polo i czasy, gdy horyzont studenckich marzeń zamykała brama DAP na Mazowieckiej. Ale to wszystko się już skończyło. Dziś natomiast możemy wpaść z deszczu pod rynnę i znaleźć się w sytuacji, w której – jak pisał Brzozowski – „rzeczywiste, konkretne zadania rozwiązuje się na podstawie najrozmaitszych, czysto przypadkowych szablonów europejskich; a w zakątku duszy hoduje się obłudne usprawiedliwienie, że nasze niedołężne i niewolnicze hołdowanie europejskim doktrynom chwili nie stanowi bynajmniej dowodu przeciwko samodzielności naszej”.

Odłóżmy zatem Art Now i sięgnijmy po lekturę mniej oczywistą – właśnie po Brzozowskiego. W „Polsce zdziecinniałej” znaleźć można niejedną cenną przestrogę. Znaleźć ją może zwłaszcza Krytykant, który straszy nas Stachem Szabłowskim, a bać się powinien innego Stacha – Połanieckiego. Połaniecki bowiem jest wciąż aktualną metaforą stanu naszego ducha, który po wyprawie za granicę przestaje zadawać pytania, rzuca się w handel i zaczyna „na umór farbować perkaliki”.

Dziś, na początku nowego stulecia, polska sztuka (a zwłaszcza malarstwo - jej najbardziej „prorynkowa” gałąź) powtarza stare błędy – „nie czyta pesymistów”, „tyje w słońcu jak kapłon” i „na umór farbuje perkaliki”. Dlaczego? Bo przecież (jak powiedziałby pan Stach) „życie jest w prawach natury – czy mądrych, czy głupich, mniejsza z tym – ale jest. Żyć trzeba, więc trzeba z życia wydobyć, co się da”- sprzedawać, kupować i nie słuchać, „co noc szepce poza czterema ścianami”.

2. Krytyka rynku?

Jak twierdzi neokonserwatyzm, „upadek komunizmu raz na zawsze uniemożliwił jakąkolwiek zasadniczą krytykę kapitalizmu, czy raczej, jak teraz się zwykło mówić – wolnego rynku. (…) Świat wyobraźni zbiorowej szanuje i w pełni uznaje za wcielenie samej istoty nowoczesności wszystkie cnoty, którymi Sienkiewicz obdarzył pana Stacha Połanieckiego i które do szału doprowadzały Brzozowskiego” (D. Gawin, Sienkiewicz – nasz współczesny).

W tym kontekście zabawne jest to, że Banasiak – autor sympatyzujący z lewicową „Krytyką Polityczną” – wydaje się przynajmniej w pewnym stopniu podzielać ten pogląd. Jest wszak przekonany, że „buntu już nie ma, jest za to rynek” – bunt bowiem „został zdyskontowany przez dwa rynki - towarów i sztuki. Balon kolejnych kontestujących wystaw ulokowanych w samym sercu ideologicznego, finansowego i instytucjonalnego mainstreamu puchnie z miesiąca na miesiąc”. I dalej: „Ideologia buntu o lewicowej proweniencji przeniknęła do politycznego i kulturowego mainstreamu, zaś jego powłokę (estetyki) do granic wyeksploatował rynek” (Niemożność buntu).

W tym momencie pojawia się kluczowe pytanie: jaki jest stosunek Krytykanta do tego stanu rzeczy? Otóż jest to stosunek z jednej strony zdecydowanie afirmatywny – wystarczy przypomnieć ów nieszczęsny aksjomat: „drogie równa się dobre”. Z drugiej zaś – ambiwalentny. Krytykant wprawdzie akceptuje prawa „art worldu” (Wyczerpanie, Niemożność buntu, Po Morganie), zarazem jednak dostrzega jego fałsz i pustkę (Hahaha). Niekiedy zaś snuje zgoła katastroficzne fantazje. W finale jednego z ostatnich tekstów roztacza nawet par excellence wywrotową wizję - oto „aukcje dnia na dzień zaczynają świecić pustkami, nikt nie chce kupować czegoś, co nie jest sztuką, a w sztukę tylko się bawi. W konsekwencji upada rynek sztuki, a wraz z nim art world” (Estetyka, głupcze!).

W tym miejscu należy powstrzymać się od złośliwej sugestii, że to rozdarcie między afirmacją i kontestacją; ta niestabilność osobistych poglądów, jest znamieniem niedojrzałości, którą Krytykant tak energicznie piętnuje u innych. Zamiast tego warto się zastanowić, czy ta niekonsekwencja może być objawem fundamentalnego konfliktu, w jakim pogrąża się nie tylko polska sztuka, czy polskie społeczeństwo (wahające się między modernizacyjnymi nadziejami i obawami związanymi z gospodarką rynkową), lecz współczesny świat w ogóle.

Zdaniem Finkielkrauta specyficzną cechą tego konfliktu jest to, że „przebiega przez środek nas samych”. Jesteśmy bowiem „jednocześnie obywatelami i konsumentami. To, czego chcemy jako obywatele, dezawuujemy w naszych zachowaniach jako konsumenci czy ewentualnie jako akcjonariusze. (…) Trzeba myśleć o prawdziwym pęknięciu, o tej linii podziału, która przebiega w naszym własnym wnętrzu”. (A. Finkielkraut, Prawdziwe podziały przebiegają wewnątrz nas samych). Na takim tle „pękający” Krytykant jawi się jako nader swojska figura. Wszak jego wahania w „kwestii rynkowej” są również naszymi wahaniami, a specyfika jego rozterek jest specyfiką także i naszych wątpliwości. Ambiwalentne uczucia wobec rynku łatwo zrozumieć i wybaczyć. Niewybaczalne są jednak podwójne standardy, jakie Krytykant często stosuje wobec swoich oponentów i faworytów.

W tekście Imperium Atlas kontratakuje oświadcza, że jeśli ktoś „szafuje lewicowymi wrażliwościami, jeśli uderza w masywny gong krytyki kapitalizmu” to powinien zadbać „o minimalny choćby poziom wiarygodności”. W tym kontekście odmawia jej Jarosławowi Lubiakowi. Lubiak bowiem zarzuca artystom wystawiających w galerii Atlas Sztuki bezwiedną promocję prywatnego kapitału (w tym wypadku Grupy Atlas). Tymczasem okazuje się, że on sam też go wspiera - pisząc teksty do katalogów wydawanych właśnie przez ową galerię.

Tu trzeba zadać pytanie, dlaczego Banasiak – tak pryncypialny w przypadku Lubiaka – spuszcza z tonu wobec innych, którzy z równie wątpliwą wiarygodnością „szafują lewicowymi wrażliwościami”? O kogo chodzi? O tych, co podobno patrzą na świat przez „czerwone okulary”. Na przykład o Artura Żmijewskiego, który postuluje sztukę uwalniającą od „kapitalizmu” i „konsumenckiej deprawacji” (Strumień myślących obrazów, obieg.pl, 2007). Według Krytykanta „aktywność artystyczna” Żmijewskiego posiada krytyczne „ostrze”, które „nie zostanie błyskawicznie wchłonięte przez rynek, które się w rynku nie roztopi” (Poszerzenie pola walki). W tym kontekście Krytykant kontrastuje postawy Sierry i Żmijewskiego. Pisze, że Sierra „jest o tyle radykalny, o ile nadal funkcjonuje w instytucjonalno - finansowym obiegu sztuki i świadomie zgadza się na to ograniczenie, na n i e m o c (przyjmuje postawę obserwatora, nie zaś inżyniera nowych rozwiązań). (…) Natomiast Żmijewski pozycję «niemocy» świadomie odrzuca, słusznie uważając ją za niewystarczającą – za kolejną «grę»”. O ile dobrze zrozumiałem Banasiak sugeruje, że Żmijewski nie funkcjonuje w „instytucjonalno-finansowym obiegu sztuki” i nie zgadza się na jego ograniczenia. Czyżby brak owej zgody polegał na obecności tego artysty na targach Art Basel, a „inżynieria nowych rozwiązań” na sprzedawaniu swoich prac sir Nicolasowi Serocie? Cóż, takie działania to w polskiej sztuce niewątpliwie wciąż businessowe novum. Jak jednak się mają do „minimalnego choćby poziomu wiarygodności”? (zwłaszcza tej „lewicowej” – pamiętajmy, że nie chodzi tutaj np. o Maciejowskiego, Janasa albo Ołowską – oni mogą sobie flirtować z rynkiem w poczuciu pełnej niewinności – nie przecież szafują antykapitalistyczną retoryką). W manifeście Stosowane sztuki społeczne Artur Żmijewski cytuje Wilhelma Sasnala, który mówi, ”iż ma czasem wrażenie, że jest «mendą galeryjną» – kolaboruje z systemem i pozwala mu na powielanie jego pustki”. Dodajmy do tego wzruszające wyznanie samego malarza: – „Oczywiście bardzo nie chciałbym być artystą burżuazyjnym, salonowym, a nieraz niestety tak się czuję. Przez to, że są kolekcjonerzy, że stoją za tym pieniądze. Jest to z jednej strony wygodne dla mnie, bo mogę żyć, jak chcę, bo brak pieniędzy nie jest już dla mnie problemem”. (Patrzeć na świat przez czerwone okulary, „Recykling Idei”, nr 9 [wiosna/lato 2007])

Co w tej sytuacji robić? Na pewno nie rezygnować z wygód. Tym bardziej, że nie ma takiej potrzeby – wyrozumiały Krytykant służy przecież dyspensą. Jako prawdziwy humanista zakłada bowiem, że „człowiek jest istotą ułomną i nawet jeśli w coś (np. ideę polityczną czy religijną) wierzy, nie musi wypełniać jej w stu procentach, nie musi tworzyć – jeśli jest artystą – jej i tylko jej odbicia. Może być wręcz w sprzeczności - np. deklarować się krytykiem kapitalizmu i sprzedawać niesłychanie drogie obrazy” (polemika na marginesie tekstu Siedem rodzajów złej sztuki współczesnej, czyli o obowiązkach krytyka w nowym roku [zakończenie]).

Uff! Co za ulga, że poglądy i praktyka polityczna przesuwają się dzisiaj w sferę deklaracji. Dzięki temu można na co dzień malować obrazy-bibeloty, a w niedzielę „deklarować” komunały w lewicowym salonie i mieć opinię krytycznego radykała i aktywisty. To idealny układ. Zwłaszcza jeśli ktoś podpowiada, że „że gdyby Wilhelm Sasnal chciał wystąpić w telewizyjnej debacie (…), osiągnąłby może więcej niż malując zaangażowane obrazy”. (J. Sowa, Stosowane sztuki społeczne: od symulakrum do aktywizmu [i z powrotem?], Obieg.pl).

To kontrowersyjne przypuszczenie Krytykant przerabia na aksjomat – w sposób nieznoszący sprzeciwu komunikuje, że „jeden wywiad Sasnala w «Dzienniku» daje więcej polskiej lewicy, niż dziesięć «zaangażowanych» prac” (polemika na marginesie Czarno to widzę). Muszę przyznać, że dawno nie słyszałem podobnej bzdury. A może obaj czytaliśmy zupełnie inne wywiady? Jeżeli nie, to apeluję do Krytykanta, by odpowiedział mi na pytanie, co konkretnie daje polskiej lewicy wywiad z Sasnalem opublikowany w „Dzienniku” z 02.08.2007. O ile sobie przypominam, w tym dziesięcioszpaltowym tekście znalazły się ledwie trzy zdania dotyczące problemu politycznego zaangażowania artysty. Sasnal tak mówi: „Obserwuję, co dzieje się naokoło, i angażuję się w dziedziny, które są zazwyczaj omijane przez artystów – jak np. polityka. Zajmowanie się polityką przez artystów uważane jest za coś brudnego. Nie bardzo rozumiem dlaczego” (Jestem pewien, że kultura potrzebuje takiego Sasnala, Dziennik, 02.08. 2007).

To wszystko. Trudno chyba o bardziej ogólnikowy komunikat. Konia z rzędem temu, kto z tych słów wyłowi choćby deklarację dotyczącą kwestii tak fundamentalnej, jak orientacja polityczna – nie wiemy nawet, czy Sasnal jest prawicowy czy lewicowy. Tego możemy się co najwyżej domyślać – i to na podstawie niezwykle zawoalowanych, by nie powiedzieć – mętnych wypowiedzi. Jedna z nich pojawia się wtedy, gdy artysta na pytanie – czy „dość swobodne potraktowanie wizerunku kardynała Wyszyńskiego” pozwala stwierdzić, że jego (Sasnala) sztuka „wpisuje się w nurt demitologizacji mitów narodowych i kościelnych” - odpowiada: „Tak. (…) Nie ukrywam – chociażby w kontekście dominujących obecnie tendencji – że pewne fakty historyczne darzę większym, a inne mniejszym szacunkiem. I ta pozorna nietykalność pewnych faktów czy osób pomników była impulsem. Ale nie wszystkie obrazy nawiązujące do historii powstały jako konsekwencja złych emocji”.

O jakie tendencje, fakty, osoby i pomniki chodzi artyście? Tego niestety nie wiemy. Jego przekaz jest mocno zaszyfrowany. A jego polityczna aktywność? Została chyba głęboko zakonspirowana. Nie wierzę bowiem, że ogranicza się do kilku ilustracji dla „Krytyki politycznej”. Gdyby tak było, zaryzykowałbym tezę, że polska lewica nie potrzebuje takiego Sasnala. A gdyby potrzebowała, znaczyłoby, że jest anemiczna i pozbawiona jakichkolwiek właściwości.

3. Krytyka krytyki?

Jedną z idei przewodnich Banasiaka jest metakrytyka. „Jak tlenu brakuje dyskursu o dyskursie” – stwierdza w inauguracyjnym poście (Wyczerpanie). Ów „dyskurs o dyskursie” oznacza przede wszystkim polowanie na grzechy rodzimej krytyki. Najważniejsze z nich to „relacjonizm” i „ckliwe bajanie”. Jak twierdzi Banasiak, polska krytyka „zamiast porównywać, analizować, poddawać w wątpliwość i wyciągać wnioski – relacjonuje” (Polska komedia).

Jednym z najbardziej wyszydzonych przez Krytykanta przejawów „relacjonizmu” jest recenzja Marcina Krasnego poświęcona malarstwu Igora Przybylskiego. To przypadek o tyle ciekawy, że Krasny – zdaniem Banasiaka – streszcza „ckliwe bajanie” Przybylskiego. Cóż to znaczy? W skrócie po prostu to, że przyjmuje za dobrą monetę i bezkrytycznie powtarza dyskurs artysty o samym sobie.Kluczowe toposy tego dyskursu to, według Krytykanta, „magiczność” i „niesamowitość” – konkretnie: „magia kolei”. Oto „przyczynek do twórczości zaiste imponujący - jedni lubią zachody słońca, inni kochają niezwykły czar uliczek w małych miasteczkach - a Igor Przybylski wzdycha do dworców i ciuchci. A krytyk? Krytyk podąża tropem wyznaczonym przez artystę” – ironizuje Banasiak (Z Przybylskim podróż donikąd).

Oczywiście Krytykant - niejako ex definitione – ma prawo do złośliwości. Powinien jednak uważać, żeby samemu nie stać się jej ofiarą. A właśnie coś takiego mu się przytrafia, kiedy przewrotni bogowie rzucają nań czar i ku uciesze jego ofiar zmuszają go do „relacjonizmu” i „ckliwego bajania”. Tak dzieje się w tekście Rzeczywiście, młodzi są nadrealistami. Czytając tę laudację poświęconą Ziółkowskiemu, przecieram oczy ze zdumienia. Bo oto wraca „magia” w pełnej krasie! Tym razem jednak nie zostaje wyśmiana. Przeciwnie - jest doceniona i dopieszczona. Najpierw pojawia się aprobatywny cytat z Ziółkowskiego. Malarz mówi tak: „jeśli można sobie wyobrazić, co mieści się w przysłowiowym Magicznym Kapeluszu, to tam należy szukać moich inspiracji”. Krytykant dodaje od siebie: Ziółkowski to „malarz niesamowity – dosłownie i w przenośni. Zaś w kapeluszu mieszka nostalgia, a towarzyszy jej przemijanie”. W tym miejscu ocieram łzę bo ogarnia mnie „wzruszenie nad kruchością świata tego” (skąd znamy tą cienką ironię? Ano z tekstu Banasiaka o „ckliwym bajaniu” Przybylskiego).

Najbardziej jednak wzrusza mnie srogi krytyk – zwłaszcza, gdy niespodziewanie ujawnia ludzkie oblicze pochylając się z czułością nad „Magicznym Kapeluszem”. Okazuje się, że ów krytyk ma nie tylko głowę, lecz także i serce! I właśnie to serce dyktuje mu tekst. Ów tekst zaś to typowa „mowa-trawa”. Pajączki, żuczki i muszki Ziółkowskiego czują się w niej bezpiecznie. A jednak wśród źdźbeł pojawia się mały problem – otóż ten dyskurs to „relacjonizm” w czystej postaci!

Ulegając skłonnościom do pedanterii, obliczyłem, że ze stu trzydziestu czterech wersów poświęconych Ziółkowskiemu, sto siedemnaście to klasyczne opisywactwo technologii i motywów malarskich. Tak więc Krytykant „zamiast porównywać, analizować, poddawać w wątpliwość i wyciągać wnioski – relacjonuje”. I nawet nie próbuje umieścić Ziółkowskiego w szerszym kontekście. A przecież mógłby przywołać jakieś konkretne odniesienia – tym bardziej, że zrobili to już za niego kuratorzy z galerii Zwirner & Wirth pokazując naszego malarza min. obok Breughla i Cranacha. Oprócz tego Banasiak – jako bądź co bądź zdolny młodzieniec - mógłby też sam coś wymyślić – choćby zapytać o kontekst lokalny; o polskie malarstwo przełomu lat czterdziestych i pięćdzisiątych; np. o Jaremiankę, Mikulskiego, Brzozowskiego, Jonasza Sterna, Ernę Rosenstein, czy o surrealizujące gwasze Wróblewskiego. Mógłby, lecz najwyraźniej nie może. Dlaczego? Co mu się stało? Ot, jakieś fatum skazało go na „relacjonizm” – czyżby w ramach kary za oskarżanie innych o własne grzechy? Jeśli tak, to przyznajmy, że byłby to nader szyderczy morał krytycznej komedii.

4. Krytyka sztuki – „na pierwszy rzut oka”?

Krytykant – prócz rozliczania innych za własne grzechy – popełnia jeszcze jeden błąd. Pozuje na chirurga a często działa jak pałkarz, który nie panuje nad własnym kijem. Jakże łatwo mu go odebrać i popieścić nim tych, których tak bardzo hołubi. Trudno mi opanować nikczemny chichot, gdy słyszę, jak Banasiak aprobatywnie przywołuje opinię Libery, że „sztuka odrabiająca lekcje za socjologów i komentatorów politycznych nie jest w żadnym wypadku powodem do chluby” (Artysta jak krytyk). Oj, to niebezpieczne słowa. Co na to Artur Żmijewski i „Krytyka polityczna”?

Krytykant często (i słusznie) oskarża mainstreamowych artystów o bunt ugrzeczniony i salonowy. W polemice na marginesie tekstu Bunt Pitt twierdzi, że „jak się szafuje rewolucyjną retoryką i estetyką to dzieło (działanie artystyczne) musi być w opozycji do obecnych konwencji (norm). Inaczej bunt zamienia się w salonowy onanizm (krytyka i artysty)”. Racja! Jakże nas drażnią pozbawione ryzyka a przy tym dobrze płatne gesty pozornej kontestacji. Na przykład „banalna i kompletnie nieskuteczna krytyka amerykańskiej (konserwatywnej) polityki” – „byle przeróbka flagi, byle karykatura Busha i już (…) krytycy głaszczą artystę jak tłustego kocura” (Siedem rodzajów złej sztuki współczesnej, Artysta jak krytyk). Darujcie, ale nic nie poradzę, że tutaj od razu przypomina mi się Sasnal i jego niechęć do pewnego prezydenta. Och, te rysunki w„Przekroju” (morderczo skuteczne)! Albo Map Trap w Rastrze – czyżby tam była jakaś kukła Busha? Chyba leżała wśród śmieci. I to był błąd. Bo takiej kukły nie wolno wyrzucać. Lepiej nakłuwać ją igłami. Albo spalić i tym sposobem połączyć „skuteczność” z „magią” – zwłaszcza jeśli się wierzy w tożsamość sztuki z rzeczywistością. To byłby ciekawy projekt „antropolityczny” – „Stosowane Rytuały Społeczne”. Gdyby Althamer, Żmijewski i Sasnal połączyli swe siły, to by dopiero Bush się bał! Takie przykłady i złośliwości można by mnożyć – właściwie każdy z grzechów głównych opisanych w Siedmiu rodzajach złej sztuki dałoby się zarzucić jakiemuś artyście z Fundacyjnej freblówki.

Ale nie w tym rzecz. Koniec końców chodzi nam przecież o kwestie poznawcze. Z tego punktu widzenia bardziej korzystna od wbijania zatrutych szpil będzie rekonstrukcja sposobu, w jaki Krytykant próbuje radzić sobie z „obosiecznością” własnego dyskursu. W polemice z internautami, na zarzut, że np. Bodzianowski podpada pod kategorię „pomyślików”, a zatem jego metoda nie różni się od metody Paweli będącej negatywnym przykładem „konceptyzmu”, Krytykant odpowiada, że między Bodzianowskim i Pawelą istnieje różnica zasadnicza. Jest to różnica „niuansów”, które sprawiają, że akcje Bodzianowskiego są dobre, a Paweli złe.

No właśnie! W tym miejscu dotarliśmy do podstawowych kategorii Krytykanckiej aksjologii. Te kategorie to sztuka „dobra” i „zła”. W tym kontekście cel Banasiaka wydaje się jasny – to walka o „jakości”. Sprawa jest jednak skomplikowana – wszak „zła sztuka współczesna nie odróżnia się wyraźnie od dobrej, ale raczej podchwytuje jej języki i strategie.” (Siedem rodzajów złej sztuki współczesnej). Tak więc diabeł tkwi w owych „niuansach” różniących oryginał od podróbki. I tu trzeba podkreślić, że Banasiak ma zgoła piekielne kłopoty z precyzacją owych „niuansów”. Właściwie nie precyzuje ich wcale. Nie dowiadujemy się bowiem, co tak naprawdę sprawia, że „jakość” Bodzianowskiego jest „dobra”, a Paweli „zła”. Albo jaka np. zachodzi różnica między negatywnie waloryzowaną „plamą oleju silnikowego”, a – powiedzmy – kałużą Uklańskiego? Tego Krytykant nie wyjaśnia.

Posługuje się natomiast mglistą kategorią „wtórności” (co nota bene kłóci się nieco z aprobowanym przez niego programem Żmijewskiego, który w Stosowanych sztukach społecznych postuluje, by „odebrać oryginalności rolę wartościującą”). „Wtórność” jest według Krytykanta fundamentalnym probierzem „jakości”. Banasiak zżyma się, że „identyczne z twórczością znanego malarza malarstwo uchodzi za intrygujące”. Jego zdaniem analogie między Modzelewskim a Przybylskim dyskwalifikują Przybylskiego (Z Przybylskim podróż donikąd). Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego analogie między np. Tuymansem a Sasnalem wcale nie deprecjonują Sasnala? Ano dlatego, że Przybylski jest ponoć „identyczny” z Modzelewskim, natomiast Sasnal „jest raczej kapitalnym kontynuatorem pewnych rozwiązań formalnych Tuymansa; dotyczy to, dajmy na to, na oko, 1/10 rozwiązań plastycznych Sasnala i blednie przy reszcie nowatorstwa” (polemika na marginesie tekstu Dzika po studiach). To, owszem, intrygująca teza, tyle tylko, że nie udowodniona. Owe poświadczające „kapitalność” 9/10 kryje się niestety za zasłoną retoryki – Krytykant nader zazdrośnie strzeże algorytmu, który by je pozwolił obliczyć.

Argumentacja 100 utraconych kawałków miała uchwycić fenomen malarza z Tarnowa i udowodnić jego wybitność. Zamiast tego utonęła – by posłużyć się określeniem samego Banasiaka – w „mętnych cieczach” i zalała „niezidentyfikowane obiekty” analizowanej sztuki gołosłowiem. Gołosłowne i irytująco niekonkretne są bowiem zapewnienia, że poetyka Sasnala owocuje „takim ujęciem rzeczywistości, o jakie nie pokusił się nikt wcześniej”. Czy naprawdę nikt przed Sasnalem nie namalował „cienia”, „planet”, „geometrycznych planów i rzutów”, „cyfr”, „majaczących w ciemnościach dużych płócien świateł” albo „wyabstrahowanych z kontekstów napisów”? Czyżby rzeczywiście Sasnal zrobił to wówczas, „kiedy nikt nie lokował malarskich inspiracji na podobnych obszarach”?

Kiedy Banasiak forsuje takie tezy nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż jego życie to była jakaś „prenatalna” drzemka, z której obudził się w 2006 i ujrzawszy, jak Sasnal odbiera nagrodę Van Gogha, uznał, że widzi pierwszego malarza na ziemi. Ale żarty na bok. Z całą powagą stawiam tezę, że zarówno „identyczność” Przybylskiego, jak „kapitalność” Sasnala pozostają nieudowodnione. Krytykant bowiem – zamiast wyliczyć te „9/10” – chciałby żebyśmy mu wierzyli na słowo. A raczej „na oko”. Chciałby, żebyśmy dali wiarę, że „jak widzi się kiepskie malarstwo, to wiadomo, że takim jest «na pierwszy rzut oka»” (polemika na marginesie Siedmiu rodzajów złej sztuki). I tutaj dotarliśmy do sedna. „Pierwszy rzut oka” mówi nam wszystko nie tyle o malarstwie, lecz raczej o Krytykancie. „Pierwszy rzut oka” to powierzchowność zamiast dogłębnej precyzji, potoczność zamiast dyskursu, widzimisię zamiast kryteriów, wreszcie – prawdziwa zmora polskiej krytyki czyli wrażeniowość zamiast prawideł rozumu.

Na to zgody być nie może. Sztuki się nie da ocenić „na pierwszy rzut oka”. A kto tak mówi? – zapyta Krytykant. „Estetyka, głupcze!” – można by odparować. Właśnie – estetyka. System filozoficznie uporządkowanych kryteriów, a nie kłębowisko sprzecznych mniemań i przesądów. Takiego systemu Banasiak nie wypracował. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że wcale nad nim nie pracuje. Jest niestety kolejnym krytykiem bez kryteriów. Stop! Spokojnie! Tu zapędziłem się za daleko. Cofam się więc o krok. Krytykant nie ma kryteriów? To za dużo powiedziane. W istocie posługuje się czymś na kształt kryteriów, ale są to „kryteria” z jednej strony nader ogólnikowe, z drugiej zaś – osobliwe, by nie powiedzieć: kuriozalne. Pisze Banasiak przy okazji polemiki na marginesie Siedmiu rodzajów złej sztuki: „Jednym z podstawowych (kryteriów – T.K.) jest formalna i intelektualna wtórność, ale to chyba oczywiste. Także np. (…) «ulokowanie» sztuki w swojej teraźniejszości”. Co dokładnie znaczy owo „ulokowanie”? Tego znowu nie wiemy. Jak w „rzeczywistości” lokuje się np. Ziółkowski? Jako „nadrealista”? Być może, ale jak w związku z tym Banasiak definiuje „realizm”? I czym wobec tego jest „nadrealizm” – o ile ma być czymś więcej niż tylko stemplem powierzchownie znaczącym metrykalną zmianę pokoleniową? Ścisłych odpowiedzi na te pytania szukamy u Krytykanta na próżno. Zamiast nich znajdujemy szablonowe etykiety albo definicyjne nieporozumienia. „Realista” to według Banasiaka ktoś, kto ma predylekcję do „mimetyzmu”. Problem polega jednak na tym, że Krytykant nadaje pojęciu mimetyzmu tak szeroki zakres, że pojęcie to właściwie traci swoją przydatność. Jeśli „naśladowaniem rzeczywistości” jest „ekstrakt poezji wydestylowany z codzienności” (Rzeczywiście, młodzi są nadrealistami), to „realistą” jest także… Ziółkowski. Wszak jego „magiczny kapelusz” nie leży na księżycu, lecz można go znaleźć „pod stołem”. A przecież artysta ten deklaruje „wstręt do mimetyzmu”. Z tego galimatiasu da się wyłuskać tylko jedno – „nadrealista” to nade wszystko ktoś z Roztocza. Cóż, dobre i to.

Teraz powróćmy raz jeszcze do „wtórności”. Wbrew temu co napisałem wcześniej (pozwalając sobie na jakże dziś skompromitowany „skrót myślowy”), kategoria „wtórności” nie jest w tekstach Krytykanta aż tak mglista, jak by się mogło wydawać. Rzecz się zaczyna stosunkowo niewinnie. „Wtórność” zostaje skontrastowana z „wybitnością”. W Siedmiu rodzajach złej sztuki Krytykant pisze, że „tym, co przede wszystkim wyróżnia realizacje wybitne, jest ich naturalność (podkr. – T.K.), brak wyrachowania, a przede wszystkim -– to, że są efektem kompatybilnego namysłu nad sztuką jako taką. To także konsekwencja, koherencja danej poetyki, nie zaś zbiór oderwanych od siebie pomysłów (…) Po prostu nie są strategią, ale immanentnym elementem życia artysty”. Za to śmiało określa artystę „naturalnego”. To ktoś, kto „maluje, jak jabłoń rodzi jabłka”, albo pisze tak, „jak dziecko wypróżnia się pod krzakiem”. W skrócie – to ktoś „instynktowny” (Tęsknota za intuicją).

Oj, niedobrze. Najpierw był sensualizm „pierwszego rzutu oka”, potem naturalizm, a w końcu biologiczny wręcz witalizm sztuki instynktownej. Stąd już tylko krok do „hodowli”, mistyki ziemi i krwi, albo do typów psychofizycznych. Słowem – najczarniejsza reakcja. Nie wiem jak wy, ale ja piszę donos do „Krytyki politycznej”, że Krytykant wywołuje konserwatywne demony!

Podsumowanie – sapere aude!

Ostatnio teksty Krytykanta tak ocenił jeden z internautów – „masę w nich niespójności, sprzeczności, naciąganych faktów, błędów w założeniach, braku konsekwencji w rozumowaniu. Natomiast wnioski, które (…) wyciąga na tej podstawie, przedstawia (…) jak jakąś prawdę obiektywną, a nie własne przemyślenia, wypływające z kiepskich przesłanek przy użyciu słabej metodologii” (polemika na marginesie tekstu Nasi najlepsi).

W moim przekonaniu podstawowa słabość Banasiaka to – oprócz wyżej wymienionych – oskarżanie innych o własne grzechy. Skutkiem tej słabości jest „obosieczność” dyskursu, który można bez trudu wykorzystać przeciw autorowi albo zredukować do absurdu. Wynika to z faktu, że teksty Krytykanta są niesłychanie retoryczne – za dużo w nich trików erystycznych, a za mało merytorycznych konkretów. Erystyka zaś to kij, który miewa dwa końce – przy odrobinie zręczności łatwo go wyrwać szermierzowi i wygarbować mu skórę własnym narzędziem. To jednak kwestia drugorzędna. Zasadniczy kłopot z Krytykantem polega bowiem na tym, że stosuje on podwójne standardy. Ewidentnie faworyzuje artystów FGF nie dostrzegając problemów, jakie mają z tożsamością i wiarygodnością. Tym samym nie realizuje postulatu, który sformułował w Potrzebie pamfletu: – „Trzeba cucić młodych, a o starszych pisać bez jedwabnych rękawiczek”. Nadmierna wyrozumiałość wobec artystycznych prominentów to efekt błędnego koła. Niesprecyzowane kryteria estetyczne powodują, że oceny Krytykanta w istocie zdeterminowane są przez mechanizmy ekonomiczne („drogie równa się dobre”). To sprawia, że wciąż kręci się w zaklętym kręgu wokół nienaruszalnego (w jego mniemaniu) centum – wokół Fundacji Galerii Foksal.

Kłopot z Fundacją polega zaś min. na tym, że galeria ta wyjątkowo skutecznie (np. wykorzystując Żmijewskiego i Sasnala) zakłamuje kategorię „polityczności”. Sytuację tę trafnie zdiagnozowała Ewa Majewska pisząc, że „posługiwanie się pojęciem «polityczności» pełni dziś w Polsce rolę, którą można by (…) interpretować w kategoriach listka figowego. Pojęcie «tego, co polityczne» przysłania wstydliwy aspekt sztuki i kultury w ogóle, który polega (…) na tym, że sztuka stała się, jak wszystko inne, sprawą przede wszystkim rynkową, i to rynek - nastawienie produkcji kulturalnej na generowanie zysku przede wszystkim - dyktuje jej podstawowe prawa oraz na najbardziej ogólnym poziomie określa jej sytuację” (E. Majewska, Niebezpieczne związki sztuki i ekonomii politycznej, Obieg.pl

Krytykant ma kłopoty z oceną z tej sytuacji i dlatego wciąż bezkrytycznie grawituje ku „Mamie”, skazany na permanentną niesamodzielność. W tym kontekście „głębokie cięcie”, którego się domaga, powinno być przede wszystkim przecięciem pępowiny. To jednak będzie niemożliwe dopóki Banasiak nie zrewiduje podstawowego założenia swego projektu krytycznego. Tym założeniem jest „jakość”. Krytyka „jakości” powinna zostać zastąpiona, a przynajmniej skorygowana przez krytykę „paradygmatu”. Dlaczego? Dlatego, że „jakość” to dzisiaj pułapka.

Nie mam wątpliwości, że artyści Fundacji produkują (przynajmniej czasami) „jakości” na wysokim poziomie. Z jednym wszak zastrzeżeniem – są w stanie dostarczać „dobrą” sztukę, ale tylko w obrębie pewnego paradygmatu. Cóż to za paradygmat? Otóż jest to model sztuki, która w elegancki, powierzchowny i bezproblemowy sposób dostosowuje rozmaite estetyki awangardowe do aktualnych wymagań rynku. Tak więc Sasnal modyfikuje (Tuymansowe) malarstwo, które przetrwało prokonceptualne lata dziewięćdziesiąte, Ziółkowski i Janas komercjalizują surrealizm i surrealizujący abstrakcjonizm z lat pięćdziesiątych, Sosnowska przekształca minimalizm w monstrualny bibelot, a Żmijewski usiłuje prześliznąć się ze sztuką krytyczną między Scyllą rynku i Charybdą (poprawnej) polityczności. Ta sztuka bywa „dobra”, a już na pewno jest atrakcyjna. Nie zmienia jednak żadnego kanonu ponieważ w kanony wpisuje się niejako programowo – tylko dzięki temu może odnieść szybki sukces prestiżowy i komercyjny. Jej taktyka to mimikra. Czy jednak mimikra jest w stanie zagwarantować przywilej najwyższy – przywilej niezależności intelektualnej i estetycznej? Nie sądzę. Mimikra gwarantuje jedynie (darujcie mi parodię Żmijewskiego) „autonomię kontrolowaną”. Jest to autonomia „pod-projektanta”, który może co najwyżej modyfikować aktualne wzory nadając im nieco lokalnego kolorytu.

Sztuka „pod-projektantów” nie jest w stanie, a przede wszystkim nie chce zmienić paradygmatu – wszak jest on opłacalny dla Fundacyjnych artystów i kuratorów. Na dłuższą metę jest jednak nieopłacalny dla polskiej sztuki. Serwilizm intelektualny i estetyczny – w tym przypadku okcydentalizm idący po najmniejszej linii oporu – to w perspektywie strategicznej samobójstwo. W tej sytuacji „nowe jakości” nam już nie wystarczą – teraz potrzebujemy nowych paradygmatów. W tym kontekście projekt krytyczny Banasiaka wydaje się przede wszystkim kosmetyką. Zamiast „ryzykownej operacji” proponuje powierzchowny „lifting” – bezskutecznie próbuje konformistycznym artystom Fundacji nadać nowe oblicze politycznie bezkompromisowych nowatorów. Dziś w jednym zgadzam się z Krytykantem. Bez względu na to, jak oceniamy działalność oraz sukcesy Rastra i FGF, jasne jest, że „to se ne vrati”. Co więcej, to nie powinno wrócić – ani poetyka, ani styl pracy. Musimy wypracować inne modele.

To jednak będzie trudne jeśli poprzestaniemy na konserwacji status quo. A immunitet krytyczny dla Fundacji właśnie taką konserwację oznacza. Na planie artystycznym i intelektualnym ów immunitet wiąże się z pozwoleniem na dalszą eksploatację modernizmów w skomercjalizowanej i politycznie poprawnej formie. Eksploatację jałową i petryfikującą. Ja takiej eksploatacji nie chcę. Tym bardziej, że – jak mnie poucza Krytykant – „dziś najbardziej wywrotowa myśl jest reakcyjna”.

W tej sytuacji kieruję do niego te oto słowa „reakcyjnego” klasyka: „To bardzo wygodne być niepełnoletnim. Jeśli posiadam książkę, która zastępuje mi rozum, opiekuna duchowego, który zamiast mnie posiada sumienie, lekarza, który zamiast mnie ustala moją dietę itd., itd. Nie muszę sam o nic się troszczyć. Nie potrzebuję myśleć, (…) o to troszczą się już (…) opiekunowie, którzy łaskawie podjęli się trudów nadzorowania”. I dalej: „niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem!”

Ćwiartka dla Kozaka, czyli jaki tam kozak

Przebrnęli Państwo? Świetnie. Zabawne? Miejscami. Sensowne? Mniej. Zanim jednak przejdę do meritum, kilka słów wstępu.

Otóż ktoś mógłby zapytać, dlaczego ten komentarz w wersji max – komentarz gargantuiczny – w ogóle figuruje w tym miejscu, a nie w miejscu przeznaczonym na komentarze. Odpowiadam. Po pierwsze dlatego, że sam fakt podjęcia polemiki uważam za wartościowy, a po drugie – ponieważ zaproponowałem Tomkowi Kozakowi, że udostępnię mu to dokładnie miejsce. Zaproponowałem Tomkowi Kozakowi tę właśnie – a nie tylko komentarzy – przestrzeń, aby na spokojnie przedstawił On swój punkt widzenia i za jego sprawą ustosunkował się do przewijających się w moich tekstach diagnoz i tez – a nie: by serwował mnie i innym komentarz w wersji max; komentarz gargantuiczny. Innymi słowy, miałem nadzieję na starcie idei, a nie kolejne podnoszenie kwestii „mamy” i „taty”; miałem nadzieję na polemikę, a nie męczące prostowanie retorycznych wygibasów, niedomówień, przeinaczeń, etc (o czym szczegółowo niżej).

Że Kozak ma barwna frazę, to już zdążyliśmy się przekonać (że morduje ją często nadmiarem słów – także). Nie o frazę jednak tu idzie, a o treści – i argumenty. Czy z moich tekstów trudno jest wytrącić – nie wiem – powiedzmy pięć „filarów”: moich czytelnych propozycji odnośnie krytyki i sztuki? Przejrzałem je i uważam, że nie – nie jest to trudne.

Cóż w istocie zaprezentował Kozak? Łagodnie mówiąc, rozwiązanie karkołomne: wziął na warsztat gros moich tekstów z mediów wszelakich, gdzie skrajności wyznaczają sążnisty esej o Żmijewskim i felieton w „Art & Business”. Nie był łaskaw ich poróżnić. Jednak to broń obosieczna, bo siłą rzeczy musiał Kozak operować na pojedynczych, wyrwanych z kontekstu, stylu, atmosfery i generalnej wymowy danego artykułu cytatach. Ile stron mu wyszło, wie najlepiej czytelnik, który zmęczonymi oczyma wodzi właśnie po tym tekście – a mogłoby wyjść mu przecież więcej. I chyba tylko On ma to za szatańsko cwaną polemiczną metodę. Tu szybko podpowiem: lepsza jest metoda odwrotna. Należy wziąć znamienny tekst danego autora i wypunktować na jego przykładzie słabości myśli delikwenta i te cechy konstytutywne jego stylu, które mamy za ułomne; posłużyć się tekstem, jak soczewką.

Poza wszystkim tekst Kozaka zbudowany jest na prostych – by nie rzec: prostackich – binarnościach; to jałowe intelektualnie etykietowanie. Muszę przyznać, że ja de facto nie wiem o co chodzi Kozakowi – ja nie rozumiem Jego języka: ten z tym, a jak nie to z tamtym i w tedy dzieje się to (właśnie dlatego!), a nie o tamto, etc. Tekst, który był uprzejmy popełnić Kozak nie jest negocjowaniem wiedzy – dokładnie tak samo, jak dominujący w Polsce model krytyki jest permanentnym marazmem. Powtórzę: w mojej opinii Kozak nie chce – lub nie potrafi – wydobyć z moich tekstów jasnych stanowisk, zacytować ich i podjąć polemiki. Potrafi natomiast skakać z kwiatka na kwiatek i budować polemikę na żarcikach, z których sam najwyraźniej się podśmiewa i które sam sobie serwuje. I tak rzecz jasna można obalić/ wynieść pod niebiosa wszystko.

Co więcej: mam poważne wątpliwości czy Szanownych Czytelników interesuje jeszcze tekst, w którym ktoś zarzuca mi zależność od wiadomych galerii – i tekst, w którym ja piszę, że nie, absolutnie, nic takiego nie ma miejsca. I, powiem szczerze, mnie też takie teksty nie interesują. Oczywiście: myśli Kozaka wypuszczają czasem kiełki. Oczywiście: czasem Kozak uderza ładnie, a czasem celnie. Oczywiście: uśmiechniemy się nieraz pod nosem czytając Kozakowy tekst. Tylko, żeby precyzyjnie Mu odpowiedzieć musiałbym – trawestując Tuwima – napisać stron nie 17, a 117: omówić każdy tekst, do którego się odnosi, wskazywać na jego gatunek i wynikające stąd zależności, streszczać własne słowa, prostować powyginane przez Niego sensy, obszernie cytować samego siebie... Naprawdę – wystarczyło wypunktować moje propozycje i się do nich konstruktywnie odnieść.

Monstrualny wyziew Kozakowych przemyśleń nałożył się na moje polemiczne przesilenie. Wybaczą więc Państwo, ale ograniczę się do 25 punktów i formy cokolwiek skrótowej. To i tak dużo, zważywszy, że w paru miejscach Kozak dotarł na tak niebotyczny pułap absurdu, że ja już nie wiem, czy On naprawdę wierzy w to, co wypisuje, czy tylko usiłuje zrobić ze mnie idiotę.

1.

[Krytykant to] Autor, który, jak można przypuszczać, za herolda nowej krytyki uważa samego siebie.

Zbędne kpiny, nie wypieram się. Tak, stawiam się w opozycji do krytyki, którą wielokrotnie starałem się definiować; co zatem logiczne, próbuję pisać inaczej, niż jej prominenci – też o tym wielokrotnie wspominałem. Szkoda, że Kozak nie ogniskuje się na tych zagadnieniach, bo to właśnie one są tu istotą.

2.

Podsumujmy wstęp. Kozak wymienia w nim nośne cytaty z felietonów bądź metafory, które z pewnością nie były istotą moich tekstów o krytyce. Szkoda, że nie znalazł w nich jasnych deklaracji i ich uzasadnień.

3.

Kozak cytuje:

Fundacja Galerii Foksal i Raster są dziś jednymi polskimi pierwszoligowymi graczami nie dlatego, że mieli szczęście, czy uprawiali godny pożałowania koniunkturalizm. Po prostu - FGF i Raster mają bezcenny w tym - galerzysty - fachu dar wskazywania artystów, którzy posiadają to coś”.

I pisze: W związku z tym Krytykant umieszcza na blogu linki do swoich „rodziców”. FGF nazywa „Mamą”, Rastra zaś – „Tatą”.

Znamienna dla Kozaka konstrukcja logiczna – widzi związek tam, gdzie chce widzieć, a nie tam, że wie, iż on występuje. Nie, nie dlatego umieściłem te linki. Ale ja już o tym mówiłem. Ileż to razy...

4.

Krytykant zazwyczaj nie podejmuje merytorycznej dyskusji z podobnymi [dotyczącymi „mamy” i „taty”] zarzutami.

Nieprawda. Robiłem to nazbyt wiele razy. Włączając to Kozaka.

5.

Tym sposobem [chodzi o moją negatywną opinię odnośnie 4 z 5 (sic!) omawianych przedsięwzięć Rastra] „Tata” nie jest już „poza dyskusją”.

Nieprawda. Po prostu Kozakowi trudno pojąć, że żadna galeria nie była tu „poza dyskusją”. Tłumaczyłem to dziesiątki razy – także Jemu. Ale Kozak pisze: „kilka takich recenzji nie wystarczy, by wybić się na samodzielność”. Kilka, czyli – 4 z 5. I cóż tu począć, skoro sprawa wydaje się przesądzona? Kozak zadekretował – i rzeczywistość nagięła się do tez Kozaka.

6.

W moim przekonaniu kłopot z Rastrem nie polega na tym, że kiedyś była to galeria świeża i niebanalna, a teraz grzęźnie w rutynie. [wybicie się na samodzielność] oznacza dziś przede wszystkim intelektualną niezależność od skrajnie skomercjalizowanego status quo. Czyli od czego? – zapyta Krytykant – Czym jest to status quo?

Ten fragment warto podkreślić, bo to właśnie w nim Kozak zaczyna dyskutować z samym sobą, a nie z moimi tezami. Czyli: nie mówi On, dlaczego mój sąd o Rastrze jest błędny (jeśli jest), ale jak powinien wyglądać holistyczny obraz sztuki, gdzie sam fakt pochylania się nad Rastrem jest nie do pomyślenia; szkoda, że wątku tego Kozak nie rozwija (tu także zaczyna przebijać z Kozakowej polemiki jakaś odrębna wizja sztuki, której to, niestety, ostatecznie nie poznaliśmy).

Czym jest to status quo? – pyta zatem Kozak w moim imieniu – i słusznie.

Oto odpowiedź: przedstawiciele prywatnych galerii (Michał Kaczyński i Joanna Mytkowska) zasiadają w komisji nominującej do konkursu organizowanego przez Galerię Narodową [chodzi o drugie Spojrzenia]. Ta oto sytuacja poglądowo ilustruje proces komercjalizacji polskiej sceny artystycznej czyli rosnące przyzwolenie na to, by tu i teraz horyzont myślenia określali ludzie posługujący się dyskursem „sukcesów”. Ludzie fetyszyzujący świat targów, aukcji, rankingów etc.

Uff. Po kolei. Galeria Narodowa użycza tu tylko budynku i, by tak rzec, prestiżu. Organizatorem i sponsorem jest wielki bank. I ten bank może zażyczyć sobie, by w jury zasiadali tylko i wyłącznie właściciele prywatnych galerii. Tyle, że taki konkurs po jednej edycji byłby pośmiewiskiem. I tak było w omawianym tu przypadku – natomiast w tym roku sytuacja uległa zmianie. Innymi słowy: najpierw prywata, a potem opinia publiczna. To świetne wynalazki i nie ma potrzeby przy nich majstrować. Czy więc w komisji nominującej „powinni zasiadać Kaczyński i Mytkowska”? Nie – nie powinni (zakładając, że Joanna Mytkowska reprezentowała wówczas FGF). Tyle, że wizja Kozaka i tak jest niezmiernie uproszczona, bo polish art world – jak go nazywam – to byt specyficzny: nieukształtowany jeszcze w pełni, bez wyraźnego podziału ról, nie nazbyt liczny, dziurawy, młody, uczący się na błędach – i tak dalej. Więc może jednak – nic w tym złego, że zasiadali? Nie wiem, ale można o tym spokojnie porozmawiać. Ja już zresztą kiedyś o tym pisałem, a od tak wytrawnego polemisty wymagam, by przytaczał, a nie przemilczał moje wypowiedzi. No, ale to problem wielopłaszczyznowy, a Kozak lubuje się w tonach czarno-białych.

Ważne jednak, by nie umknęło nam sedno – oto Kozak ustalił w swym tekście istotny podmiot: „skrajnie skomercjalizowane status quo”. No i na marginesie – wolę dyskurs sukcesu, niż klęski (cokolwiek miałoby to w Kozakowym słowniku znaczyć).

I dalej:

Trzeba pamiętać, że dyskurs ten – dyskurs „kariery” – spopularyzował właśnie Raster i to on jest odpowiedzialny za to, że dzisiaj Krytykant może bezrefleksyjnie powtarzać: „drogie równa się dobre” (Po Morganie). Ta niedorzeczność – zarówno ekonomiczna jak intelektualna – jest dla młodego krytyka niepodważalną oczywistością.

Według mnie Raster spopularyzował multum ważniejszych rzeczy, niż „dyskurs kariery”. Multum. Ale jeśli ktoś tego nie widzi, to znaczy, że najwyraźniej nie chce zobaczyć (bo, że za mało lotny – nie śmiem sugerować) – więc próżne moje starania. Co do „drogie równa się dobre”. Kozak nie raczy niuansować moich wypowiedzi, więc ku jego uciesze potrzymam swój sąd – tak, Caravaggio był drogi, a rzemieślnik z przeciętnego cechu – tani. Oraz – tak, czasem cena pojawia się dużo za późno (z perspektywy artysty, rzec jasna), ale w wypadku wybitnej sztuki zawsze jest ona niepomiernie wyższa od przeciętniactwa. To może się wykrystalizować nie od razu, jednak krystalizuje się zawsze. I będzie tak, dopóty będzie istniał kapitalizm. Jeśli zna Kozak jakiegoś taniego wybitnego twórcę – czekam.

7.

Banasiak waloryzuje tę zmianę [wyłożoną w powyższym cytatach] pozytywnie.

Jaką zmianę? Ja NIE podzielam powyższej opinii Kozaka – że zaszła jakaś zmiana na gorsze. Nie mam więc czego waloryzować. No, ale Kozak zaczął dyskutować już z samym sobą, nie przeszkadzajmy więc.

8.

Wróćmy jeszcze do „Mamy”. Otóż Fundację i Krytykanta łączy zaiste „rodzinne” podobieństwo. Widać to w analogii charakterystycznych gestów, które mogą wydawać się marginalne, w istocie jednak syntetycznie odzwierciedlają pewien typ myślenia.

Skoro chce Kozak wracać – wrócić muszę i ja... Ale: „odzwierciedlają syntetycznie”, czy może w umysłach niektórych – odzwierciedlają paranoicznie? (tu Kozak przechodzi moje najśmielsze oczekiwania, ale, jak zaraz zobaczymy, wszystko jeszcze przed nami).

9.

Krytykant bezwiednie odtwarza jeden z tych gestów, niegdyś czujnie wychwycony i z życzliwą ironią opisany przez Rastrystów, którzy w 2000 roku zwrócili uwagę, że kiedy kuratorzy Galerii Foksal „chcą udowodnić rozmówcy wyższość swoich racji sięgają na ogół na półkę po zachodnie czasopismo lub katalog”.

Otóż to – „z życzliwą ironią”. To żarcik, może przytyk – ale nic więcej. Błahostka, o której pamiętać by mogli tylko zacietrzewieni i zapiekli... Kozak chce wieszać się na tej wiotkiej gałązce i dowodzić rzeczy niestworzonych – jego sprawa, ale szybko spadnie. Zamiast buszować po archiwach i stawiać kosmiczne tezy (nigdy nic takiego nie mówiłem, nigdy nic takiego nie posłużyło mi za argument), niech Kozak zbliży się do moich deklaracji i ich uzasadnień.

10.

Banasiak nie ma wątpliwości, że „karty albumów <Art Now> (zgodzimy się, że jest to dobry probierz jakości) przeważnie zapełniają artyści bardzo dobrzy lub znakomici” (Po Morganie).

To oczywiście pewien skrót, ale Kozak postanowił odnosić się do moich skrótów, a nie realnych propozycji – więc się nie wypieram.

Czy mam więc wątpliwości odnośnie tego tytułu? Nie mam. A Kozak miał rzecz w ręku, czy tylko czepia się powodowany automatyzmem? Przypomnę może śmietankę składu „Art Now”:

Matthew Barney, Maurizio Cattelan, John Currin, Tacita Dean, Thomas Demand, Rineke Dijkstra, Douglas Gordon, Andreas Gursky, Thomas Hirschhorn, Damien Hirst, Mike Kelley, Martin Kippenberger, Jeff Koons, Sharon Lockhart, Won Ju Lim, Paul McCarthy, Mariko Mori, Sarah Morris, Vik Muniz, Takashi Murakami, Shirin Neshat, Albert Oehlen, Chris Ofili, Gabriel Orozco, Jorge Pardo, Elizabeth Peyton, Thomas Ruff, Cindy Sherman, Thomas Struth, Wolfgang Tillmans, Rirkrit Tiravanija, Luc Tuymans, Jeff Wall, and Andrea Zittel.

Owszem – moim zdaniem to twórcy bardzo dobrzy lub znakomici. Ale dla purysty Kozaka dodam: istotnie, jest tam trochę zapchajdziur. Jak wszędzie poza monografiami.

11.

Według mnie jest to zgubne mniemanie, a gest, który je potwierdza – „fatalny” w swym niemal „mitycznym” znaczeniu. Oddaje nas bowiem we władzę odwiecznego polskiego losu. We władzę fatum skazującego rodzimą kulturę na bezmyślny i serwilistyczny okcydentalizm.

To wnioski Kozakowych rojeń odnośnie wartości mierzonych (rzekomo) tylko pieniądzem i moich (rzekomych) uwikłań w wiadome (Kozak nie pozwoli nam o nich zapomnieć) galerie. Ależ to są wnioski! Znowu wyziera z nich jakiś koncept Kozaka, którym poprzetykał On swój tekst. Koncept, którego możemy się tylko domyślać, ale który, jak teraz widzimy, ma swoje istotne ogniwo w anegdocie o FGF i albumach.

Jednak ja się słów o „Art Now” nie wypieram, jednak boję się pomyśleć o tej skromnej wypowiedzi jako o geście o fundamentalnym dla mojego pisania znaczeniu.

12.

Koniec tego wątku wieńczy Kozak cytatem z Brzozowskiego, który ma, jak rozumiem, wskazywać na moje hołdowanie europejskim doktrynom chwili.

Kolejne, nazwijmy rzecz łagodnie, nadużycie. Po pierwsze: zawsze byłem zwolennikiem tezy, że aby coś mogło być globalne, najpierw musi być lokalne. Jeśli to nie wybrzmiało – to niech wybrzmi teraz. Znowu: Kozak chce przekazać nam jakiś swój koncept – interesujący być może – i wikła w to mnie. Tyle, że przy okazji intelektualnie się kompromituje, bo swoje tezy opiera na strzępach wyjętych z kontekstu miejsca i czasu.

I ta gigantomania! Tu ja, a tu europejskie doktryny... Bez przesady...

Zaiste, ma Kozak ciśnienie na artykulację swoich przemyśleń – polecam założyć bloga.

13.

Krytykant straszy nas Stachem Szabłowski.

Nieprawda. Nie straszę. Zająłem odmienne on Niego stanowisko. To wszystko. Ale – Kozak lubi rysować swoje tezy grubą kredką. I zamiast napisać, dlaczego „straszę” (zreferować moje tezy) i dlaczego jest to niesłuszne (zaprezentować własne zapatrywanie na krytykę) – gubi kolejny potencjalny argument.

14.

Banasiak – autor sympatyzujący z lewicową „Krytyką Polityczną”.

Jerzy Pilch kiedyś sympatyzował z „Tygodnikiem Powszechnym”, a więc z myślą katolicką. Następnie sympatyzował z „Polityką”, obecnie sympatyzuje z Axel Springer, a kiedy wygłaszał laudację na część Marii Janion w siedzibie Agory – sympatyzował z „Gazetą Wyborczą”. Ale przede wszystkim sympatyzuje on z koncernem Bertelsmann Media, nawiasem mówiąc – niemieckim.

Banasiak – autor sympatyzujący”: jakże symptomatyczna to dla Kozakowego myślenia fraza (wszak podnosi On głównie etykiety)! Niemniej ugaszę pragnienie Kozaka – pragnienie odpowiedzi precyzyjnych jak praktyka księgowego. Otóż tak, każdą radykalną korektę (z anihilacją włącznie) kapitalizmu uważam za niemożliwą. Można natomiast szukać luk i próbować negocjować ustępstwa. Polecam Kozakowi odbierać propozycję „Krytyki Politycznej” na niższych nieco, niż apokaliptyczny rejestrach.

15.

W tym momencie pojawia się kluczowe pytanie: jaki jest stosunek Krytykanta do tego stanu rzeczy? Otóż jest to stosunek z jednej strony zdecydowanie afirmatywny – wystarczy przypomnieć ów nieszczęsny aksjomat: „drogie równa się dobre”. Z drugiej zaś – ambiwalentny. Krytykant wprawdzie akceptuje prawa „art worldu” („Wyczerpanie”, „Niemożność buntu”, „Po Morganie”), zarazem jednak dostrzega jego fałsz i pustkę („Hahaha”).

Stosunek – do jakiego stanu rzeczy? Tego, który widzi Kozak, czyli stanu rzecz, gdzie duży bank nie może dobrać sobie jury czy stanu rzeczy, w którym durnie źle oceniają „Art Now” i kolaborują z galeriami? Otóż ja widzę zupełnie – rzekłbym: dokumentnie – inny stan rzeczy. Nie wiem natomiast, co o mojej diagnozie „stanu rzeczy” myśli Kozak.

Odnośnie tekstu o For the Love of God („Hahaha”) – Kozak go nie zrozumiał albo nie chciał zrozumieć. W skrócie – nie krytykuję w nim rynku, tylko nieudolnych rynku krytyków; stanu, w którym aby skrytykować rynek trzeba się nieźle nagimnastykować.

W finale jednego z ostatnich tekstów roztacza nawet par excellence wywrotową wizję - oto „aukcje dnia na dzień zaczynają świecić pustkami, nikt nie chce kupować czegoś, co nie jest sztuką, a w sztukę tylko się bawi. W konsekwencji upada rynek sztuki, a wraz z nim art world” („Estetyka, głupcze!”).

Kozak nie zrozumiał tego ustępu bądź ja wyraziłem się nieprecyzyjnie. Za dużo by pisać, odsyłam do źródeł.

16.

W tym miejscu należy powstrzymać się od złośliwej sugestii, że to rozdarcie między afirmacją i kontestacją; ta niestabilność osobistych poglądów, jest znamieniem niedojrzałości, którą Krytykant tak energicznie piętnuje u innych.

Kozak najpierw zdefiniował ostatnią dekadę na podstawie składu jury Spojrzeń i domniemanego „dyskursu sukcesu”. Następnie nawet nie błędnie odczytał moje teksty, co przetransponował na nie swoje wizje, tezy, bolączki i roszczenia – a następnie wskazał, że moje nie przystaje do Jego i zadecydował, że to niekonsekwentne i niedojrzałe. Dla mnie bomba.

I to „rozdarcie” – naprawdę: dość łatwo wyłuskać z moich tekstów jednoznaczną opinię na temat uwikłania sztuki w rynek.

17.

Wszak wahania [Krytykanta] w „kwestii rynkowej” są również naszymi wahaniami, a specyfika jego rozterek jest specyfiką także i naszych wątpliwości. Ambiwalentne uczucia wobec rynku łatwo zrozumieć i wybaczyć. Niewybaczalne są jednak podwójne standardy, jakie Krytykant często stosuje wobec swoich oponentów i faworytów.

Jakie znowu moje? Kozaka raczej. I skąd ambiwalencja? Ja nie mam na tym polu wahań. Moje stanowisko jest najzupełniej jasne. Wystarczy tylko chcieć je dostrzec. Natomiast wraz z „podwójnymi standardami” przeskakujemy na wyższy lewel Kozakowej logiki. Gdzie? W stosunku do kogo? Co ma do tego rynek? Przykłady? Może dostrzeże w końcu Kozak, że ja w swoich tekstach używam argumentów – że nie ma tam licznika potencjalnych cen danej pracy; i że można z tymi argumentami polemizować.

18.

O ile dobrze zrozumiałem Banasiak sugeruje, że Żmijewski nie funkcjonuje w „instytucjonalno-finansowym obiegu sztuki” i nie zgadza się na jego ograniczenia [tyczy to mojego tekstu o „Stosowanych Sztukach Społecznych”].

Źle Kozak zrozumiał. Co nie przeszkadza w dalszym budowaniu swojej teorii – bo przecież nie polemiki z moimi. Znowu: odsyłam do źródeł. Powiem jedynie, że nie wszystko na tym świecie jest czarno-białe. I tak na przykład, gdyby Kozak dostrzegł w tekście o Żmijewskim moje tezy, a nie tylko nieobecność swoich, pojąłby może, że propozycja Żmijewskiego jest godna uwagi choćby z tego powodu, że dostrzega ów artysta „niemożność buntu” i próbuje jakoś wyjść z tej sytuacji; że próbuje wyjść z zaklętego kręgu kwadratury koła, jaką jest tercet bunt – rynek – sztuka, a tym samym przekracza intelektualną siermięgę polskiego myślenia o sztuce. I sam fakt tej konstatacji jest wartościowy, godny uznania. Jednocześnie próby Żmijewskiego mogą być dyskusyjne – ale to nie wyklucza pierwszego. To naprawdę jest w tym tekście – nie ma natomiast tego, co zobaczył Kozak. Zaczynam obawiać się, że wszędzie widzi On jedno i to samo...

Podsumujmy od razu cały obszerny fragment, w którym Kozak tropi nieprawomocności w postępowaniu Żmijewskiego, Sasnala i – zakładam – moim. Co do kapitalizmu – patrz wyżej; mam nadzieję, że już się wytłumaczyłem. Co do owej niesłychanej i na pewno wysoce podejrzanej „sprzeczności”: otóż jeśli artysta tworzy dzieła wybitne, a przy tym zdarza mu się pleść bzdurki – to w niczym mi to nie przeszkadza. Artysta w moim odczuciu nie musi być inteligentny, może wręcz nie znać się na sztuce (pisałem o tym, jak zresztą o większości poruszonych tu wątków, w polemice z Kozakiem pod jednym z postów – i to nie tym ostatnim). Śmieszność pojawia się, gdy jest marny i szafuje hasłami godnymi Lenina. Gdy zaś jest wielki – śmieszność darujemy. Ot, cała tajemnica. Nie ma co ironizować – to dość proste. A dla Kozaka – kolejny zez w Jego binarnej optyce.

19.

To kontrowersyjne przypuszczenie J. Sowy [że gdyby Wilhelm Sasnal chciał wystąpić w telewizyjnej debacie, osiągnąłby może więcej niż malując zaangażowane obrazy] Krytykant przerabia na aksjomat - w sposób nieznoszący sprzeciwu komunikuje, że „jeden wywiad Sasnala w «Dzienniku» daje więcej polskiej lewicy, niż dziesięć «zaangażowanych» prac”. Muszę przyznać, że dawno nie słyszałem podobnej bzdury.

Pominę, że sam na to wpadłem, i że sprzeciw postaram się jednak jakoś znosić – nawet ten marnego kalibru...

Co do meritum – już tłumaczę, bo znowu Kozak postanowił zabrać się do sprawy z właściwą sobie bezpośredniością i zestawić literalnie odczytane treści wywiadu Sasnala z tezą Sowy/ moją (niech będzie, że Sowy). Otóż wywiad daje więcej, niż „zaangażowane obrazy” ponieważ – po pierwsze – ludzie nie interesują się sztuką; i po drugie – ponieważ działa tu mechanizm popularności, idola i mody. Czyli: Sasnal jest modny, znany i uznany, a przy tym lewicowy – nawet jeśli swą lewicowość wyraziłby w tym wywiadzie w jednym zdaniu: „jestem lewicowcem”. To zaś niechybnie kieruje duszyczkę młodego czytelnika owego wywiadu ku lewicy. I tyle. Naprawdę – ja wiem, że to brutalne: nie jest tu zbyt ważne, co Sasnal mówi, ale jako kto. Takie artystyczne Realpolitik. On jednak doskonale zdaje sobie z tego sprawę – wystarczyło poszperać w dostępnych publikacjach i zacytować odpowiedni fragment.

20.

Ulegając skłonnościom do pedanterii, obliczyłem, że ze stu trzydziestu czterech wersów poświęconych Ziółkowskiemu, sto siedemnaście to klasyczne opisywactwo technologii i motywów malarskich.

Podsumujmy wątek Ziółkowskiego. Otóż to jedna z tych oczywistość, na które nie mam aktualnie sił. Bo przecież Kozak rozumie, że „magia” Przybylskiego to kiczowata magia retoryki, którą zdefiniowałem w tamtym tekście nazwiskiem Paulo Coelho; retoryki, która buduje wtórne formalnie obrazki – bo nie buduje ich z pewnością forma czy stojąca za nimi treść. A nie magia par excellence – ja je tak nie odczytuję. Lecz Kozak znowu gnany jest retoryką, a nie myślą. I ponownie pojawia się pytanie: czy Kozak udaje, czy naprawdę nie widzi różnicy jakości w wypadku tych dwóch malarzy? Co ważniejsze: czy naprawdę nie umie wyłuskać z mojego kpiarskiego felietonu argumentów – i ich podnieść; czy nie chce? A może nie znalazł moich argumentów za Ziółkowskim i kontra Przybylskiemu?

A zaczęło się obiecująco – bo od metakrytyki. Liczyłem – w końcu – na polemikę.

Ale oddaję Kozakowi jedno: bardzo to wszystko zgrabne, szkoda tylko, że zastępuje treść. Co złego natomiast w opisach technologii i motywów malarskich – skoro pisałem właśnie o malarstwie – nie pojmę.

21.

Gdyby Althamer, Żmijewski i Sasnal połączyli swe siły, to by dopiero Bush się bał!

Podsumujmy wątek Busha.

Przy zastrzeżeniu, które poczyniłem powyżej (dobry artysta może twierdzić, że Słońce kręci się wokół Ziemi) – pełna zgoda. Jednak, no właśnie, ideologia może zafunkcjonować tylko w wypadku dobrej sztuki. Poza tym: Kozak ma ewidentne zadatki na felietonistę.

22.

Właściwie każdy z grzechów głównych opisanych w „Siedmiu rodzajach złej sztuki” dałoby się zarzucić jakiemuś artyście z Fundacyjnej freblówki.

Kozak nie zrozumiał tego tekstu. Albo za co innego, niż ja, ma za sztukę.

23.

Krytykant nader zazdrośnie strzeże algorytmu, który pozwoliłby obliczyć [jakości danych prac].

Podsumujmy wątek jakości, wtórności i Sasnala. Znowu: mamy tu wyjmowanie tez z kontekstu, mieszanie porządków, przemilczanie bądź niedostrzeganie argumentacji, czepianie się słówek – ale to już znamy. Zasadnicze dla tego tekstu pytanie jednak pozostaje: czy Kozak naprawdę nie rozumie, co piszę, czy tylko chce zrobić ze mnie tłumaczącego się z oczywistości idiotę?

Oto więc pigułka, ulubione forma wiedzy Kozaka: ów wyczekiwany „algorytm”.

Zacznę od tego, że Kozak trafił tu celnie. Dokładnie ten punkt Siedmiu rodzajów, który raczył On potraktować jako fragment najbardziej reprezentatywny dla mojego pisania (i szkicu posiadającego właśnie siedem punktów), uważam za najmniej udany. Zdając sobie sprawę z płynności zawartych w nim kategorii zastanawiałem się nawet, czy go zamieszczać. Uczciwość intelektualna Szanownego Polemisty wymagałaby więc przytoczenia frazy, którą zamknąłem ów ustęp: „Akceptuję wszelki brak szczelności powyższej kategorii, ponieważ w tym wypadku za istotne uważam już samo jej wyszczególnienie, także podkreślenie faktu niedostrzegania jej przez krytyków (jest widziana – choć podejrzewam, że raczej nieświadomie – jako sztuka przynajmniej „na pewnym poziomie”), a zatem zaniechanie jej wartościowania”. Kto chce, niech sprawdzi.

Kozak jednak nie polemizuje, a uprawia retoryczną ekwilibrystykę, to już wiemy. Tymczasem już spieszę wyjaśnić to, czego tam nie zawarłem, a co tak nurtuje Kozaka.

Po pierwsze: nie istnieje taki byt, jak dobra sztuka, która powiela idee, konstrukty czy formy już istniejące. Innymi słowy, jeśli Kozak wstawi do galerii pisuar i powie, że to sztuka – to może się to nie powieść. Tu zastrzeżenie dla Kozaka-purysty: o tym można napisać książkę, tu trzeba operować niuansami, półtonami, odnosić się do indywidualnych przypadków, etc. Traktuję tę tezę jako bazę, punkt wyjścia – i taki też charakter miał mój tekst. O czym Kozak doskonale wie (szczerze wierzę).

Po drugie: ja nie mogę opracować kryteriów, ponieważ one już istnieją. Od dawna. Znowu: jeśli ktoś namaluje obraz tak, jak Rubens i powie, że jest wielki – to ten trick może zawieść. Z tym, że dziś problemem jest olbrzymia nadprodukcja sztuki – o czym też wielokrotnie pisałem. Efektem pewne zamglenie, niejasność kryteriów. I tu można dyskutować. Ale: dyskutować, a nie trywializować myśli oponenta, kpić i wierzgać krasomówstwem.

Po trzecie: nie ma moim zdaniem sensu rozmowa o malarstwie z kimś, kto nie widzi różnicy pomiędzy Sasnalem i Tuymansem (miałem być lapidarny, to jestem).

24.

Ostatnio teksty Krytykanta tak ocenił jeden z internautów - „masę w nich niespójności, sprzeczności, naciąganych faktów, błędów w założeniach, braku konsekwencji w rozumowaniu. Natomiast wnioski, które (…) wyciąga na tej podstawie, przedstawia (…) jak jakąś prawdę obiektywną, a nie własne przemyślenia, wypływające z kiepskich przesłanek przy użyciu słabej metodologii”.

To się zapisze w annałach erystyki. Proponuję jeszcze zacytować to:

„Szokuje nas pańska ignorancja – człowieka, który kreuje się na Wszechwiedzącego. (...) Posługuje się pan terminologią i „kalkami” zaczerpniętymi wprost z ideologii miłościwie nam panujących. (...) Czy ta pańska agresja nie jest analogiczna do agresji małych dzieci, które poprzez destrukcję starają się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę innych? Chyba tylko po to prowadzi pan ten blog, by zapełnić nim swoje deficyty z dzieciństwa. Bo przecież nie po to, by poważnie zajmować się krytyką, bo jak słusznie nazwał pan swój blog – jest to tylko krytykanctwo – budowanie odrealnionych, megalomańskich i akademickich, mało mających wspólnego z rzeczywistością teorii – ale chyba inaczej być nie może skoro ma pan takie problemy z percepcją i koncentruje się tylko na zwracaniu na siebie uwagi”.

Albo:

„Styl Pana krytyki dowodzi jedynie resentymentu, a nie fachowej wiedzy o czymkolwiek, a już na pewno nie o sztuce. Proszę to sobie przemyśleć, bo obrzucać błotem też można z klasą albo bez niej”.

25.

„Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem!” – zaczyna podsumowanie Kozak.

Podsumujmy zatem podsumujmy podsumowanie Kozaka, a zarazem podsumujmy wątek FGF. Chciał On w nim (podsumowaniu) pomieścić chyba wszystkie ze swych wzniosłych myśli (wszak podsumowanie to prawie summa). Otóż ja z tak subtelnymi bytami nie jestem w stanie polemizować – proszę wybaczyć, ale tu wywieszam biała flagę. Nie odniosę się więc do tego, że:

– daję „immunitet krytyczny Fundacji”

– „ewidentnie faworyzuję artystów FGF”

– mam „nadmierną wyrozumiałość wobec artystycznych prominentów”

– „artyści FGF eksploatują modernizmy w skomercjalizowanej i politycznie poprawnej formie.”

– „taktyka FGF to mimikra”

­– motorem działań FGF są finanse (lub jest to przynajmniej kategoria nadrzędna)

– „Sasnal modyfikuje (Tuymansowe) malarstwo, które przetrwało prokonceptualne lata dziewięćdziesiąte, Ziółkowski i Janas komercjalizują surrealizm i surrealizujący abstrakcjonizm z lat pięćdziesiątych, Sosnowska przekształca minimalizm w monstrualny bibelot, a Żmijewski usiłuje prześliznąć się ze sztuką krytyczną między Scyllą rynku i Charybdą (poprawnej) polityczności.”

– „Fundacją wyjątkowo skutecznie (np. wykorzystując Żmijewskiego i Sasnala) zakłamuje kategorię

– FGF proponuje „model sztuki, która w elegancki, powierzchowny i bezproblemowy sposób dostosowuje rozmaite estetyki awangardowe do aktualnych wymagań rynku.”

– moje oceny „w istocie zdeterminowane są przez mechanizmy ekonomiczne”.

– „kręcę się w zaklętym kręgu wokół nienaruszalnego centrum – wokół Fundacji Galerii Foksal”.

Kto się kręci, ten się kręci – chciałoby się rzec...

Niech więc te myśli wybrzmią czystym dźwiękiem – niezakłócone przez słowa krytyka, którego Kozak raczy określać mianem rozdającego galeriom immunitety. Aha – nadmierne cytowanie Brzozowskiego niechybnie oznacza sympatyzowanie z „Krytyką Polityczną”.

Tyle.

O tym, co sądzę o powyższym tekście jako o polemice czy też wymianie myśli i przyczynku do konstrukcji nowych rozwiązań na polu krytyki/ sztuki – pisałem we wstępie. Na koniec powtórzę jeszcze, że ciekawym wydaje mi się fakt, iż wyziera z eseju Kozaka pewna kompleksowa artystyczna koncepcja – o ile dobrze rzecz odczytuję. Taki na przykład fragment: „jakość to dzisiaj pułapka”. Albo ten o potrzebie ustanowienia „nowego paradygmatu”. Zaczyna Kozak... ale grzęźnie zaraz w oceanie banału i tanich przytyków. Ja jednak wolałbym prosty (i relatywnie krótki!) tekst z koncepcją Kozaka wyłożoną po bożemu – o jakości i paradygmacie, na przykładach i empirycznie. Zapraszam zatem ponownie, tym razem jednak z prawem do cenzury, której jedyną miarą ustanawiam – nudziarstwo.

PS. Pozwolę sobie nie odpowiadać na komentarze, które dotyczą kwestii przedyskutowanych tu już po stokroć.

Etykiety:

343 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

jezusmaria, kto to przeczyta? Kubo, to jest blog, a nie ambona wielebnego Kozaka. Litości. Gratuluję awansu do "Przekroju".

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Do kroćset! Drogi Kubo, pisząc moje nazwisko z małej litery zminiaturyzowałeś mój "gargantuizm" do tego stopnia, iż boję się, że to, co powiem zabrzmi, jak głos rozdeptanej myszy. Niemniej - zanim oddalę się do swojej nory, by odzyskać naturalne rozmiary i lizać rany - muszę zwrócić uwagę na rzecz istotną, a przy tym niesłychanie zabawną.

Na początku swojej repliki zarzucasz mi, że analizę Twojego dyskursu oparłem na "wyrwanych z kontekstu" cytatach. Fe! To nieelegancki, a przy tym jakże niemerytoryczny chwyt. Ku przestrodze polecam Ci passus z Żiżka. Twój mentor tak podśmiewa sie z ludzi oburzonych tym, że adwersarze "wyrywają z kontekstu" ich uwagi:

"Znamienne, że ludzie broniący się w ten sposób nigdy nie podają definicji kontekstu" ("Rewolucja u bram", s. 303/304).

Salve

kOZAK:)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A:
Jednak chwała mu, że chciał zabrać - i zabrał - głos.

A za P. - dzięki :-)

TK:
To niezamierzony kiks. Tylko nie podołam odszukać - gdzie. Proszę o wskazanie, a poprawię.

co do "mentora" - ech, nie poprawiasz się... ;)

pozdr
K

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Nie, no nie mogę się powstrzymać - znowu coś muszę wyrwać z kontekstu, bo to pyszna rzecz. Tak piszesz Drogi Kubo:

"otóż jeśli artysta tworzy dzieła wybitne, a przy tym zdarza mu się pleść bzdurki – to w niczym mi to nie przeszkadza. Artysta w moim odczuciu nie musi być inteligentny".

Wielkie Nieba! Jak widzę, wciąż hojnie rozdajesz dyspensy - tym razem od inteligencji (ale który z "wybitnych" "plecie" te "bzdurki"? Chyba nie Żmijewski i Sasnal?)
Ja w tej sytuacji wolę jednak prawić kazania:)

Z ambony muszę jeszcze zapytać:
Bogowie! Czemu akurat teraz wysyłacie mnie w delegację?!!!
Znikam na parę dni, ale jeszcze tu wrócę :)

ukłony
tk

p.s. do anonima: NIE CZYTAĆ! NIE CZYTAĆ!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

a jednak chyba pod poprzednim postem zostało to wyłożone dość jasno (nie tylko przeze mnie). znowu - Tomku, istota, a nie ozdobniki!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ała!
Krytycy- na Krytę!
Artyści- na Artktykę!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Oj, Kuba, Kuba...
A prosiłem, żebyś wysłał mi replikę przed publikacją. Poniższy fragment "Krytyki sztuki" powinien brzmieć następująco:


"Rzecz się zaczyna stosunkowo niewinnie. „Wtórność” zostaje skontrastowana z „wybitnością”. W Siedmiu rodzajach złej sztuki Krytykant pisze, że „tym, co przede wszystkim wyróżnia realizacje wybitne, jest ich naturalność (podkr. – T.K.), brak wyrachowania, a przede wszystkim - to, że są efektem kompatybilnego namysłu nad sztuką jako taką. To także konsekwencja, koherencja danej poetyki, nie zaś zbiór oderwanych od siebie pomysłów (…) Po prostu nie są strategią, ale immanentnym elementem życia artysty”.
„Brak wyrachowania”? Jak to zweryfikować? Ja bym się tego nie podjął. Krytykant też się za bardzo nie kwapi.
Za to śmiało określa artystę „naturalnego”. To ktoś, kto „maluje, jak jabłoń rodzi jabłka”, albo pisze tak, „jak dziecko wypróżnia się pod krzakiem”. W skrócie – to ktoś „instynktowny” (Tęsknota za intuicją)".

Tobie udało sie pominąć drugi akapit. Popraw to, bracie, i nie masakruj "wrogich" tekstów. Jezu, ciekaw jestem, ile jeszcze takich "interwencji" dokonałeś...

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Tą "istotą" jest "dwulatek". To jasne. Ale to stworzonko budzi we mnie grozę:)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

wow, człowieku, nie ruszałem Twojego tekstu.
może owa druga wersja była wybrakowana, zerkam do oryginału i nie widzę tego fragmentu - a przesyłałem ci rzecz jasna do wglądu i od tamtej poru Twego tekstu nie ruszałem.

daruj takie aluzje, proszę

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Słuchaj, Kuba, nie rób ze mnie durnia. 30.10 wysłałem Ci ostateczną wersję tekstu, z poprawkami. Własnie mam przed sobą ów załącznik, z akapitem,którego brakuje. U mnie jest, a u Ciebie nie ma? Bez jaj. Poza tym, jak to nie ruszałeś tekstu - wprowadziłeś przecież drobne poprawki ("autor rubryki „rozbiór” w „Exklusivie”" - to jest Twoja korekta, prawda?)

Czyli w tekście coś jednak zmieniałeś. Sprawdź to po prostu, popraw i nie rób redaktorskiej fuszerki

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Dobra, to ja krótko.
Naprawdę przykro mi, że piszesz to, co piszesz - i że piszesz to tu. Człowieku - publikuję Twoje 17 stron tekstu, a Ty mi mówisz, że "masakruję wrogi teksty"??? Matko... Jesli coś pominąłem czy uciąłem, to przez pomyłkę - tak zakładaj, a będzie ci łatwiej w życiu.

I pisz o tym na mejla, a nie publicznie imputuj mi cenzurę. To nie najlepszy start polemiki. Tyczy to też następnych repet.

To nie magiel, traktuj poważnie Czytelników swojego tekstu.

Następnym razem pisz proszę tylko merytorycznie - reszta na mejla. I więcej zaufania dla ludzi.

pozdr
K

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Po pierwsze, drogi Kubo, zarzucałem Ci nie cenzurę, lecz redakcyjną fuszerkę.

Po drugie, jeśli troszczysz się o komfort mego życia, to błagam, nie zmuszaj mnie, bym wykonywał za Ciebie Twoją (redakcyjną) pracę

saluto
tk

p.s. Jak rozumiem, poważne podejście do czytelnika oznacza publikację niechlujie zredagowanych tekstów?

p.s. II Pamiętaj, proszę, drogi Kubo, że to Ty mnie namawiałeś, bym swoją polemikę opublikował na Twoim blogu. Pierwotnie bowiem przeznaczona była do internetowego "Obiegu".

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Mogę być sekundantem :)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

PO-MYŁ-KA!!!
Ale ok, kajam się za to okropne potknięcie i fuszerę.
I okej, to ja Cię prosiłem, nawet "namawiałem" jeśli chcesz, błagałem - bardzo możliwe, nie pamiętam już, ale ogromnie cieszę się, że się zgodziłeś, tylko... co to ma do rzeczy?? Dziękuję Ci i za to, serio.

A teraz oddzielmy te duperele grupa kreską.

**********************************

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Nieładnie Krytykancie, nieładnie...

Akurat pamiętam dyskusję przy okazji "Czarno to widzę" i zapowiedź p. Tomka Kozaka, że chciałby precyzyjnie odnieść się do omawianych tam kwestii w dłuższym tekście na "Obiegu".

No i taki tekst właśnie otrzymaliśmy. Długi, to fakt. I złośliwy. Ale precyzyjnie punktujący niekonsekwencje Krytykanta.
I co robi Krytykant? Nie tylko przy pomocy dość prymitywnej erystyki sugeruje, że tekst Kozaka jest stylistycznie słaby ("barwna fraza", "wielosłowie",
"gargantuizm"), ale także próbuje dac do zrozumienia, ze właściwie robi łaskę, iż "Krytykę kosmetyczną" w ogóle opublikował.

A meritum jego odpowiedzi? Właściwie nie odnosi się - albo odnosi się w intelektualnie żenujący sposób - do najciekawszych zarzutów dotyczących:

1. "Relacjonizmu" tekstu o Ziólkowskim. Braku umiejscowienia Ziólkowskiego w jakims konkretnym kontekście. Kłopotów z definiowaniem "mimetyzmu"

2. Wywiadu z Sasnalem. Uwagi Krytykanta o "realpolitik" to kopletna kapitulacja. Rację ma Kozak, gdy twierdzi, że polska lewica jest słaba, jeśli musi łapać jakiekolwiek "autorytety", by te tylko mocą nazwiska, a nie pogladów, legitymowały jej idee.

3. Problemu "lewicowca" uwikłanego w rynek. Zamiast go sobie uświadomić, rozdaje - jak pisze p. Kozak - "dyspensy"

Replika Krytykanta - opatrzona fatalnym tytulikiem, nerwowo igrającym z nazwiskiem adwersarza -jest klasycznym przykładem żałosnej(bo nie merytorycznej) próby zdyskredytowania adwersarza.

Vae victis - chciałoby się powiedzieć - "biada zyciężonym"! Biada Krytykantom!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

O, nareszcie...

1.Po co Pan miesza "gargantuizm" z "barwnością"? Zupełnie nie fair lub bez sensu. Jedno jest zarzutem, drugie pochwałą - mi styl TK się podoba. Gorzej z treścią.
2.Łaskę? Ejże...
3.Żenujący? Nie - napisałem po prostu, ze nie będę tłumaczył ego, czego TK nie chciał zauważyć - że nie będę tłumaczył każdego tekstu z osobna. Miało być skrótowo z założenia. Np.: tekst o JJZ MA kontekst i to bardzo wyraźny. Pan może tego nie wiedzieć, bo TK go nie przytoczył.
4.wywiad - dlaczego pisze Pan, że argumenty odnośnie wywiadu Sasnala to "kompletna kapitulacja"??? Przypomnę: TK pisał, że to nieskuteczne, bo patrzył na treść. Ja - że skuteczne jako sam fakt. Pan popełnia ten sam logiczny błąd, co TK - pisze co chciałby aby działo się w danej sytuacji (tu: lewicy w Polsce i jej związków ze sztuką), a nie co jest w moim tekście. A chodzi o skuteczność. I to w tej materii proszę serwować kontrargumenty.
5.Znowu: nie rozumiem, jak może Pan nie dostrzegać, że uświadamiam sobie "problem lewicowca uwikłanego w rynek". Pisałem o tym wielokrotnie. Polecam nie bazować jedynie na tekście TK.
I to właśnie takie rozbieżności spowodowały moja cokolwiek skrótową - a i tak przecież długą - repetę.
6.Tytuł: ależ to klasyka gatunku, figura absolutnie kanoniczna. T.Kozak na pewno to wie i na pewno się za to nie obraził.
Nawias, drogi Panie - proszę brać polemiki w nawias. I z uśmiechem. To nie walka klanów, tylko rozgrywająca się w pewnym porządku intelektualna potyczka.

Biada zacietrzewionym - chciałoby się powiedzieć.

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Przeczytałem :P, ale nie wiem, czy chcę śledzić potyczkę panów. Zamienia się to we wzajemne wypominanie sobie bardziej językowych a mniej merytorycznych potknięć i nie ma nic wspólnego z dyskutowanym stanem rzeczy. W efekcie jeśli przeczytamy wzajemne naprostowywania, jesteśmy w punkcie wyjścia i mamy poczucie zmarnowanego popołudnia. No ale cóż, sam się prosiłem :)
Tytuł riposty Pana Kuby rzeczywiście trochę poniżej pasa. Jaki tam banasiak! :/

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Podtytuł. I absolutnie nie uważam, abyśmy byli w punkcie wyjścia. :)

pozdrawiam
K

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ale o co chodzi z tym tytułem? Czy Krytykant mógłby wyjasnic zgadke? Bo ja nie kumam tej "klasyki"

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No nie. W punkcie wyjścia nie jesteśmy. Dla mnie Kozak boleśnie rozpracował Krytykanta, więc nie dziwi mnie, ze ten drugi tupie ze złością nóżką.

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

E... tam... nudne to jest, flaki olejem. Czytać sie nie da tego kozaka...

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

nie da sie czytać Kozaka, fakt.

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

A właśnie, że czyta się to znakomicie. Oczywiście tak sążniste teksty na ekranie komputera trochę męczą. Lepiej byłoby mieć kartkę w dłoni. Niemniej jednak nie bójmy sie długich tekstów na blogach. zwłaszcza jeśli mamy jakieś ambicje i chcemy uniknąć uproszczeń.

Generalnie, ja daję b. duży kredyt zaufania T. Kozakowi. Nie tylko w tej sprawie. Obserwuję to, co robi od dłuższego czasu i uważam, że ten koleś to niezła bestia. Inna sprawa, że to bestia, która stawia pierwsze kroki. Ma wprawdzie piękne pazury ale czasem pudłuje, albo wali głową w mur. Jednak nie tym razem. Tutaj trafia w punkt. Oczywiście jest bardzo subiektywny, złośliwy i trochę za bardzo szarżuje. Ale ogólnie mówi głosno to, co, jak sądzę, myśli wielu, tylko boi się powiedzieć (sprawa sasnal, FGF itd.)

Oczywiście jest to tekst czysto "reaktywny". Krytkant słusznie domaga się programu "pozytywnego".

I tutaj dygresja: otóż sądzę, że Kozak taki program ma, tylko nie został on opublikowany. Miałem okazję słuchać jego odczytu w styczniu b.r. w PAN-ie, na seminarium Marii Janion. Przedstawił tam film "Klasztor Inversus" i bardzo ciekawą koncepcję "montażu alegorycznego" na bazie teorii Waltera Benjamina. To była wyższa szkola jazdy teoretycznej i filmowej. niesłychanie ciekawe było to, jak na jego koncepcje reagują wytrawni naukowcy. Z jednej strony konsternacja, a z duży szacunek. Traktują go bardzo poważnie. Kozak pewnie by sie oburzył, ale myślę, że on dość skutecznie wciela w zycie, to co proponuje Żmijewski - chodzi o konfrontację sztuki z nauką. Tylko, że Kozak nie jest w tym aniwny. Jego refleksja jest na b. wysokim poziomie.

Dotyczy to także jego ostatniego projektu "lekcja Jogi/lekcja lucyferyczna". Podobno nikt tak do tej pory nie mówił o Młodej Polsce. I to potwierdzaja wysokiej klasy specjaliści.

Oczywiście Kozak często jedzie po bandzie i czasem brak mu samokontroli. Ale to kwestia kosmtyczna:) - nabierze tej samokontroli z czasem. Ważne jest to, że robi i mówi rzeczy, które polskim artystom nawet nie przyszłyby do głowy. Kapelusze z głów!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ja byłam w październiku na jego odczycie w PAN-ie. Prezentował tam swój ostatni projekt (dotyczący Micińskiego). Dyskusja była bardzo gorąca. Widać było, jak Kozak strasznie lubi prorowokować. Powiedz mu, że jest faszystą i antysemitą, a zobaczysz, jak perwersyjną rozkosz sprawiają mu takie oskarżenia. Ale faktycznie trzeba przyznać, że jego koncepcje otwierają nowe perspektywy hermeneutyczne - nawet jeśli sie nie lubi tego, co robi. a ja nie lubię...

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Moim zdaniek Kozak pisze bardzo błyskotliwie, tylko naprawde nic z tego nie wynika. Ciekawi mnie jego koncepcja dobrej sztuki i ewentualnie kilka przykładów takowej w Polsce ( aktualnie)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A 4 nade mną:

Podtytuł.
Ale widzę, że sobie nagrabiłem i za bardzo pofolgowałem tym podtytułem. No więc klasyczny - by przywołać Słonimskiego "Rudy do budy". Ale ja nie chcę absolutnie porównywać, nic z tych rzeczy - ja to po prostu całkowicie intuicyjnie dopuszczam w tego typu polemikach. Wydało mi się to formuła wręcz niewinną. Ale reakcja jest znamienna i ciekawa. Otóż inwektywa - ta mojego autorstwa to małe piwo - to jest arsenał stylistyczny, z którego krytycy i polemiści korzystali w polskiej tradycji ochoczo i często. "Inwektywa" to tytuł tekstu Tuwima (z 1918).
Teraz, kiedy nie ma krytyki i wszyscy tacy wydelikaceni, jest to odczytywane jako - nie wiem - chamstwo? Ja postuluję jednak - i to jest materiał na osobny tekst - że z wielu względów z inwektywą lepiej.

Tak czy siak, liczą się proporcje. Ja w kontekście całości, sadzę, zachowałem właściwe.

pozdrawiam
K

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

oj, już 7 nade mną

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Polska scena art. ciągle chyba nie jest przygotowana na to, co robi Tomek Kozak. Bo nie oszukujmy się -kuratorzy po historii sztuki są słabo wykształceni. Czytają "Art now", ale nie mają pojęcia np. o Brzozowskim. Bo niby skąd? A Kozak przekracza granice i jest w najlepszym tego słowa znaczeniu artystą interdyscyplinarnym. I to go skazuje na nielekki żywot w krainie niekumatych główek.

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Nie, no tytuł jest ok. Zresztą o tym, że traktuję go humorystycznie, świadczy mój pierwszy post. Kurde, dyskusja sie rozkręca, a ja muszę lecieć na pociąg. Wracam w niedzielę - będę się ostro odgryzał!!! :)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Ale, ale... Słonimksi czy Irzykowski to ciekawe punkty odniesienia. Dla mnie negatywne. Min. w kontekście "intelektualizmu". Ja czuję sie do pewnego stopnia "spadkobiercą" Witkacego (młodopolszczyzna, "eseistyczność", nadmierna "filozoficzność") Tak więc Słon. i Irzyk. to dla mnie niejako "wrogowie" :)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger tomek kozak said...

zwłaszcza - powiedzmy - Irzykowski. Szczególnie w kontekście tzw. "niezrozumialstwa"

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ja nie wątpię, że Kozak jest błyskotliwym teoretykiem. Co to ma jednak do rzeczy odnośnie tej polemiki - nie pojmuję.
Nie mówiąc o tym: co to ma do rzeczy odnośnie jego praktyki (czyli: czy on jest błyskotliwy na marginesie swoich prac, czy za ich sprawą?)

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Panowie szanujcie się nawzajem.
Mniej jadu.
Oszczędajcie sily na potem. Bo oto, nadchodzą czasy kiedy jakas nowa
(jedna z 20-stu) polska galeria opatrzona znaczkami Basel, Miami, Frieze i z 12 gwiazdami 'na pokładzie' otworzy, na przykład, wystawe pod tytulem Black Paintings a znajda sie na niej wyłacznie wielkie zagruntowane na bialo płotna. Po pol godzinie w tłumie popijajacych dobre trunki gosci pojawi sie rozedrgany wyrostek z pedzlem i wiadrem czarnej farby i biegajac od obrazu do obrazu wymaluje na nich takie oto slowa: WOJNA. JEBAC. MALUJĘ. TO JEST OTWARCIE WYSTAWY. PROWOKACJA. TO NIE JEST PROWOKACJA.

Galeria bedzie slawna. Artysta bedzie mlody slawny i bogaty. A krytyk napisze: Zawadzki prowokuje i uwodzi publiczność.Jego geniusz przejawia w tym ze nieustannie prowokując i bezczeszcząc historię malarstwa osiąga jednoczesnie znakomite wyniki sprzedaży prac.

I bedziemy musieli sie wszyscy zmierzyc z rzeczywistoscia takiej sztuki.
W koncu zmierzamy do niej wielkimi krokami.

Ta mroczna wizja oparta jest na rzeczywistym zdarzeniach. I tak: opisana wystawa miala miejsce w tzw. bardzo dobrej galerii w NY, amerykanski Zawadzki ma się dobrze, krytyka przetlumaczylem prawie doslownie.
pozdrawiam
KB

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

kozak nie jest błyskotliwy

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

to krytykant jest błyskotliwy

czwartek, 29 listopada, 2007  
Blogger władysław bartoszewski said...

obaj są błyskotliwi. AMEN!

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ta polemika nie jest skrajnie nudna tylko dlatego ze obaj autorzy mają swade, sa inteligentni i przebiegli. gdyby powstrzymali sie od wzajemnych zlosliwosci i puszenia cos by z wymiany zdan pewnie wyniklo. ale wtedy nie byloby tak zabawnie:)))

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"ta polemika nie jest skrajnie nudna tylko dlatego ze obaj autorzy mają swade, sa inteligentni i przebiegli"

-z tą róznica, że Krytykant nie popełnił tego błedu co Kozak i nie zaczął wymyślac sztuki

czwartek, 29 listopada, 2007  
Anonymous zeus said...

"Jego refleksja jest na b. wysokim poziomie."
"Obserwuję to, co robi od dłuższego czasu i uważam, że ten koleś to niezła bestia."

Kozak, sam o sobie piszesz i się nie podpisujesz? (na serio tak to wygląda)

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous 25h said...

zeus: całkiem prawdopodobne, że to 1 osoba, sam mógłbym się się śmiało podpisać pod obydwoma cytatami :)

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a mnie bardzo zainteresował inny wątek. Chodzi o kwestię "wywiadu Sasnala". Pamiętam przywoływany tutaj artykuł Janka Sowy. Otóż on tam wymyślił coś takiego, jak "efekt Chomskiego" polegający na tym, że naukowy autorytet znanej osoby pozwala jej skutecznie wypowiadać się np. w kwestiach politycznych. Zdaniem Sowy Sasnal powinien działać wykorzystując ów "efekt Chomskiego".

Muszę przyznać, że ten sposób myślenia był dla mnie przekonujący. Do czasu. Bo ostatnio przygotowywałam się do egzaminu i musiałam przebić się przez teksty Witkacego. I trafiłam na artykuł pt. "Tchórze, niedołęgi czy przemilczacze". W teksćie tym Witkacy opisuje i bezlitośnie wyśmiewa taki właśnie sposób myślenia. Tyle tylko, że nie jest to "efekt Chomskiego", a "zjawisko Winawera" czyli fenomen faceta, któremu "fizykalny autorytet, oparty o sławę komediopisarza daje rzekome prawo do wypowiadania się w kwestii filozofii". Witkacy b. ostro i przekonywująco krytykuje taki mechanizm tworzenia i działania autorytetów. Polecam ten tekst Krytykantowi. Ku przestrodze.

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Z tym, że mówimy o dwóch rożnych kwestiach.

Przecież w moim fragmencie wyraźnie stoi, że nie chodzi o to, co Sasnal mówi (On jest tu zresztą tylko przykładem, nie imputuję mu, że mówi bzdury - bo nie mówi; chodzi o pewien fenomen), ale że to on, a nie kto inny deklaruje się jako zwolennik tego a nie innego światopoglądu.
TK natomiast - być może za Witkacym - wyśmiewa meritum, czyli treść wywiadu. Co za tym idzie - wyśmiewa zasadność zaangażowania Sasnala w daną sprawę (prościej: wyśmiewa, że nie mówi tak mądrze jak Kozak).

Ja mówię tylko, że jak - pozwolę sobie na gruba metaforę - Doda deklaruje, że lubi Tuska, to jej "target", przynajmniej parę procent, prawdopodobnie uzna to za wiarygodną opinię. Podobnie w wypadku Sasnala (Richtera, Manu Chao, Witkacego, etc.) - liczy się to, jaki światopogląd firmuje, bo pewien procent jego miłośników nie musi wnikać w szczegóły - wystarczy im autorytet i to, że "lubią Sasnala".

A cała rzecz wzięła się od skuteczności - i ja uważam, że jak Doda powie o równouprawnieniu to zrobi więcej społecznie w tej materii, niż Kozak. Ot, tyle.

pozdr
K

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

PS. "Efekt Chomskiego" w istocie brzmi idiotycznie - szczególnie, że chodzi o językoznawcę. Nie przekładał bym tego - oczywiście zakładając, że NC to polityczny mędrzec - na ogół naukowców...

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Kozak chyba jednak wyśmiewa nie tyle to, co mówi Sasnal w tej kwestii, lecz przede wszystkim to, co z jego wypowiedziami chcą zrobić różnego rodzaju "spin doktorzy"

Swoją drogą strasznie brzmi to, co pisze Krytykant: - "Nie chodzi o to, co mówi Sasnal". Jasne, to w ogóle jest nieistotne. Jak widać Sasnal w ogóle nie istnieje - liczy się tylko jego ikona; medialne symulakrum.

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

No,tak - to taka UNREALpolitik

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

a jakieś argumenty?

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Iza Kowalczyk said...

Kuba, gratuluje tej dyskusji!!!
Jest znakomita. A przede wszystkim dziekuje, że zamiesciles glos Kozaka, ktory precyzyjnie okresla uklad odniesien, ktory tworzy siatke wladzy, dla tego wszystkiego, co robisz Ty, co robia inni krytycy, co robi Zmijewski, co robi Kozak, co robia inni artyscy itp. Chodzi mi o siatke wladzy, ktorej istnieniu Ty we wszystkich dotychczasowych naszych rozmowach zaprzeczales. Moglabym powiedziec, ze zakladajac Twoje dobre intencje, wierzylam w Twoja szlachetnosc. Ale czy naiwnosc? No nie, trudno okreslic Cie akurat naiwnym. Mam wrazenie, ze bardzo dobrze wiesz, co robisz i ze zdajesz sobie z tego sprawe, ze Kozak ma racje, ale nie mozesz tej racji mu przyznac, bo wtedy twoje paradygmaty krytyka oraz Twoje strategi ulegly by rozsypce.
Wiesz, ze ja Cie bardzo lubie, ale tez bardzo podejrzliwie patrze na Twoje pisanie, uwazam, ze to jest swiadoma gra o wladze.
Jestem pod wielkim wrazeniem tego, co napisal Kozak, podziwiam jego zapal pisarski, zwlaszcza podoba mi sie uderzenie w rzekoma lewicowosc. Ja mam wrazenie ostatnio, ze sztandar lewicowosci jest dobry, bo lewica dobrze sie sprzedaje. Obserwuje to, co wyprawiaja modne tzw. "lewicowe" srodowiska z coraz wiekszym zdziwieniem, oni juz nawet przestaja udawac, ze chodzi o cos innego, niz o wysoka pozycje w ukladzie wladzy.
Uwazam, ze w polskim zyciu artystycznym to jest wlasciwie najwazniejsza rozmowa, ktora powinnismy prowadzic.
Jeszcze raz dzieki za ten tekst Tomka Kozaka. I dlatego, mimo wielkich zastrzezen do twojej strategii, dostrzegam jednak swiatelko w tunelu.
Pozdrawiam

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Iza!

Dzięki, ale... :)
...ja też Cię lubię, jednak zawsze uważałem, że jesteś na tym punkcie totalnie przewrażliwiona - że te stare (dla mnie) kategorie (Foucault) dopasowujesz zawsze i wszędzie - vide dyskusje w CSW. Co więcej, uważam, że to przysłania realne problemy, bo jest taką kurtyną, wytrychem, ale już zrytym - można nim gmerać przy każdym zamku, ale bezskutecznie.

Otóż tak - wszystko można odnieść do mikro i makro władzy, ale cóż z tego? W dyskusji o krytyce (zapis na obiegu.pl) mówiłaś, że internet to forma hierarchii i że krytyka to forma władzy, na blogu, że nie wszyscy są podlinkowani wszędzie, na marginesie dyskusji o MSN podobna nuta, przy okazji dyskusji o książce Juszkiewicza tez (zapis na obiegu.pl wkrótce) - i tak dalej...

I to mi się wydaje jałowe, a wręcz niemozliwe, by jednym kluczem obsłużyć wszystko. To znaczy tak: pisząc wywieram wpływ, jedne pisma maja większy zasięg, a inne mniejszy, ktoś jest bardziej wpływowy, a kto inny mniej - i tak dalej. Tylko to już wiemy - od 30 lat. I zamiast rozmawiać o krytyce (na przykład), rozmawiamy o "władzy" - a problemy jak były, tak są nienazwane. Słowem: to dla mnie naiwne, bo z tego nic nie wynika. Nie ma powszechnej szczęśliwości, jedni są bardziej opiniotwórczy, itd.

Irytuje mnie to też dlatego, że to strasznie nagina człowieka do gleby, do betonu. Otóż ja założyłem tego bloga, bo chciałem coś głośno powiedzieć. Ktoś mnie zauważył i tyle. Zero władzy, zero knucia, zero strategii. I ja wolę wierzyć, że ludzie tak funkcjonują.

Ważne jest tez to, że mówiąc o "władzy" zapominamy o jakości. Otóż można wartościować i sztukę i działalność instytucji. I często jest tak, że coś jest drogie, znane, wpływowe - bo jest dobre. Nie ma tu pociągania za niewidzialne sznurki. FGF zrobiła dla promocji polskiej sztuki więcej, niż jakkolwiek instytucja publiczna - rozpatrywanie jej na płaszczyźnie "władzy" wydaje mi sie koszmarna brutalizacją. I, znowu, to problem absolutnie zastępczy. Bo co zrobisz? Nic - możesz być tylko lepsza od nich. Ciągłe powtarzanie jednej i tej samej piosnki nic tu merytorycznie nie wnosi, a tylko sugeruje ukryte mechanizmy.

Zresztą od jakiegoś czasu zbieram się do zsumowania Twoich paru tekstów i napisania kilku słów na temat wyłaniającego się z nich "programu" (umownie mówiąc). To dla mnie taki znak przeszłości.. :)
Więc może Twoja repeta też u mnie zagości. :-)

Poza wszystkim - według mnie TK nie pokazał absolutnie żadnych mechanizmów. To toporne oskarżanie znanych, wpływowych i możnych o to, że są tam, gdzie są, nie dzięki pracy i zaangażowaniu, ale układom władzy, "centrom" - tu wchodzi cała ta nowomowa, którą Kozak podał ja w sosie felietonu/ polemiki.

pozdrowienia!!
K

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Iza Kowalczyk said...

Kuba, sekundę, Ty mówisz, ze pisanie o władzy jest passe. A sam występujesz w imieniu tej władzy wskazując, ze moje teksty są znakiem przeszłosci (to, co robisz to zdecydowana walka o swoją pozycję). Dziękuję za miłe podsumowanie, oddam pięknym za nadobne, dla mnie Twoje teksty są znakiem wtórnego konserwatyzmu. Nawet Ranciere'a odczytałeś jako konserwatystę, chociaż na pewno nic tam takiego nie ma. Trzeba się bardzo uprzeć, żeby tak to odczytać.
Z tym problemem władzy, która jakoby jest passe - to ciekawe - wskaż proszę, w którym momencie i kiedy polskie życie artystyczne, galeryjne, komercyjne, ale i publiczne (styk między nimi) zostało pod tym kątem przeanalizowane. To raczej, co piszesz jest obroną - nie tykaj układu, bo się sparzysz, umacniaj układ, to cię pogłaskają po głowie.
Dobrym przykładem jest też Żmijewski, bo to on w manifeście chce uderzać we władzę, ale sam nie bierze pod uwagę własnego ulokowania w tym układzie. Ty odpowiedziałeś złośliwie, to ja sobie też nie pożałuję.
Wcale nie mówię, że masz zajmować się władzą, tylko głupie jest to udawanie, że podlizywanie się silnym jest kompletnie bezinteresowne. Krytyk powinien mówić coś nowego, odkrywać coś. A w gruncie rzeczy Ty umacniasz zastane status quo. Wątpię, żeby ta strategia Cię zaprowadziła gdzieś dalej, niż poza komercjalizację.
Życzę sukcesów.
Ja podziwiam Tomka Kozaka, że jemu się chciało w to wchodzić właśnie u Ciebie na blogu. Bo w gruncie rzeczy, nie widzę sensu się z Toba spierać, widząc jak Ty manipulujesz ludźmi i ich poglądami (choćby ten "kozak" z małej litery). Zresztą Kozak wysyłając ten tekst do Ciebie, stał od razu na przegranej pozycji. I tak wiadomo, że ostatni głos należy do Ciebie i że wszystko wykorzystasz przeciwko swoim adwersarzom. Dlaczego on nie puścił tego głosu na "Obieg"? Miałoby to większy sens, bo wchodziłoby zarazem w ważną dyskusję, która się ostatnio pojawia, a dotyczy krytyki i jej zadań.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że też Tomek się z tego wytłumaczy.

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ok, krótko.
Mówiłem, że mi chodzi tu o pewna naiwność. I oto już pojawiają się frazy o "układzie". Jakim? Ja nie widzę żadnego. Gdzie jest kontrukład?
Do tego brutalizacja: Żmijewski nieświadomy tego, gdzie tkwi? Dobre. Do tego jeden klucz: ja wypowiadając o Twoim pisaniu walczę o pozycję? Nie, Iza, ja po prostu wydaję opinię o Twoim pisaniu. Piszę to, co myślę. I Ty się do tego nie odnosisz, bo jak zwykle mówisz - to władza.

Ale widzę, że argumenty sprowadzają się do tego, że "manipuluję ludźmi", bo napisałem kozak z małej litery (jak miałem napisać, skoro nie chodziło o nazwisko?). To dobre - wytłumaczyłem o co chodzi, Tomek Kozak napisał, że w ogóle nie ma sprawy - a Ty to podnosisz jako manipulację.

Dlaczego nie na Obiegu? Bo tutaj to się zaczęło, poza tym na Obiegu byłaby dominacja dyskursu władzy (wszak Obieg to monopolista, powinnaś być zwolenniczką inicjatyw oddolnych, lokalności, a nie centrów).

Co do Ranciere'a - nie, to Ty odczytałaś go sztampowo, a ja rzecz jasna przerysowałem - nieco przekornie. Ale tak, jestem konserwatystą - tak, jak Zizek, kiedy śmieje sie z getta cultural studies - jałowego intelektualnie i nieskutecznego.

I jeszcze jedno, a propos tego koszmarnego (moim zdaniem) równania w dół, przycinania skrzydeł. Otóż ja założyłem bloga jako anonim, na forum obiegu wyhaczył mnie Adam Mazur i tyle. Inne blogi prowadzą ludzie "ze środowiska", wszyscy się znają itp. Więc kto tu używa władzy symbolicznej? Kto dzięki niej "zdecydowanie walczy o swoją pozycję"? Ja?

pozdr
K

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Iza Kowalczyk said...

Kuba, jeden przykład Twojej manipulacji:
"Do tego brutalizacja: Żmijewski nieświadomy tego, gdzie tkwi?".
Zaraz, ale czy to oznacza to samo, co: "Żmijewski, bo to on w manifeście chce uderzać we władzę, ale sam nie bierze pod uwagę własnego ulokowania w tym układzie".
Jedno i drugie zdanie ociera się o ten sam problem, ale nie oznacza tego samego. Po pomijasz zupelnie problem, co zrobic z tym faktem, ze on pisze o wladzy, ale nie analizuje jej w odniesieniu do siebie i miejsca, ktore zajmuje.
Widzisz problem z dyskusja z Toba jest taki, ze Ty czytasz to, co chcesz ;-)
A poza tym, czy ja sie wystrzegam uwiklania w uklad wladzy? Nie. Kilka razy, wskazywalam na swoje uwiklanie (np. Obieg). Wiec znowu tak, jak pisze Kozak, zarzucasz innym, to, co w zasadzie zarzuca sie w Tobie. I tak w kolko, Macieju, tzn. Kubo ;-)

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Panie Jakubie!
Pozwoliłem sobie wybrać kilka znamiennych cytatów z Pańskiej riposty. Obsesyjne wręcz powtarzanie tego samego toposu jest w nich zastanawiające:

1.To oczywiście pewien skrót, ale Kozak postanowił odnosić się do moich skrótów, a nie realnych propozycji – więc się nie wypieram.

2.Kozak nie zrozumiał tego ustępu bądź ja wyraziłem się nieprecyzyjnie. Za dużo by pisać, odsyłam do źródeł.

3.Źle Kozak zrozumiał. Co nie przeszkadza w dalszym budowaniu swojej teorii – bo przecież nie polemiki z moimi.

4.znowu Kozak postanowił zabrać się do sprawy z właściwą sobie bezpośredniością i zestawić literalnie odczytane treści wywiadu Sasnala z tezą Sowy/ moją

5.Kozak nie zrozumiał tego tekstu. Albo za co innego, niż ja, ma za sztukę.

Jednym słowem - Kozak nie zrozumiał. Sam Pan zresztą rekapituluje tą argumentację w następującym passusie:

Zasadnicze dla tego tekstu pytanie jednak pozostaje: czy Kozak naprawdę nie rozumie, co piszę, czy tylko chce zrobić ze mnie tłumaczącego się z oczywistości idiotę?

Panie Jakubie, bez żartów - autor powinien odpowiadać za swoje poglądy, a nie tłumaczyć się, że chciał dobrze, tylko trochę mu nie wyszło - to oznaka braku profesjonalizmu i rażącej nieporadności. Rozumiem, że jest Pan Wielkim Krytykantem, którego tezy należałoby odczytywać z ducha, a nie z litery, ale w takim razie - po co w ogóle upublicznia Pan swoje teksty?

Mam jeszcze dwa pytania:
1.A czy Pan rozumie (jakkolwiek, nie z ducha) wypowiedź p. Kozaka, skoro pisze Pan np.: wolę dyskurs sukcesu, niż klęski (cokolwiek miałoby to w Kozakowym słowniku znaczyć). Czy naprawdę zachodzi tu opozycja sukces/klęska?

2.Dlaczego przeciwstawia Pan retorykę myśleniu? Pisze Pan: Kozak znowu gnany jest retoryką, a nie myślą. Uczono mnie, że retoryka - zwłaszcza ta spod znaku Arystotelesa i Cycerona, a nie Gorgiasza - jest sztuką nie tylko mówienia, formułowania myśli - myślimy przecież słowami. Gdyby mi Pan nie wierzył, odsyłam do I ks. Retoryki Arystotelesa.

Gdyby nie budował Pan takich fantastycznych resp. absurdalnych opozycji, nie musiałby Pan później apelować o litość i dobrą wolę przeciwników. W ten sposób Pana niegdysiejsza dewiza - będąc bezwzględnymi czynimy dobro - zwróciła się na koniec przeciwko Panu. Cóż, Wernerem z Urschlingen to Pan nie jesteś...

Pozdrawiam
Emanuel Skarbek

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a moze warto by zastanowic sie Kozakowi jak i krytykantowi nad tekstem Szablowskiego w Dzienniku o wystawie Szlagi

krytykant wytyka bledy Stachowi
Kozak go chwali i nie gani bo Stach o nim pisze, robi wywiady itd. Czyli dobry krytyk

co do recenzji

to po pierwsze zastanawiam sie czemu lansuje sie, propaguje - propaganda, reklamuje takie miernoty malarskie?
i tu mozna porozmawiac konkretnie lub zapytac Kozaka i Krytkanta co to dobre malarstwo?
Postbanalizm, post post post pop artyzm, sasnalizm, nieudolnosc warsztatowa i komunikacyjna Szlagi wychodzi na wierzch

ale tyle dobrych glosow sie pojawilo nagle, ze swietny, ze lewa reka maluje, ze kolekcjonerzy czekaja

warto by bylo sie cofnac do lat 80. i zobaczyc lub postawic obok Szlagi Sobczyka, Grzyba, Modzelewskiego, Skarbka, Nitke, Dwurnika itd
to wyjdzie przedszkole malarskie
a moze warto przywolac dawniejszych klasykow jak zrobil to Kozak w innej sprawie: Brzozowski, Jaremianka, Kraupe_Swiderska, Nowosielski itd

piątek, 30 listopada, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

IK:
Oj, Iza... To jest chyba pryncypializm. Ok - literalnie inaczej to ująłem: innymi słowami. Ale chyba się rozumiemy, hm? Więc po co pisać o "czytaniu czego chcę"? To jest właśnie dzielenie włosa na czworo.
Dla jasności:
"nieświadomy tego, gdzie tkwi?" równa się
"nie bierze pod uwagę własnego ulokowania w tym układzie".

ES:
E tam, wszystko jest jasne. Dla mnie to nie jest nadużycie.
Ale dzięki za pouczający wykład (jak zwykle).

A:
A tak, to byłoby ciekawe - nasze teksty o tej recenzji SS.

pozdr
K

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Receznja "Leworęczny Szlaga" Szablowskiego

lewy?
lewicowy?
lewy - trafiony, koslawy?

"Radek szlaga przeprowadza właśnie malarską miniofensywę"

cytaty z recenzji Szablowskiego

"Drugą tendencją byłby nurt trashowo-neopunkowo-chropawy. Jego mocnym reprezentantem jest właśnie Radek Szlaga."
co znaczy
1. nurt trashowy?
2. neopunkowy?
3. chropawy?
jakies bzdury
punk modny bo sasnal czesto mowi o sowich korzeniach punkowych patrz Brygada Kryzys i Sonic Y
punkowosc-lewicowosc dobrze ida w parze..co na to Kozak?

"Jest artystą epoki postsasnalowskie..."

to jest super
"Szlaga pracuje często lewą ręką, aby wyjś z wytrenowanej na Akademii formy."
dalej
"Szlaga bez wątpienia umie ładnie malowac, ba, ma w tej dziedzinie nieprzecietna łatwosc. Coz z tego, skoro ładnie nie maluje."
dalej tak samo trafnie
"W malarstwie Szlagi panuje generalny chaos (choc nie wiekszy niz poza malarstwem Szlagi), wiec artysta maluje (prawie) kazdy temat."
na koniec
"Duzo sie tu dziej i nudzic sie przy tym malarstwie nie mozna."

co na to Krytykant jak i Kozak, ktorego tak czesto chwalil Szablowski?

"Lewy" towar to byłby trafniejszy tytul na temat malarstwa Szlagi.
I znowu krytyka promuje lewosc a pociag zaczyna pedzic coraz szybciej. Warto porownac nielubianych Maciejowskiego i Sasnala ze Szlaga...wnioski oni malowali obrazy i sa malarzami swietnymi

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

1:0 dla Kozaka. A może walkower - polemika Kuby - właściwie nie zaistniała.

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

http://pl.youtube.com/watch?v=wbg7YTKrXxg&feature=related
komentarz fimowy

piątek, 30 listopada, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

moze stach pisze za kozaka?

sobota, 01 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a mnie by intersowała dyskusja o tekście Krytykanta w Przekroju. O Sasnalu. przeczytałem wcześniejszy tekst (sprzed 2 lat?) Marcela Andino i to jest niebo i ziemia, jesli chodzi o poziom pisarstwa o sztuce. smutne jest to, że Krytykant popełnia te same błędy, które wytyka innym. jest tekst o recepcji sasnala, ale o jego malarstwie tu i teraz nie ma wiele. zwłaszcza pozbawione jest to wszystko krytycznego pazura. miałko wyszło. rozczarowanie. liczyłem, że gdy Krytykant wejdzie wreszcie do prasowego mainstreamu to mała rewolucja będzie. guzik.

sobota, 01 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

oj, to przykro...

Mam nadzieję, że następne Pana bardziej zadowolą. Ten nie miał być krytyczny - przecież jestem niepoprawnym apologetą Sasnala. I nie miał być stricte o malarstwie, ale właśnie o recepcji - Przekrój raczej nie drukuje recenzji (artystycznych). Trochę inny model (w przyszłości tak pozostanie).

ale krytykę przyjmuję z pokorą...

pozdr
K

sobota, 01 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

no wlasnie, czy Krytykantowi nie przyszlo do glowy ze szablowski pisze jak pisze bo pisze w dzienniku, zwierciadle itd. a owe pisma raczej nie drukuja "recenzji (artystycznych)", i maja co do teksu inne wymagania. siebie tak gladko sie tlumaczy... a tak poza wszystkim to zenada to pianie peanow na czesc sasnala, taki malarz zasluguje na cos wiecej niz klepanie wkolko tego samego bez zadnego uzasadnienia, tzn. bez odniesienia do samej tworczosci. czy przecietny czytelnik ktory nie zna sie na sztuce bedzie wiedzial czemu wokol sasnala takie zamieszanie?

sobota, 01 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Jejku, naprawdę musimy to wałkować?

Czy SS nie pisze recenzji? Hymmm... dział nazywa się "nowe wystaw", a pod tekstem widnieje skala ocen.

Ale nie oto tu chodzi - chodzi o uczciwość intelektualną. Otóż ja nigdy nie negowałem faktu pisania gdziekolwiek - tylko tego, co w danym tekście stoi (zaś tekstów ze "Zwierciadła" nie brałem na warsztat w ogóle). I jeśli Pan nie chce - nie umie - zróżnicować recenzji i eseju (tu: o tym, w jakim momencie jest teraz Sasnal) albo dysponuje Pan złą wolą i woli zakładać, że to nieudana recenzja - to ja nic nie poradzę. Właśnie dlatego "Przekrój" jest tak niebanalnym czasopismem, że jego redakcja zakłada, że czytelnik "Przekroju" wie kto to Sasnal - i nie trzeba tu robić wykładu, których pełno gdzie indziej. Czyli jest odwrotnie, niż Pan sugeruje - to nie miał być opis dla "przeciętnego czytelnika" - tylko dla nieprzeciętnego.

Więc niniejszym poróżniam: w "Przekroju" nie będzie recenzji, tylko albo sylwetki albo opisy szerszych zjawisk np. na marginesie znaczącej wystawy (choć niekoniecznie).

Jeśli i to mało, to broniąc swojego tekstu muszę powiedzieć, iż zawiera on niebagatelne uwagi odnośnie "tu i teraz " Sasnala, a więc odnośnie tego, czego miał dotyczyć; nie pamiętam, by ktoś inny je przedstawiał i to nie tylko w prasie popularnej. Wystarczy tylko chcieć je dostrzec. I o nich możemy dyskutować.

Mam nadzieję, że zaspokoiłem ciekawość.

serdecznie pozdrawiam
K

sobota, 01 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

hej, a kiedy będzie sprawozdanie/recenzja z otwarcia msn?

sobota, 01 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Wstyd przyznać, ale wtedy akurat dogorywałem grypowo i przed wyjazdem, na który się wybierałem, wolałem się nie forsować. A że "Onych" (?) widziałem w Kassel... Ale następne odsłony zapewniam, że przybliżę.
pozdrawiam!
K

sobota, 01 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

redaktorzy przekroju moga sobie zakladac co chca ale to nie zmienia faktu ze nawet czytelnicy intelektualisci nie znaja sie na sztuce. owszem wiedza kto to sasnal, ale to wiedza nawet czytelnicy super ekspresu. chodzi o to ze na pytanie dlaczego jest slawny odpowiedza tak samo: bo przedstawia nieprzedstawialne, jego obrazy osiagaja horendalne ceny i ma ugruntowana pozycje na zachodzie. chyba jest powazny problem z artykulacją czegos wiecej o jego tworczosci. dzieje sie tak m.in. dlatego ze daje sie ludziom to czego chca (ciekawostke, sensacje, zgrabny banal, szczegol z zycia gwiady- nawet w dziale sztuka). wie to kazdy kto pisuje do gazet. w kazdej redakcji(kilka dobrze znam)sztuka to dzial traktowany dekoracyjnie. Pan sie o tym rowniez wkrotce przekona bo wyszedl juz Pan poza waski obszar magazynow o sztuce

sobota, 01 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ale niech Pan najpierw przeczyta, co napisałem...
Naprawdę: to, co Pan - słusznie - wykpiwa spuentowałem w trzech pierwszych zdaniach. Ale... po co ja to wypisuję. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że jednak zajrzy Pan jeszcze do Przekroju, a po bardziej szczegółowe teksty tu czy na Obieg.

(niemniej Pana punkt widzenia jest niezmiernie ciekawy - będzie źle, nikogo to nie interesuje, dekoracja, a czytelnicy nie wiedzą... Wow!).

serdeczności!!!
K

sobota, 01 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

czytalem ostatnie recenzje z wystawy sasnala w gazecie, dzienniku, arteonie
i polowa tekstu to ze naj, ze dost nagrode vincenta, a czemu naj, i ze kolejki na pare lat po obrazy, i ze lubiany i ze nielubiany bo w polsce nielubi sie ludzi odnoszacych sukces i to wiekszy poza granicami niz w naszej polsce
podsumowujac recenzje
1/2 lub 3/4 wogole nieanalizowaly jego malarstwa i problemow na plotnach
trudno cos napisac logicznego?

krytykancie prosze o zdjecia z wystawy bo jeszcze nie dotarlem a sie wybieram i moze tekst na swoim blogu?

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

no to jak sie Pan wybiera, to zdjęcia tylko popsują zabawę... u siebie nie planuję fotorelacji..
Natomiast w "Arteonie" nie ma recenzji z wystawy, tylko tekst o twórczości jako takiej - to tak gwoli ścisłości.

pozdrawiam!
K

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Kilka ważnych kwestii pojawiło się w wymianie zdań między Krytykantem i Izą Kowalczyk.

1. Krytykant pisze:

"według mnie TK nie pokazał absolutnie żadnych mechanizmów. To toporne oskarżanie znanych, wpływowych i możnych o to, że są tam, gdzie są, nie dzięki pracy i zaangażowaniu, ale układom władzy, 'centrom'".

Po pierwsze, sądzę, że jednak dość precyzyjnie opisałem pewne mechanizmy. Nade wszystko mechanizmy Twojego myślenia, Kuba. Mechanizmy, które sprawiają, że Twój dyskurs jest infantylny, powierzchowny, pozbawiony SPRECYZOWANYCH kryteriów i naszpikowany nieuświadomionymi sprzecznościami. Takie było zadanie mojej polemiki.

Oczywiście - niejako przy okazji - musiałem zasygnalizować swoje stanowisko w sprawie FGF-u. Jestem bowiem przekonany, że na horyzoncie Twojego myślenia majaczy gigantyczny fetysz Fundacji. Nie chcę sie w to zresztą wgłębiać po raz kolejny, bo o wszystkim tym pisze w swoim tekście.

Oczywiście nie ulega wątpliwości mój krytyczny stosunek do FGF-u. Niemniej jednak nie jest on ufundowany - wbrew temu, co twierdzisz - na przekonaniu o "układowości". Nie zarzucam także galerzystom Fundacji "lenistwa", czy "braku zaangażowania". Wskaż miejsce w moim tekście, gdzie znalazły się takie zarzuty. W istocie w ogóle nie interesuje mnie to, czy np. Andrzej Przywara jest tym, kim jest dzięki "pracowitości" albo "zaangażowaniu". Z mojego punktu widzenia może być równie dobrze patentowanym i zdystansowanym leniem. Ja w ogóle nie zajmuję się takimi kwestiami. Chodzi mi natomiast o to, czy jego działalność jest pożyteczna, czy szkodliwa. Powody dla, których uważam ją za szkodliwą podałem w "Podsumowaniu " mojego tekstu.

2. Uważasz, że mówienie o "władzy" jest passe. A to dobre! Pisząc o Żmijewskim powinienieś zdawać sobie sprawę, że dyskurs ten jest nad wyraz aktualny szczególnie w kontekście programowych wypowiedzi tego artysty. Sztuka, która ma produkować "wiedzę" jest przecież siłą rzeczy uwikłana w
(re)produkcję "władzy". O tych relacjach wiedzy-władzy pisze Foucault. Jest to także problematyka Nietzscheańska.
Wreszcie jest to fundamentalny kontekst polskiej sztuki krytycznej, z której jak - jak wiadomo wywodzi się Żmijewski. Sory, za tę łopatologię, Kuba, ale jeśli nie zdajesz sobie sprawy z tak oczywistych kwestii, to nie dziw się, że Twoi adwersarze otwierają podręczniki w najbardziej oczywistych miejscach.

Ku przestrodze mogę jeszcze dodać, że najskuteczniejsza zapewne jest ta władza, któr zdoła nas przekonać o swoim nieistnieniu.

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Odpowiadając Izie Kowalczyk:

Mój tekst pierwotnie rzeczywiście przeznaczony był do "Obiegu". Kuba prosił mnie, bym zamieścił go na jego blogu.
Publikacja mojej polemiki na terenie Krytykanta jest - powiedzmy - gestem uprzejmości z mojej strony. Kurtuazja sprawia również, iż przyznaję Banasiakowi prawo do "ostatniego słowa", a nawet - jesli tego potrzebuje - do nadmiaru "ostatnich słów" :)

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Sądzę, że prośba, byś odniósł się do moje repety, a nie swoich słów będzie jałowa; co więcej - co za dużo, to niezdrowo...
Niemniej ja tez wszystko już powiedziałem - i wydaje mi się, że żyjemy w 2. światach.

Ja uważam, że Twój tekst jest jałowy i kompletnie oderwany od moich przekonań; że skupia się na mojej retoryce, wyolbrzymi skróty, sprytnie wynajduje luki - ale za nic nie chce po kolei (vide czytelne kryteria) przedłożyć moich tez i ich obalić. dla mnie Twoje wersy odnośnie FGF to śmiech - i tu także sie nie zrozumiemy.

Wytkałem Ci w repecie intelektualny... brak precyzji - i nadal nie chcesz zauważać tego, co lśni najjaśniej. Ja rozumiem chyba twój koncept polemiczny (nie rozumiejąc postulatów - bo i tylko je zaszkicowałeś) - ale on chyba już się w tym miejscu (ściśle) wyczerpał.

I teraz - władza. Oczywiście bazujesz na mojej krótkiej notce. Obiecuję dłuższy tekst. Jednak znowu nie jesteś łaskaw odnosić się do meritum - ja tam popełniam skróty, a ty znów ich się wieszasz i szafujesz wielkimi nazwiskami (tylko nie wpisuj mnie w model sztukomatołka - to tez jest zbyt proste). Naprawdę - jest tam pewien konkret.

Ah, i dzięki za uprzejmość - serio, bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się tu napisać. A moja repeta była rzecz jasna od początku wiadoma. Zresztą - znowu jakieś gadanie o bzdurach. Nawet gdyby nie była - chyba logiczne, że bym ją popełnił. I wynoszenie tego przez Izę jest właśnie kuriozalne.

serdeczności
K

PS.gwoli Twojej ścisłości: to Iza użyła słowa "passe". Nigdy nie twierdziłbym, że pisanie o czymkolwiek jest niemodne - może być tylko bezsensowne.

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Nie, no, Kuba - mówisz przecież o "starych (Foucault) kategoriach". Czyli jednak "passe". No, ale jak zwał, tak zwał - mogą być "bezsensowne". To chyba jeszcze gorzej. Bo chociaż dyskurs Foucault został w latach 90-ych niemiłosiernie wyeksploatowany, to akurat w kontekście Żmijewskiego zachowuje palącą sensowność. Tutaj bym się upierał. No i to chyba juz wszystko.

Pozdrawiam serdecznie
tomek

niedziela, 02 grudnia, 2007  
Anonymous tatarzyn said...

Zacytujmy zamieszczona na tutejszym blogu relacje jednego z fanow wystapien publicznych pana Tomka: "Powiedz mu, że jest faszystą i antysemitą, a zobaczysz, jak perwersyjną rozkosz sprawiają mu takie oskarżenia." Hola! Czy powiedziala mu "to" prof. Maria Janion? Czy ktos inny? I na jakiej podstawie, czy przez nieporozumienie? Moze ktos wlasnie dobrze zrozumial wszystkie te niewinne aluzje do lucyferycznych otchlani, gdzie nowy czlowiek sie rodzi, te rozkosznie klasyczne stylizacje podszywajace sie pod subwersje klasycznego schematu, te metafory zrodla, caly ten jezyk woli i powolania, te deklaratywna alergie na machinacje miedzynarodowej [----------] finansjery, wszystkie te bajania? Nie wiem, czy oskarzenia o antysemityzm sprawiaja mu rozkosz czy nie, i czy byl on wewnatrz psa - mam to dokladnie gdzies i dziekuje, dzielenie entuzjazmu odurzonego kibica pana Tomka mnie nie kreci. Nie kibicujmy.
Bezmyslne flirty z nazistowska symbolika plus zwyczajnie rasistowskie aluzje na planie artystycznym i rownolegle wolania o oczyszczajacy "nowy paradygmat", ktorego "nam potrzeba" (znaczy panu Tomkowi chyba) na planie krytyki, te marzenia o IV Rzeczpospolitej Polskiej Sztuki i Krytyki, wolnej od "okcydentalizmu" - to w sumie dosc znane objawy dosc czestej w Polsce i dosc powszechnej na wschod od niej dzieciecej choroby naszosci, z ktorej sie raczej juz nie wyrasta. Cale szczescie, ze na razie rozgrywa sie to w przestrzeni sporu o polityke artystyczna, a nie na przyklad na ulicach miast. Jak sie ma nieprzepracowany problem z Mama albo z Tata, to sie wola o jakis zupelnie nowy, czysciusienki paradygmacik, poza dobrem i zlem, albo o wole mocy, a jeden znany filozof zawolal czujnie w 1933 roku o "samoutwierdzenie sie niemieckiego uniwersytetu", zgodne z logika samoutwierdzania sie niemieckiego panstwa, ktore wlasnie nastepowalo, bo w swiecie bez transcendentnego punktu oparcia czul sie bardzo samotny i slaby. Szukal wiec silniejszego, sprzeniewierzajac sie samemu sobie. Z tego sie biora tylko klopoty, poruta, a nawet hanba domowa i potem trzeba sie koslawo tlumaczyc w jezykach obcych, drodzy Slowianie i Praslowianie! Nie do nasladowania.

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

o,nowy wątek! i jaki ciekawy!

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

WOW!!! No, nareszcie... W istocie, to niezwykle ciekawy wątek. Dość jednak skomplikowany, i nie jestem pewien, czy odpowiedni na blogową dyskusję. Bo w wypowiedź Tatarzyna to taka kondensacja klasycznych stereotypowych oskarżeń - ale wobec kogo? Wobec mnie? Micińskiego? Nietzschego? Prosiłbym o jakąś konkretyzację. Bo jeżeli to w moim kontekście Pan mówi "bezmyślnym flircie z faszystowską symboliką" , to prosiłbym nade wszystko o KONKRETNE przykłady owej "bezmyślności". Ja bowiem stawiam tezę, że - owszem - flirtuję, ale jednak w dość przemyślany sposób. Poza tym jednak mocno eksponuję AMBIWALENCJĘ owej fascynacji. A może Panu chodzi jednak nie, o mnie, a o Micińskiego - o jego podnoszoną wielokrotnie "endekoidalność"? Jeżeli mamy rozmawiać, to proszę o konkrety - bo na tym poziomie ogólności trudno mi się do tego arcyciekawego postu odnosić.

p.s. A problem z "mamą" i "tatą"? O jakich rodziców Panu chodzi? Moich czy Krytykanta? Bo jesli chodzi o moich, to ja wielokrotnie sygnalizowałem swoje problemy z "Mamą" - zarówno tą "mityczną" (np. "bogo-ojczyźnianą"), jak i metrykalną - patrz mój tekst "Syberia. Ściek. Seraj" w katalogu wystawy "Za czerwonym horyzontem".
Proszę więc o konkrety - jaki rasizm, faszyzm, czyj i dlaczego bezmyślny

SIEG...!!!!

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Kozak jak zwykle - "Dość jednak skomplikowany, i nie jestem pewien, czy odpowiedni na blogową dyskusję." i tak za każdym razem - problem jest za skompliowany żeby udzielić odpowiedzi na blogu - jakoś tak sie dzieje że Krytykantowi sie udaje a Kozakowi nie. czyżby się migał od odpowiedzi?!?!

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

O rany! :) Ja, broń Boże, nie migam się od odpowiedzi. Niektórzy oskarżają mnie przeciez o to, że anektuję blog Kuby. Tylko, szanowny Anonimie, na co mam odpowiadać? Proszę o zestaw konkretnych pytań.

A, że nie jestem pewien, czy problemty wskaane przez Tatarzyna nadają się na blogową dyskusję, to inna sprawa. No, bo o czym mamy rozmawiać - o mojej twórczości? Czy o jakiejś abstrakcyjnej "wschodniej" postawie? Nie wie, bo Tatarzyn tego nie precyzuje...

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

miało być: nie wiem, bo Tatarzyn tego nie precyzuje

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

o masz - teraz zachciewa Ci się konkretów! ;-)

wtorek, 04 grudnia, 2007  
Anonymous Mareczek said...

TK opisuje "...stan rzeczy, w którym dopuszczalna jest następująca sytuacja: oto przedstawiciele prywatnych galerii (Michał Kaczyński i Joanna Mytkowska) zasiadają w komisji nominującej do konkursu organizowanego przez Galerię Narodową (Spojrzenia 2005). Jaki jest efekt obrad? Pięć z siedmiu nominacji przypada w udziale artystom reprezentowanym przez Raster i FGF."
Gwoli scislosci: z siedmiu nominacji, cztery przypadly artystom reprezentowanym przez Raster, jedna - reprezentowanemu przez FGF. A wygral i tak jeden z dwoch artystow niezrzeszonych w ukladzie warszawskim.
W ten sposob mozna tez dowiesc, ze mniejszosc niemiecka ma wiekszosc w polskim sejmie. Jak? To proste. Wystarczy liczyc jej poslow razem z dowolna koalicja rzadzaca w danym momencie. A Niemca od Polaka przeciez nie odroznisz...

środa, 05 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

A więc jednak "koalicja rządząca" ?... :)

środa, 05 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Panie Mareczku, Pańska nieodparta logika zmusza mnie do tego, bym przyznał, że FGF jest marginalną mniejszością pobawioną jakiegokowliek wpływu na kształ polskiej sceny

środa, 05 grudnia, 2007  
Blogger tomek kozak said...

Ale żarty na bok. O ile pan sobie przypomina, panie Mareczku, w swoim tekście napisałem, że nie przeszkadzają mi nominacje, natomiast przeszkadza mi to, że w procesie ich przyznawania brali udział Mytkowska i Kaczyński. W związku z tym zadałem pytanie - moim zdaniem kluczowe – czy ci galerzyści powinni akurat wtedy zasiadać w komisji nominującej. Moim zdaniem ZDECYDOWANIE NIE. A Pańskim?

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Zdaniem Mareczka pewnie tak, bo to chyba kolejny wyznawca fundacji. Moim zdaniem także NIE

Januszek

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous Janulka (nie-córka Fizdejki) said...

Oj, NIE, NIE. ZDECYDOWANIE NIE!

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous TAK-Tomaszek said...

A ja bym Mytkowskiej przyznał dożywotnie prawo zasiadania. Zasłużyła na to. Nasza Pani Dyrektor Kochana!

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Spojrzenia" to nagroda Deutsche Bank a nie reprezentacja Polski. Komitet nominujący może mieć taki skład, jak się fundatorowi nagrody podoba, no nie? Nawet z samych galerzystów, i nawet w Galerii Narodowej.

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

I właśnie o to chodzi - o problematyczny styk biznesu i publicznej instytucji. Jeżeli nie widzisz tutaj problemu, kolego, to cóż... lejesz wodę na młyn kozaka, a chyba nie o to ci chodzi, no nie? :)

środa, 05 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a moze wątek nowej pracy Althamera,
dyskusja w dzisiejszej Gazecia
dobry krytyczny tekst Nyczka
piszacego ze tego typu dzialania lepiej robiła Akademia Ruchu w latach 70. w polsce
bez takiej kaski

co myslicie o dzisiejszej debacie na lamach GW?

środa, 05 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Nyczek wyjął pracę Althamera z szerokiego kontekstu całej jego twóczości i poddał ją obróbce, jakby ten ją sobie od tak, ad hoc wymyślił. I to jest grube nadużycie, ale także trochę nieodpowiedzialność - czytelnik pomyśli: no tak, ci współcześni artyści to hochsztaplerzy... przejdzie się taki po targu i udaje artystę..

pozdr
K

PS. Co do Spojrzeń, to nie zmieniam stanowiska: to sprawa złożona, bo nasza sztuka jest jeszcze młoda; z drugiej strony - w tym roku zasiadał w komisji nap. Dawid Radziszewski z Psa. I ja np. wolałbym Ł.Gorczycę, bo jego aktywność z pewnością nie sprowadza się do prowadzenia Rastra (i to jest właśnie znamienne - u nas jeszcze pewne figury i powinności się przeplatają).

czwartek, 06 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

wracając do początku dyskusji.Banasiak jak dla mnie stara się nie wypaść z obiegu czy raczej nie spaść z fali.dlatego pełno w tych tekstach niedocignięć,nieścisłości i ogólnego zaciemniania.a nie spaść z fali ..hmm ,o to może starać się tylko mały człowiek

piątek, 07 grudnia, 2007  
Anonymous blask said...

czy ktoś podzieli moją refleksję-po zaznajomieniu się z propozycjami fgf i rastra mam ochotę szukać kogoś zpoza obiegu,czegoś świeżego co nie jest z nimi związane..ten margines stał się centrum i jak dla mnie wyczerpał swoje siły żywotne.przewidywalne to chyba najgorsze co można by był powedzieć o ich działalności ,tak jednak dla mnie jest..

piątek, 07 grudnia, 2007  
Anonymous blask said...

przykład -ekspo w FAIT .sztampa i zamuła.kasa kasa kasa i tłuczenie kasy

piątek, 07 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

anonim:
nie obrażaj mnie i zawijaj stąd, jak Ci się nie podoba; nie ma przymusu czytania tego, co piszę. Ja wkładam w to dożo pracy i serca nie po to, by tacy jak Ty mogli sobie pofolgować.

Jeśli nie masz merytorycznych argumentów - to proszę, zachowaj swoje myśli dla siebie.

piątek, 07 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

sam stąd zawijaj lamusie,bo obskoczysz na jakimś wernisażu i dosłownie spadniesz z fali

piątek, 07 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

prosiłem o nie obrażenie - tyczy to także "lamusa".
ale ja naprawdę nie zamierzam dyskutować.
i proszę uprzejmie się przedstawić, będzie milej.

serdeczności

piątek, 07 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Podstawowy problem tej dyskusji Ktytykant chiba podał pod koniec komentarzy... choć to się i przewija gdzieniegdzie w krytyce krytyki... "nie zrozumiał" "źle zrozumiał"... a podsumowanie:

"Ja uważam(Krytykant), że Twój tekst(Tomka Kozaka) jest jałowy i kmpletnie oderwany od moich przekonań; że skupia się na mojej retoryce, wyolbrzymia skróty, sprytnie wynajduje luki, ale za nic nie daje po kolei pprzedłożyć moich tez i ich obalić"

To tak... skoro już ustaliło się wyżej, że dla Krytykanta pisanie o problemach sztuka - władza - rynek, jest "bezsensowne"... to oczywiste, że więcej niż połowa tekstu Tomka Kozaka jest dla Krytykanta "jałowa"...

Z drugiej strony, skoro krytycy Krytykanta nie mają odnosić się do tego typu tematów - po co szanowny autor bloga tyle tej "retoryki" zamieszcza... dokumentnie mieszając ją zresztą, z tym, co jakoby jest najważniejsze.
Może to jest powód, dla którego rzadko kto trafia w sedno myśli Ktytykanta - dualizm tekstów - w których jest i retoryka i rzeczy ważkie - ale nie oddzielone tak - by było jasnym, co dla samego autora jest czym...

Z drugiej strony - jesli nie oddzielone..., lub oddzielone w pojedyńczych tekstach..., to moze należałoby w jakimś poście, krótko i dla ostatecznego wyjaśnienia zdobyć się na odrobinę cierpliwego wyskubania ze swoich tekstów, owego sedna - zamiast zarzucać w nieskończoność, że się polemistom nie chce uważnie czytać, albo analizować ze skutkiem miłym dla autora, albo, że nie rozumiemy intencji... Polemiści analizują to co się rzuca w oczy - a co się rzuca w oczy jak nie tezy ostro zarysowane - jak się okazuje to - pańska "retoryka", to to, co dla Pana "Jałowe"... ale jednak przyzna pan, obecne w tekstach, przerysowane, ostro postawione. Po prostu przydałoby się by pan "stracił" nieco czasu, i swoim czytelnikom, zafundował
prosty, punktowy wypis - najważniejszych kryteriów pana rozumienia sztuki dobrej, sztuki wybitnej, dobrego obrazu, tego co dokładnie stanowi owo sedno - bo skoro nie chce się pan tłumaczyć z poszczególnych tekstów - raczyłbym pamiętać o tym, że w różnych tekstach różne rzeczy pan stawia jako najważniejsze(tezy podobne ale w różnych kontekstach), różnie sedno miesza z retoryką...; podobnie jak malarz - nawet posługujący się jednolitą estetyką, czy myślą-ideą przewodnią... nie maluje każdego obrazu identycznie, i nie identycznie komponuje - zmieniają się konteksty, zdarzają się obrazy bardziej i mniej czytelne, bardziej uderzające(retoryczne) lub "do myslenia"... i ocenić artystę - jak pan słusznie gdzieś napisał - należy nie na bazie jednego - a wielu obrazów, czy form unnego rodzaju... Podobnie z pana tekstami - tyle, że jesli czytelnik po tej dykusji, mialby zacząć analizowac każdy tekst z osobna, zastanawiać się względem tego wyżej, co ma być sednem, a co retoryką... cóż... wybaczy pan, nikt nie ma tyle czasu, chyba ze ktoś kiedyś zechce uznać pana za wybitne zjawisko krytyczne i napisać dajmy na to, doktorat...

Dla normalnego czytelnika, nawet jesli czyta uważnie - ale mającego swoje życie i problemy... skakanie za każdym razem po wszystkich niemal tekstach... jest po prostu niewykonalne... Lepiej byłoby więc, żeby pan, jako autor, któremu jak rozumiem zależy na obecności polemistów, poświęcił nieco czasu na podsumowanie sedna...
ewentualnie z odnśnikami byśmy mogli zrozumieć również konteksty oddzielające retorykę i sedno w taki sposób, jaki jest dla pana możliwy do zaakceptowania, bez powtarzania, że ktoś czegoś nie zrozumiał tak, jak pan by chciał...

Jest też całkiem możliwe, ba, postawibym tezę, że absolutnie normalne, iż kazdy niemal artysta i krytyk, ma jakieś swoje własne sposoby interpretowania znanych ogólnie kryteriów - taki własny kompas, zbudowany na sympatiach, gustach estetycznych ,zainteresowaniach i światopoglądzie - także na politykę, czy kwestię sukcesu...

Jesli więc nie ma jasnego rozdzielenia na to, co dla pana jest owym kompasem - jasno, krótko..., to proszę wybaczyć, ale infantyle jest zakładanie, że inni nie mają prawa czytać pod swój kompas, wedle swojego widzi mi się... i tak sobie tłumaczyć co dla pana najważniejsze, a co tylko "retoryką"( pod przypływem nastroju i chwili)...

Tak było np. w sprawie lewicowych wypowiedzi Sasnala, ja np. zrozumiałem, że Tomek Kozak - a później ananoim piszą o absurdalności tłumaczenia, że skoro ktoś jest sławny w jakiejś dziedzinie odległej od polityki - zdobędzie sławę i wypowiada się na ten temat publicznie - to robi się z niego autorytet polityczny...
robi się - co oznacza - logicznie, że nie jest to zarzut pod adresem Sasnala, ale pod adresem zjawiska wynoszenia pewnych poglądów ponad inne - bo człowiek sławny, to, że nie jako specjalista, to już zadnego znaczenia nie ma i to właśnie - jest absurdalne... a przynajmniej głupie... Pan to zrozumiał w odniesieniu do Sasnala, jako swego rodzaju krytykę jego sławy, czyli po swojemu.


co do "wyolbrzymiania skrótów", "Wyrywania z kontekstu", "sprytnego wynajdywania luk" - to jak sam pan tłumaczył podtytuł - to po prostu typowe zabiegi w dyskusji - zwłaszcza, że pan sam je stosuje - odnosząc się tylko do części wypowiedzi Tomka Kozaka, cytując pojedyńcze frazy i punktując tylko niektóre cząstki wypowiedzi...

W tym sensie jesteśmy nader blisko początku... wykazaliście sobie panowie, co, który źle zrozumiał, za to niewiele - co to znaczy, dobrze was zrozumiec - a jesli - tu, w tym tekście - wszak tej dyskusji własnie dotyczącego - to zarysował to Tmek Kozak - pan tylko określił czego "nie rozumiemy" i że należy czytać pańskie wszystkie teksty, rozumiem ze trzeba w tym celu kupić wszystkie czasopisma i wydawnictwa w których - poza blogiem je pan zamieścił - bo pan sam "nie będzie się z nich tłumaczył"... przyzna pan, że to postawa nieco dziwna - zaprosić kogoś do dyskursu, cieszyć się z polemiki, z tego że jest wielu komentatorów... a potem i jego i każdego zainteresowanego zbywać w ten sposób - zbywać, bo T.K., ani ja, ani nikt inny z pewnością nie ma czasu poświęcić najbliższych kilku tygodni, na odczytywanie ducha pana tekstów... by w końcu napisać krótką notkę w komentarzach...(...).

Jeszcze tylko do inteligencji artystów... tu zapewne faktycznie żyją panowie w "dwóch różnych światach", Pan - zdaje się, uznaje, że krytyk powinien być intligentny, błyskotliwy i w lot odczytujący także intencje innych krytyków(jesli to ostatnie jest konieczne, to, bez urazy... przed panami, i zapewne krytyką w ogole, jeszcze długa droga) - ale artysta może być nieładnie mówiąc - głupi... byle umiał machać pędzlem ... o, bo w dobie kompa i rzutnika to fakt... mozna kliknąc kilka razy myszką rzucić obraz - przemalowac a do tego wielkiej inteligencji nie trzeba, warsztatu nie trzeba, wiadomości i umiejętności też...(ale.. nie oznacza to przecież... że nie można, albo ze należy łtwość głupią i naiwną chwalić!), albo do napisania na płótnie co się chciało powiedzieć, najlepiej, by reszta płótna była nie zamalowana, po co sobie gmatwać w głowie... prawdaż...)...
acha i ma być artysta naiwny, jak dziecko rozmantyczny... no tak, teraz nagle zrozumiałem, że np. malowanie przeogromnych twarzy - zdjęć przemalowanych z rzutnika, sarenek i pingwinków - na wieeelkiiim płótnieeee... to uznawalne, bo wszakże to niewinne, dziecinnie naiwne, zapewne niepazerne i na pewno nie przemyślane... hmmm... khm khm...

Nietrudno zrozumieć, że istnieje i istnieć będzie poważna opozycja wobec takiej postawy... a przynajmniej konsekwencji ublicznego stawiania takich tez... jako wyznaczających wartość sztuki... przez duże S., nietrudno też zrozumieć, że nie jeden Tomek Kozak uważa, że inteligencja, świadomość i to także teoretyczna, wrażliwość - ale wybitna(Nowosielski),
a nie naiwna (Dwurnik)... to rzecz niezbędna by wytworzyć coś wartościowtego, niosącego jakikolwiek sesnowny przekaz - oczywiście jesli nie okaże się, że i owa sensowność - to inne światy dla panów, czy i dla mnie...

Podsumowując - artysta pastyk nie wydaje mi się odrębnym podgatunkiem Homo Sapiens - który może inaczej niż inni ludzie być głupim albo niewykształconym, niewiedzącym i nieumiejetnym i mimo to tworzyć rzeczy wybitne... sądzę raczej, że to jeden z największych banałów jakie na ten tamat wytworzył współczesny świat...

Szymon

niedziela, 09 grudnia, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

proszę Pana, ja wiem, co napisałem - nie ma potrzeby powtarzać. Ja może wymagałem czegoś więcej, niż tego, co zapodał TK - i chyba jasno wyłożyłem, dlaczego. I tak wyszło o wiele za dużo tekstu...
Ale proszę jednak się przemóc i zajrzeć np. do tekstów, o których pisze TK zaraz na początku, w ustępie o "szesnastolatkach". Z tych tylko tekstów można było wytrącić kilka tez i się do nich odnieść - czy to aż tak skomplikowane?

pozdr
K

niedziela, 09 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

O.K., O.K. ale mogłem sobie popisać ;) No to skoro T. K. się nie odniósł... może ja coś znajdę
;)

Szymon

niedziela, 09 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

To setny komentarz!

poniedziałek, 10 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

dla Kozaka 5 dla Banasiaka 3.5

poniedziałek, 10 grudnia, 2007  
Blogger adam said...

W imieniu redakcji pozwolę sobie jedynie zapowiedzieć publikację tekstów Tomasza Kozaka i Jakuba Banasiaka w najblizszym drukowanym Obiegu. Teksty nie mają wprawdzie charakteru polemiki, ale mam nadzieję, że staną się istotnym punktem odniesienia w toczącej się dyskusji o sztuce współczesnej w Polsce. Nowy Obieg w ciągu dwóch tygodni powinien być w dystrybucji, adam mazur, www.obieg.pl

poniedziałek, 10 grudnia, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ocho, będzie trzeba kupić Obieg, nu, chiba, że to będą te teksty co tutaj... ;)

poniedziałek, 10 grudnia, 2007  
Blogger adam said...

przeciez nie polecalbym tekstow dyskutowanych. obaj autorzy przedstawiaja nowy material. tylko w obiegu ;-) am

poniedziałek, 10 grudnia, 2007  
Anonymous 人妻 said...

Hな人妻たちの社交場、割り切った付き合いも当然OK!欲求不満のエロ人妻たちを好みに合わせてご紹介します。即会い、幼な妻、セレブ、熟女、SM妻、秘密、以上6つのジャンルから遊んでみたい女性を選んでください

sobota, 28 listopada, 2009  
Anonymous Hチェッカー said...

みんなで楽しめるHチェッカー!簡単な設問に答えるだけであなたの隠されたH度数がわかっちゃいます!あの人のムッツリ度もバレちゃう診断を今すぐ試してみよう

poniedziałek, 30 listopada, 2009  
Anonymous 家出 said...

最近流行の家出掲示板では、各地のネットカフェ等を泊り歩いている家出少女のメッセージが多数書き込みされています。彼女たちはお金がないので掲示板で知り合った男性の家にでもすぐに泊まりに行くようです。あなたも書き込みに返事を返してみませんか

wtorek, 01 grudnia, 2009  
Anonymous 高収入アルバイト said...

性欲を持て余し、欲求不満になっている女性を金銭の対価を得て、癒して差し上げるお仕事です。参加にあたり用紙、学歴等は一切問いません。高収入アルバイトに興味のある方はぜひどうぞ

środa, 02 grudnia, 2009  
Anonymous 高級チェリー said...

童貞を奪ってみたい女性たちは、男性にとって「初体験」という一生に一度だけの、特別なイベントを共に心に刻み込むことを至上の喜びにしているのです。そんな童貞好きな女性たちと高級チェリーで最高のSEXをしてみませんか

czwartek, 03 grudnia, 2009  
Anonymous 副収入 said...

一晩の割り切ったお付き合いで副収入が得られるサイトのご案内です。アルバイト感覚での挑戦もできる、安心の無料登録システムを採用しておりますので、興味のある方は当サイトをぜひご覧ください

sobota, 05 grudnia, 2009  
Anonymous スタービーチ said...

復活、スタービーチ!日本最大の友達探しサイトがついに復活、進化を遂げた新生スタビをやってみませんか?理想のパートナー探しの手助け、合コンパーティー等も随時開催しています。楽しかった頃のスタビを体験しよう

niedziela, 06 grudnia, 2009  
Anonymous モテる度チェッカー said...

なかなか彼氏、彼女が出来ない君達の深層心理を徹底解明♪みんなでモテる度チェックをやって結果交換も自由、合コンや休み時間はモテる度チェックで暇つぶし!次にモテ期が訪れる瞬間をズバリ診断しちゃいます

poniedziałek, 07 grudnia, 2009  
Anonymous ¥倶楽部 said...

出会ぃも今は¥倶楽部!オンナがオトコを買う時代になりました。当サイトでは逆援希望の女性が男性を自由に選べるシステムを採用しています。経済的に成功を収めた女性ほど金銭面は豊かですが愛に飢えているのです。いますぐTOPページからどうぞ

wtorek, 08 grudnia, 2009  
Anonymous 野外露出 said...

今迄は野外露出がマイナスイメージと囚われがちですが、実際は開放的な気分になり有名人のヌーディストが、オープンになる事を推奨してるぐらいです。このサイトをキッカケに知り合った娘達と野外で楽しみませんか

środa, 09 grudnia, 2009  
Anonymous 高級 said...

どうしても相手がセレブだと高級感が有り、近付きにくいと思われがちですが、実際はただ欲望のままに快楽を追い求める、セレブとは掛け離れた女性が居るだけです。今こそ自分の欲望を満たすときです

czwartek, 10 grudnia, 2009  
Anonymous 人妻 said...

最近旦那とマンネリで全然Hしてません。正直もうかなり欲求不満です…誰か相手してくれる方いませんか?空いている時間は多いと思うので都合は合わせやすいと思います。お互い楽しめる関係になりたいな。人妻でも平気な人いたら是非相手してください☆一応18歳以上の人限定でお願いします。上はどこまででも大丈夫なんで excellent.lady@docomo.ne.jp

piątek, 11 grudnia, 2009  
Anonymous ライブチャット said...

当サイトでは無料でオナ動画を見ることができます。また、ライブチャット機能でリアルタイムオ○ニーを見るチャンスも高く、興奮間違いなしです。また、一人Hのお手伝いを希望される女性もあり、お手伝いいただけた方には謝礼をお支払いしております

sobota, 12 grudnia, 2009  
Anonymous スタービーチ said...

日本最大、だれもが知っている出会い系スタービーチがついに復活、進化を遂げた新生スタビをやってみませんか?趣味の合う理想のパートナー探しの手助け、合コンパーティー等も随時開催しています。楽しかった頃のスタビで遊んでみよう

niedziela, 13 grudnia, 2009  
Anonymous モテる度 said...

あなたの異性からのモテ度数を診断できる、モテる度チェッカー!日頃モテモテで充実しているあなたもそうでないニートの方も隠されたモテスキルを測定して結果を活用し、今以上にモッテモテになること間違いなし

poniedziałek, 14 grudnia, 2009  
Anonymous 救援部 said...

女性のオナニーを助ける場が救援部です。ここに所属してる娘のオナニーを見て気に入ったら、実際に会ってオナニーを手伝っても良いし、エッチしても良し、これで報酬Get出来るんですから美味しいバイトですよ

wtorek, 15 grudnia, 2009  
Anonymous スタービーチ said...

一時代を築いたスタービーチは閉鎖になりましたが、もう一度楽しい思いをしたい、もう一度出会いたいと思う有志により再度復活しました。本家以上に簡単に出会えて楽しい思いを約束します

środa, 16 grudnia, 2009  
Anonymous 女に生れて来たからには!! said...

誰にも言えない秘密があります。実はとってもHなんです、せっかく女として生まれたからにはアブノーマルな世界に飛び込んでみたいです☆普段では考えられないプレイを思う存分楽しみ、経験したいんです♪快楽に溺れさせてくれませんか?一緒に感じ合いましょう!!都合はつくのですぐに時間を合わせられます。18歳よりも上の方がいいです!! quietness@docomo.ne.jp

piątek, 18 grudnia, 2009  
Anonymous 流出 said...

流出サイトでは、有名人から素人までの他では見れない秘蔵の動画を入手しています。何より素人が相手の場合に限り、アポを採る事も可能です。動画でお手軽に抜いて、抜き足らない場合は、女の子にハメて来て下さい

sobota, 19 grudnia, 2009  
Anonymous グリー said...

日本最大級、だれもが知っている出会い系スタービーチがついに復活、グリーより面白い新生スタビをやってみませんか?趣味の合う理想のパートナー探し、合コンパーティーに興味がある方はぜひ無料登録してみてください。楽しかった頃のスタビで遊んでみよう

niedziela, 20 grudnia, 2009  
Anonymous SM度チェッカー said...

あなたのSM度を簡単診断、SM度チェッカーで隠された性癖をチェック!真面目なあの娘も夜はドS女王様、ツンデレなあの子も実はイジめて欲しい願望があるかも!?コンパや飲み会で盛り上がること間違いなしのおもしろツールでみんなと盛り上がろう

poniedziałek, 21 grudnia, 2009  
Anonymous リッチセックス said...

女性には風俗がない!そんな悩みを持つセレブ女たちは、リッチセックスでお金を使い自分を満たします。金銭面では豊かですが、愛に飢えている彼女たちを癒して高額な報酬を手に入れてみませんか

wtorek, 22 grudnia, 2009  
Anonymous 神待ち said...

女子○生の個人情報公開!?遊び盛りの神待ち女子○生の写メ・アドレス・番号を公開中!好みの女の子を選んで直メ・直電で今すぐ待ち合わせしよう

środa, 23 grudnia, 2009  
Anonymous 高級チェリー said...

高級チェリーの冬は童貞卒業のシーズンです。童貞を食べたい女性達もウズウズしながら貴方との出会いを待っています。そんな女性達に童貞を捧げ、貴方もハッピーライフを送ってみませんか

czwartek, 24 grudnia, 2009  
Anonymous 友達募集中 said...

初書き込みで申し訳ないんですが、都合のいい男性探しています。不況の中でも会社が高成長してて、忙しい毎日です。お陰でプライベートが充実していなくって、溜まる一方です。財産的にも多少余裕が今のところあるのでお礼もできます。何より、この書き込みが読まれているのかちょっと怪しいですけど…。アドレス置いとくので、消されないうちにメールくれたら嬉しいです。inspiration.you@docomo.ne.jp

piątek, 25 grudnia, 2009  
Anonymous 出張ホスト said...

結婚してから女としての喜びを失った玉の輿女性達、エリート旦那のそつのない動きには満足できるはずもなく、時間を持て余すお昼時に旦那のお金を使い、出張ホストサービスを楽しむそうでございます。今回も10万円での愛を承っております。癒しの一時をご一緒して謝礼を貰ってくださいませ

sobota, 26 grudnia, 2009  
Anonymous gree said...

だれもが知っている日本で一番有名な出会い系スタービーチがついに復活、greeより面白い新生スタビをやってみませんか?理想のパートナー探し、合コンパーティーに興味がある方はぜひ無料登録してみてください

niedziela, 27 grudnia, 2009  
Anonymous 玉の輿度チェッカー said...

当サイトは、みんなが玉の輿に乗れるかどうか診断できる性格診断のサイトです。ホントのあなたをズバリ分析しちゃいます!玉の輿度チェッカーの診断結果には、期待以上の意外な結果があるかも

poniedziałek, 28 grudnia, 2009  
Anonymous デリバリーホスト said...

男性との甘い一時が奥様達には必要になっております。刺激のない私生活はとても辛く、ココロもカラダもストレスが堪る一方、そんな中にデリバリーホストに癒しを求めている奥様、セレブ女性は大変増えてきており、男性の方が不足状態です。女性達の癒しとなる仕事をあなた様も一度体験してみてはいかがでしょうか

wtorek, 29 grudnia, 2009  
Anonymous リア友 said...

メル友らんどでは誰でも気軽にメル友が作れちゃう、参加無料でいつでも利用可能なコミュニティサイト♪ご近所の気の合うリア友や、真面目に彼氏彼女探しなど、楽しみ方は無限大!自分にぴったりの相手を見つけちゃおう

środa, 30 grudnia, 2009  
Anonymous 出会い said...

大好評の逆ナンイベントが毎週開催決定!素敵な出会いのきっかけ探し・アイナビにきませんか?積極的な出会いを求める人達なら無料参加OK!あなたもほんの少しの勇気で素敵な彼氏・彼女をGETしちゃおう

czwartek, 31 grudnia, 2009  
Anonymous お家遊びに来てくれる人いないかなぁ? said...

一人暮らし寂しいよ~(泣)誰かお家遊びにきてくれないかなぁ?休みの日とかも全然予定ありません。料理作るの得意だから来てくれたら食べてほしいな♪見た目は悪くないと思うから安心してください!(笑)細かい事は気にしないけど18歳未満の人は微妙かな、気軽に仲良くしてください milky-yukinko@docomo.ne.jp

piątek, 01 stycznia, 2010  
Anonymous 神待ち said...

冬に1人でネカフェとか寂しすぎやし、でも自分から積極的に声を掛けれる娘ばかりと違い、内気な娘は神待ちと言われるように自分の事を助けてくれるのを待ってるんです。貴方の優しさを待ってる娘は意外な程多いよ

sobota, 02 stycznia, 2010  
Anonymous 家出掲示板 said...

あなたのご近所の女の子たちと無料でカンタンにであえる家出掲示板!大学生・専門学生、まさかの女子○生まで!ちょっとしたお小遣い稼ぎに全国の女の子たちが殺到中!ノーピンクからちょっぴりHなお誘いまで…自分に合ったコを選んでメッセしちゃおう

niedziela, 03 stycznia, 2010  
Anonymous 名言チェッカー said...

簡単な設問に答えるだけで貴方にふさわしい名言がわかる、名言チェッカー!あなたの本当の性格を見抜いちゃいます。世界の偉人達が残した名言にはどことなく重みがあるものです

poniedziałek, 04 stycznia, 2010  
Anonymous 1人H said...

1人Hを男性に見てもらうことで興奮する女性が多数いることをご存じですか?当サイトにはそんな女性たちが多数登録されています。男性は彼女たちの1人Hを見てあげるだけで謝礼を貰えるシステムとなっております

wtorek, 05 stycznia, 2010  
Anonymous モバゲー said...

最高の遊び場、スタービーチ!日本最大の友達探しサイトがついに復活、モバゲーより面白い新生スタビをやってみませんか?理想のパートナー探しの手助け、合コンパーティー等も随時開催しています。楽しかった頃のスタビを体験しよう

środa, 06 stycznia, 2010  
Anonymous 円倶楽部 said...

当逆円倶楽部ではリッチなセレブと割り切りでお付き合いしてくださる男性を募集しています。女性の性欲を満たし、高額報酬をもらって楽しく暮らしてみませんか?興味がある方はアルバイト感覚での1日登録もできる、安心の無料入会を今すぐどうぞ。

czwartek, 07 stycznia, 2010  
Anonymous 旦那以外とエッチしたい said...

人妻だけどセフレ募集しちゃいます!こんな女嫌かなぁ?新しい刺激欲しいし旦那以外の男性としてみたいな。エッチのテクはそれなりに自信あるよ、フェラとか上手いってよく褒められます。年上は何歳まででもOKだけど年下は18歳までが限界かな、楽しみたい人いたら気軽によろしくね♪ enjoy-smile.of.happiness@docomo.ne.jp

piątek, 08 stycznia, 2010  
Anonymous 神待ち said...

家出中の少女たちの書込が神待ち掲示板に増えています。ご飯を食べさせてあげたり、家に招いて泊まらせてあげるだけで、彼女たちはあなたに精一杯のお礼をしてくれるはずです

sobota, 09 stycznia, 2010  
Anonymous 出会い said...

セフレ専門出会い喫茶エンジョイラブは店舗型出会い喫茶 ENJOYグループのネット1号店としてオープンしました♪セフレ探しを目的とした出会いの専門店です。Hに満足していない女性達が多数登録。今すぐ即アポOK表示のHな女の子を新着順で紹介中です

poniedziałek, 11 stycznia, 2010  
Anonymous 熟女 said...

熟女だって性欲がある、貴方がもし人妻とSEXしてお金を稼ぎたいのなら、一度当サイトをご利用ください。当サイトには全国各地からお金持ちのセレブたちが集まっています。女性から男性への報酬は、 最低15万円からと決めております。興味のある方は一度当サイト案内をご覧ください

wtorek, 12 stycznia, 2010  
Anonymous mコミュ said...

mコミュで理想の恋人を見つけよう!某女性誌に紹介され、女の子の登録者が急増中です。新しい出会いの場としてあまり知られていない今ならメールの返信がすぐに返ってくるかも!?無料登録から始めてみよう

środa, 13 stycznia, 2010  
Anonymous 天然娘 said...

さびしがりやの素人女性や天然娘にメールやチャットで会話してあげるだけで儲かる新感覚のアルバイト「素人ホスト」!未経験者の方でも簡単、手軽に出来るお仕事です。詳細は当サイトでご確認ください

czwartek, 14 stycznia, 2010  
Anonymous 真剣に向き合ってはくれませんか? said...

初めての書き込みでちょっぴり緊張してます、男の人と出会うきっかけがなくて!こう言う場をかりてみるのもひとつのきっかけですよね。周りの友達は彼氏とラブラブの毎日、あたしもラブラブな毎日を過ごしたい、21歳の恥ずかしがり屋なんで、年上で引っ張ってくれる人がいいです。メールしてくれたら返事は確実だよ♪ワクワクしながらメール待ってます love.love.happy-@docomo.ne.jp

piątek, 15 stycznia, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

復活、スタービーチ!日本最大のであい系がついに復活、進化を遂げた新生スタビをやってみませんか?理想のパートナー探しの手助け、合コンパーティー等も随時開催しています。楽しかった頃のスタビを体験しよう

sobota, 16 stycznia, 2010  
Anonymous 神待ち said...

家出・神待ちサイト神風は家出少女が集まる人気サイトをクチコミから集めた家出サイト専用のリンク集です。風のように現れる神となってあなたも家出少女を救ってあげて下さい

niedziela, 17 stycznia, 2010  
Anonymous 右脳左脳チェッカー said...

ランク王国でもご紹介された右脳左脳チェッカー、天才肌を見分ける楽しい盛り上がりツールとして今、支持をうけております。みんなでやれば盛り上がる事は間違いなし診断結果でも全国ランキングなどにランクインされて面白さ倍増!話のネタに一度はどうぞ

poniedziałek, 18 stycznia, 2010  
Anonymous セレブ said...

ゴージャスなリッチセレブリティ達のアダルトコミュニティーサイト!お金と時間に優雅なセレブ女性達はアダルトコミュで男性との秘密交際を楽しんでいるのです

wtorek, 19 stycznia, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

釦覀꟣芻菣芯맣莑볣莈諣莼鋦躢鷣膆臨ꪰ苣膌藣膡飣膳鿣芹뿣莼鏣莼臣膮ꧦ뒻臯벁诣莥볣芹뿣莼鏣莼臣膧ꫤ붓鏣膮꟣膂蓣芒鿦蒟韣膦诣膕

środa, 20 stycznia, 2010  
Anonymous 彼氏募集 said...

ゅめの*。ぉ部屋☆+.プロフ作りました♪彼氏募集中wバレンタイン前なのに→アソンでくれるヒトいなくて(泣)寂しいデス↓メアドを乗せておくので遊んでもイイヨ~ってヒト、メルちょうだいネ☆

czwartek, 21 stycznia, 2010  
Anonymous 飲み友募集 said...

飲み友探してまーす☆気軽に楽しく一緒に飲みに行きませんか?(*^_^*)そんなに強くはないけどね(*μ_μ) イイお店とか知ってたら案内してほしいです★時間は夜遅くでも空いてますよヽ(^o^)丿飲み友探しなんで二十歳以上の人限定ー(*・人・*) 年は23歳だよ!メールよろしくでーす! red-rose.ray@docomo.ne.jp

piątek, 22 stycznia, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

新しくなったスタービーチは新しいであいのカタチを提案します★ あなたに出逢いたい人がここにいます。

sobota, 23 stycznia, 2010  
Anonymous 神待ち said...

神待ちサイト ガールズBBSは家出少女を救う神待ち専用の掲示板です!登録無料で家出少女と出会えるチャンス

niedziela, 24 stycznia, 2010  
Anonymous 勝ち組負け組チェッカー said...

人生の勝者&敗者を容赦なく測定できてしまう勝ち組負け組チェッカー!資本主義の日本で貴方は果たして勝ち組になれているのか?あるいは…気になった人はぜひチャレンジしてみてください

poniedziałek, 25 stycznia, 2010  
Anonymous 高額アルバイト said...

高額アルバイトでは大人の恋愛を求めた風俗嬢や社長令嬢といった女性達が多数登録されております。裏風俗とまで呼ばれる逆援助の交際をあなた様も求めてみませんか

wtorek, 26 stycznia, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

伝説で終わらせるにはもったいない。完全無料でさらに面白くなったスタービーチの再来!実績と信頼の上に成り立つスタービーチならではのであい!安心してご利用いただけるブランドだからこそ自信を持ってお勧めします

środa, 27 stycznia, 2010  
Anonymous 高級セレブ said...

ゴージャスなリッチセレブリティ達のアダルトコミュニティーサイト!お金と時間に優雅な高級セレブ女性達はアダルトコミュで男性との秘密交際を楽しんでいるのです

czwartek, 28 stycznia, 2010  
Anonymous メル友 said...

変な性癖があるのはどう思いますか?私、獣姦とか好きなんです…いきなりこんな話驚きますよね…引きましたか?Σ(゜□゜(゜□゜*)野外とかにも興味があります!変態チックなのもたまにはいいですよ\(^-^ )こんな私にメールしてくれるとうれしいです。メールから色んな話しましょ(^_^)年上の人がいいです、私は27歳ですよ!それでは、メール待ってますね sasisuseso309@docomo.ne.jp

piątek, 29 stycznia, 2010  
Anonymous ツイッター said...

ツイッターで始まるであいの掲示板は新感覚のコミュニティ☆男女とも無料の年齢認証登録だけで即参加!!掲示板に参加後はプロフ作成やお友達検索、メッセージの交換等など多彩なコンテンツで貴方のであいをしっかりサポート

sobota, 30 stycznia, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

皆様お待たせしました!!伝説の出合い系サイト、スタービーチが遂に復活!あの興奮を再び体験できる!思う存分出合いをお楽しみください

niedziela, 31 stycznia, 2010  
Anonymous 精神年齢チェッカー said...

精神年齢チェッカーであなたの実際の精神年齢が、簡単な質問でわかっちゃいます。普段は子供っぽいあの人も実は大人の思考の持ち主で子供っぽく振舞ってるだけかも知れませんよ

poniedziałek, 01 lutego, 2010  
Anonymous 彼氏募集 said...

ゅめのプロフ作りました☆バレンタイン前なのにアソンでくれるヒトいなくて(泣)寂しいデス↓↓遊んでもイイヨ~ってヒト、メルちょうだいネ

wtorek, 02 lutego, 2010  
Anonymous モバゲー said...

今やモバゲーは押しも押されもせぬ人気SNS!当然出会いを求めてる人も多い!そこで男女が出逢えるコミュニティーが誕生!ここなら友達、恋人が簡単にできちゃいますよ

środa, 03 lutego, 2010  
Anonymous 救援部 said...

今や女の子のひとりHは常識。しかもお金を払って実際にひとりHを見てもらい、恥ずかしがるのや褒められるのが興奮のツボ!そんな彼女達とオナメールやオナ○ー救援部でHなことしてみませんか

czwartek, 04 lutego, 2010  
Anonymous 彼氏募集 said...

今まで趣味とか仕事に夢中になってて気付いたら一人ぼっちで彼氏いなーい(_´Д`)恋愛からしばらく離れてたから…時々さびしくなっちゃったりするんだよね( p_q)同じくさびしーって人いる?けっこう甘えたりするところがあるから大人の人が好きだよ☆だから、年下はゴメンネ(。-人-。) メアドつけておくから気に入ってくれたらメールしてね!待ってまーす hahahanoha88@docomo.ne.jp

piątek, 05 lutego, 2010  
Anonymous コンパ said...

今、お部屋コンパがアツイ!!毎日あなたのお部屋がコンパ会場に!インターネットで即参加!招待状がなくてもスグに使えるSNSコミュニティ☆

sobota, 06 lutego, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

今度のスタービーチはここがスゴイ!モバイルだけじゃなくPCでも簡単に相手を探せる!新しいスタービーチは出会いの確率がグンとUP☆

niedziela, 07 lutego, 2010  
Anonymous 人生の値段チェッカー said...

あなたの生きてきた人生の値段を診断できちゃう、人生の値段チェッカー!ここであなたが今までに生きてきた時間に値段をつけちゃおう!コンパにネタに大盛り上がり確定のツールで盛り上がろう

poniedziałek, 08 lutego, 2010  
Anonymous 素人 said...

お金持ち人妻や熟女達は素人ホストに抱いてもらう喜びを忘れられず、性欲を満たしています。お金に困った素人男性達は当サイトで人妻さん達を抱いて高額報酬をいただいてください

wtorek, 09 lutego, 2010  
Anonymous グリー said...

グリーもそこそこ出逢えますが、であいを求めるならやっぱりスタービーチが一番!登録無料で楽しい時間を過ごしたい方にはもってこいのサイト。これで恋人、セクフレを作るチャンスが大幅アップ

środa, 10 lutego, 2010  
Anonymous 家出 said...

これから家出したい人や現在家出している人達と、家出少女を救いたい人を繋げるSOS掲示板です

czwartek, 11 lutego, 2010  
Anonymous 恋愛のこと教えてねヽ(^◇^*)/ said...

仕事や趣味に夢中になってたらいつの間にか独りきりになってた…彼氏も長いこといなくて恋愛から離れてました( ´_ゝ`)そろそろ恋愛にも夢中になりたいけど男の子とどうせっしたらいいか教えて下さい(-^▽^-) 動物好きだから、年上で動物好きな人仲良くしてね(。・w・。 ) ペット連れて散歩なんていいよね!!まずはのんびりメールからお願いします sweet-rose.perfume@docomo.ne.jp

piątek, 12 lutego, 2010  
Anonymous モバゲー said...

今やモバゲーは押しも押されもせぬ人気SNS!当然であいを求めてる人も多い!そこで男女が出逢えるコミュニティーが誕生!ここなら友達、恋人が簡単にできちゃいますよ

sobota, 13 lutego, 2010  
Anonymous gree said...

greeやモバゲー、mixiよりアツイ!!スタービーチが新しくなって登場!!復活したスタービーチで新しいでぁいを見つけよう

niedziela, 14 lutego, 2010  
Anonymous モバゲー said...

モバゲーやミクシィ、グリーでであえなかった人もNEWスタービーチなら確実にであいをゲット!無料年齢認証登録であの感動が今、再び蘇る

wtorek, 16 lutego, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

最も復活してほしかったサイトでダントツのNO.1であるスタービーチがとうとう復活!!以前にもましてご利用者様に満足していただける最高のシステムになっております。思う存分新しくなったスタービーチをお楽しみください

środa, 17 lutego, 2010  
Anonymous 援助スポット said...

最低10万円から交際がスタートする援助スポット。不満を持つ熟女達が若い男性を求めて集まっております。熟女サークル逆¥交際であなたもリッチな生活を送ってみませんか

czwartek, 18 lutego, 2010  
Anonymous 恋愛 said...

初めましていずみって言います☆1年半以上恋してません…(/∇≦\)元彼と付き合ってた時にあんまり会えなくて恋愛してた感じがなかった(;‾ ‾)それから臆病になってたけど長いこと彼がいないからそろそろホンキで恋したいなーなんて思ってますo(^-^o)けっこう天然入ってるから大人で引っ張ってくれる人で年上の人と仲良くしたいです☆気になった人はメールしてね fly.me.so.high-@docomo.ne.jp

piątek, 19 lutego, 2010  
Anonymous スタビ said...

満を持してのスタビ復活劇!!ここから刻まれる、新たな一コマ。スタービーチがあなたの歴史を生み出します

sobota, 20 lutego, 2010  
Anonymous mコミュ said...

大人気コミュニティーサイトとなったモバゲー!であいを求める人も当然多い!!そこでであい専門のコミュニティーサイトmコミュを発信!ここでカレシ彼女をGETしよう♪

niedziela, 21 lutego, 2010  
Anonymous モテる度チェッカー said...

なかなか彼氏、彼女が出来ない君達の深層心理を徹底解明♪みんなでモテる度チェッカーをやって結果交換も自由、ゴウコンや休み時間はモテる度チェックで暇つぶし!次にモテ期が訪れる瞬間をズバリ診断、チャンスを逃すな

poniedziałek, 22 lutego, 2010  
Anonymous オナニー said...

今や女の子のオナニーは常識。しかもお金を払って実際にオナニーを見てもらい、恥ずかしがるのや褒められるのが興奮のツボ!そんな彼女達とオナメールやオナニー救援でHなことしてみませんか

czwartek, 25 lutego, 2010  
Anonymous 手料理 said...

つい最近独り暮らし始めましたヾ(〃^∇^)ノお家で料理作っても食べてくれる人がいない(´−`)彼氏いないからあたしと過ごしてくれる人いませんか?手料理ごちそうするよぉ!よかったらメールして下さい(o~ー~)年下の人はゴメンネ…(*_ _)人メール待ってます♪september9-love9@docomo.ne.jp

piątek, 26 lutego, 2010  
Anonymous mコミュ said...

PC対応!掲示板コミュニティサイトmコミュでであいを満喫しませんか?素敵なであいをあなたにお届けいたします

sobota, 27 lutego, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

復活、スタービーチ!日本最大の友達探しサイトがついに復活、進化を遂げた新生スタビをやってみませんか?理想のパートナー探しの手助け、合コンパーティー等も随時開催しています。楽しかった頃のスタビを体験しよう

niedziela, 28 lutego, 2010  
Anonymous ギャル said...

ギャルは素人ホストに抱いてもらう喜びを忘れられず、性欲を満たしています。お金に困った素人男性達は当サイトでギャル達を抱いて高額報酬をいただいてください

wtorek, 02 marca, 2010  
Anonymous モバゲー said...

モバゲーで合コンや婚活パーティーを開催中!イベント盛りだくさんのモバゲーを初めてみませんか

środa, 03 marca, 2010  
Anonymous 出張ホスト said...

男性が主役です! 女性会員様からの謝礼は貴方次第、ご近所出張ホストは女性向けフ一ゾクの決定版!エロい一時を求めて男性様との触れ合いを秘密厳守で探しておられます。エロマダム様達と過ごす癒しの一時を…エロい人妻様会員様を満足させてあげれるのはあなただけなのです

czwartek, 04 marca, 2010  
Anonymous 恋愛 said...

毎日楽しい生活してても何かが足りないって思った時何が足りないか分かったの…O(≧▽≦)O それは恋愛だったんだ~って(苦笑)σ(^_^;)唯一、私にはなかったもの…彼氏がほし~い(>▽<;; フリーの人いませんか?私を恋人にして下さい♪♪仲良くなってどこかへ遊びに行きませんか?(≧▽≦;)明るい性格なので、一緒にいて楽しいと思います!!年下の人は苦手で仲良くなる自信がないので私より年上の人でお願いしますヽ(*´ー`)ゞ少しでも気になった人は今すぐにメール下さい♪ beat-angel.risa@docomo.ne.jp

piątek, 05 marca, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

突如として消えたスタービーチが電撃復帰!長い年月をかけて蘇った進化したスタービーチをお楽しみください

sobota, 06 marca, 2010  
Anonymous スタービーチ said...

であえる確立NO.1を誇るスタービーチが帰ってきた!であいの要素がいっぱいつまった当サイトでであいのきっかけ掴みましょ

niedziela, 07 marca, 2010  
Anonymous SM度チェッカー said...

SM度チェッカーで隠された性癖をチェック!外見では分からない男女のSM指数をチェックして、合コンや飲み会で一気に気になる人との仲を縮めよう

poniedziałek, 08 marca, 2010  
Anonymous アダルトSNS said...

アダルトSNSは今話題沸騰中!!女の子達のエッチ告白、日々のマル秘映像や写真は要チェック!!!今すぐ無料参加してアダルトSNSを始めよう

wtorek, 09 marca, 2010  
Anonymous モバゲー said...

モバゲーより確実に遊べるサイト誕生!スタービーチで理想の関係を築いていきませんか

środa, 10 marca, 2010  
Anonymous メル友 said...

全国からメル友募集中の女の子達が、あなたの誘いを待ってるよ!無料エントリーで自由な恋愛を楽しんじゃお

czwartek, 11 marca, 2010  

Prześlij komentarz

<< Home