wtorek, października 23, 2007

Nasi najlepsi

Ósma odsłona Konkursu im. Eugeniusza Gepperta będzie ostatecznie tematem nowego „wydarzenia” na obiegu.pl, w związku z czym trzeba poczekać aż spłyną wszystkie teksty. Niniejszy wpis uznajmy więc za pierwszą odsłonę dyptyku. Proponuję bowiem pochylić się nad problemem, który nie zmieścił się w mojej i tak przydługiej recenzji, a który wydaje być się niezwykle interesujący.

Najnowsza edycja „Gepperta” jest inna, niż poprzednie: artystów nominowali zaproszeni kuratorzy (solo, duety bądź tercety), a następnie jury złożone już z innych osób dokonywało wyboru. I chodzi właśnie o metodę nominowania artystów przez kuratorów. Być może odkrywam tu Amerykę, ale rządzi nią (metodą...) bardzo interesująca prawidłowość. Pozwolę sobie na małą statystykę:

Sarmen Beglarian/ Warszawa nominował 3 artystów z ASP Warszawa.
Przemysław Jędrowski/ Poznań
nominował 2 artystów z ASP Poznań i jednego z ISP UMCS Lublin.
Jarosław Lubiak/ Łódź
nominował 3 artystów z ASP Łódź.
Pawilon Stabilnej Formy/ Lublin
nominował 2 artystów z UMCS Lublin.
Adriana Prodeus i Katarzyna Roj/ Wrocław
nominowały 2 artystów z ASP Wrocław i jednego z ASP Warszawa.
Ewa Malgorzata Tatar i Dominik Kuryłek/ Kraków
nominowali 2 artystów z ASP Kraków i jednego z ASP Poznań.
Kamila Wielebska/
jak stoi w katalogu, „mieszka w lesie nad morzem”, więc wnioskuję, że chodzi o Wybrzeże, nominowała 2 artystów z ASP Gdańsk i jednego z ASP Kraków.
Monika Weychert Waluszko/ Toruń
nominowała po jednym artyście z UMK Toruń i ASP Warszawa oraz jeden kolektyw (vlep[v]net).

Odpowiednio: 3/3, 2/3, 3/3, 2/2, 2/3, 2/3, 2/3 i 1/3 pod względem zbieżności miejsca zamieszkania/ działalności nominującego i nominowanego.

Podobna zależność rządziła ankietą „Arteonu” zatytułowaną „Kto po Sasnalu?” (numer 3/2007). Chodziło w niej dokładnie o to, co wyraża tytuł. Wskazania:

Jan Gryka/ UMCS Lublin wskazał Michała Stachyrę, absolwenta UMCS w Lublinie.
Paweł Jarodzki/ Wrocław
wskazał Mariusza Warasa, absolwenta ASP Gdańsk.
Wojciech Kozłowski/ BWA Zielona Góra
wskazał Przemysława Mateckiego, absolwenta Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Exgirls/ Kraków
wskazały Pawła Książka, absolwenta ASP Kraków
Agata Smalcerz/ BWA Bielsko - Biała
wskazała Karolinę Zdunek, warszawiankę, choć laureatkę Bielskiej Jesieni (BWA Bielsko - Biała).
Adam Mazur/ Warszawa
wskazał ośmiu artystów z całej Polski, w tym dwóch z Warszawy (Bogacka i Rogalski).

Odpowiednio: 1/1, 0/1, 1/1, 1/1, 1/1, 2/8 pod względem zbieżności miejsca zamieszkania/ działalności nominującego i nominowanego.

Nie wyciągając pochopnych wniosków, zastanówmy się, o czym może to świadczyć. Widzę tu przynajmniej kilka możliwości:

1.Lenistwo intelektualne.
2.
Lenistwo fizyczne (wyjazd z miejsca zamieszkania).
3.
Rutyna.
4.
Natłok pracy, brak czasu na rekonesans, a w konsekwencji zadawalanie się „tym, co jest”.
5.
Chęć wspierania swojego lokalnego środowiska.
6.
Tak zwane „względy koleżeńskie”.
7.
Szczere przekonanie, że najlepszy młody artysta pochodzi właśnie z mojego miasta.
8.
Powyższe statystyki to przypadek.

Wydaje mi się, że możemy odrzucić punkty 1, 2 i 3 jako zbyt - odpowiednio - ponure, absurdalne i znów ponure (zresztą, tu i tak nie pomożemy). Natomiast pozostałym warto przyjrzeć się z bliska.

4.To powód bardzo prawdopodobny, a spowodowany prozą życia, czyli tym, o czym pisała Magdalena Ujma w tekście „Godziwa zapłata”. Zbyt małe zarobki równa się praca na wielu frontach, imanie się projektów słabszych, permanentny brak czasu i tak dalej... Zamiast godziwej zapłaty mamy rozmienianie się na drobne.

5.Tu już problem jest bardziej złożony, zakłada bowiem prymat miejsca działania nad jakością prac danego artysty. Względy nominującego można tu zatem określić jako cyniczne (brzydko), pragmatyczne (ładnie) albo pozytywistyczne (pięknie). W każdym razie nie liczy się jakość realizacji danego artysty „na dziś” i w kontekście prac artystów z innych ośrodków, lecz jego hipotetyczne i wcale niekonieczne osiągi w przyszłości. Retoryka jaką tu spotkamy może brzmieć z kolei tak: „Ależ liczą się przede wszystkim wspólnoty lokalne, trzeba działać na rzecz małych ojczyzn, centrala i tak sobie poradzi”. Tu podkreślmy brak logiki. Wspólnoty lokalne niekoniecznie trzeba wspierać kosztem czegoś (ogólnego kształtu i jakości sztuki) lub kogoś (artystów lepszych, ale niestety z innej wspólnoty). Wydawać by się mogło, że jeżeli sztuka posiada charakter ponadnarodowy, to tym bardziej ponadmiastowy.

Wróćmy zatem do innego wytłumaczenia, a mianowicie owego brzydkiego słowa „cynizm”. Może bowiem liczy się tylko „ruch w (lokalnym) interesie”, a kogo się nominuje, to mniejsza? Ważne, by być w grze. Miało jednak nie być odpowiedzi ponurych - więc o tej wersji zapominamy.

6.Jak wyżej: w którym bowiem momencie koleżeństwo rozdwaja się na dwie ścieżki, z czego jedna nazywa się „pragmatyzm”? Kiedy pojawia się reguła „dwóch pieczeni na jednym ogniu”? Tego tu rzecz jasna nie rozstrzygniemy, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by nominujący sobie ten dylemat przemyśleli.

7.Najbardziej chcemy wierzyć w dziewicze myśli nieskalane kalkulacją, to jasne. Załóżmy jednak nieprawdopodobną sytuację, że nie zawsze tak jest. Czy więc ten punkt ma w ogóle rację bytu? Ma, ale jednorazowo. Jeśli powtarza się w kolejnych działaniach, już nie - i wracamy do rozważania punktów pozostałych.

8.Hahaha.

Możliwe są też miksy, z czego najbardziej prawdopodobne wydają mi się takie:

2 - 5
2
- 6
1
- 7
3
- 5
4
- 5

Zapewne w umyśle nominującego punkt nr. 2 nie ma związku z 5 i 6, ale można niewątpliwie postawić tezę, że jest wręcz odwrotnie: wbrew jego przekonaniu punkty 5 i 6 wynikają właśnie z numeru 2. Związek 1 - 7 dobrodusznie odrzucamy, a z 3 - 5 czynimy podobnie, bo ciągle wierzymy w czyste intencje. Pozostaje 4 - 5, co jest smutne, bo mieszają się tu dobre chęci i podcinanie skrzydeł: frustrujące połączenie.

Logicznie rzecz biorąc, nominacja kogoś tylko ze względu na miejsce zamieszkania/ pole działania jest więc absurdem. Bo czy naprawdę krakowscy kuratorzy za najlepszych malarzy uważają tych z Krakowa, wrocławscy z Wrocławia, poznańscy z Poznania, warszawscy z Warszawy, łódzcy z Łodzi...? Strategicznie natomiast - o, to już co innego... Czy jednak robione przez kuratorów wystawy komponowane są podług miast, a nie jakości? No właśnie. Dlaczego więc rzecz ma się inaczej w wypadku konkursów i ankiet? Wracamy do punktu 5, a do podpunktu „cynizm” dopisujemy „względnie niewielka utrata prestiżu (co tam kogo obchodzi jakiś konkurs), a inwestycja niezła”...

Pamiętajmy jednak, że są też przykłady odstępstw od tej reguły - a więc da się inaczej i nikt na tym nie cierpi. I już na koniec podkreślmy, że na tym wszystkim najgorzej wychodzi artysta (podobnie jak na nieudolnej krytyce wybrukowanej dobrymi chęciami). Jeśli bowiem - załóżmy - ową zależność ktoś zauważy i publicznie podda w wątpliwość, to artysta gotów pomyśleć, że nie został wybrany tylko i wyłącznie ze względu na unikalną jakość swoich prac.. Więc lepiej mu tych potencjalnych frustracji oszczędzić.

A jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego w ankiecie „Arteonu” padły tak, nazwijmy je, zaskakujące wskazania, zaś finaliści „Gepperta” prezentują poziom tak, powiedzmy, daleki od ideału (tu już wyprzedzam fakty) - to może pomyłek nie należy szukać tylko po stronie nominowanych, ale także nominujących?

Etykiety:

62 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Adam Mazur w ankiecie wskazał artystów związanych z Rastrem (trudno więc zaliczyć to jako cała Polska).

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

W konkursie Gepperta, nominowano artystów jeszcze młodych, często studentów - w takim wypadku ich twórczość na bieżąco mają właśnie możliwość śledzić ludzie z tych samych miast. I to chyba nie jest zła idea - jury penetruje swoje środowisko, które zna najlepiej - wyłania najciekawszych twórców, a później inne jury wybiera z tej grpy ich zdaniem najciekawszego.

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Trochę to naciągane - uznajesz, że Agata Smalcerz nominowała artystkę z Bielska-Białej, ponieważ Karolina, mimo że jest z Warszawy wygrała konkurs Bielska Jesień. Może po prostu p. Smalcerz uważa, że Bielską Jesień wygrywa dobry artysta?

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A1:
Nie rozumiem, co to ma do rzeczy - jedno drugiego nie wyklucza. Mi chodzi o kategorię geograficzną, a Panu/i zakładu pracy.. I być może to tez jest godne uwagi.
Ale ni ma Pan/i racji także biorąc rzecz ściśle.
AM wskazał Rogalskiego, Bogacką, Lewicką, Książka, Bujnowskiego, Sztwiertnię, Ziółkowskiego i Adacha.
3 z Rastra. Na 8.

A2:
Patrz punkt 5.
Ale nie każdy zrobił to podług swojego miasta. A co z miastami, których nie reprezentuje żaden nominujący?
aha - młody, czyli do 35 roku życia. Tak słyszałem, że to absolutny kanon w konkursach.

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

to prawda, punkt B-B jest trochę naciągany ;-)
ale tylko trochę..

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Chodzi mi o to, że twierdzi Pan, że być może kuratorzy są leniwi, ponieważ nie penetrują sztuki w innych miastach, ale Adam Mazur postąpił inaczej wymieniając 8 artystów z całej Polski. Ja to widzę tak, że wymienił z galerii najbliżej CSW - czyli posługując się Pana wartościowaniem ułatwił sobie jeszcze bardziej.

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Proponuję powołać komisję śledczą, która rozmontuje układ.

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A1:
No to z Rastra czy CSW? Pisząc "Rastra", nie mam pojęcia, że chodzi Panu o CSW.
Ale: z CSW to związani są chyba wszyscy artyści w Polsce? No i: CSW to instytucja państwowa, ci artyści są w innych galeriach z całej Polski i Europy. Równie dobrze mógł Pan napisać, że AM pomógł Zachęcie.

Nie rozumiem więc, co sobie ułatwił AM?

Reasumując: chyba się Pan/i czepia :-)

pozdrawiam
K

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Anonimowy said...

" W konkursie Gepperta, nominowano artystów jeszcze młodych, często studentów - w takim wypadku ich twórczość na bieżąco mają właśnie możliwość śledzić ludzie z tych samych miast. ..."

zgadzam się.
Jeśli w tym konkursie chodzi o pokazanie artystów jeszcze nie znanych szerszej publiczności,
to trudno się dziwić kuratorom, którzy największą statystycznie szansę na znalezienie kogoś godnego uwagi mają przecież tam gdzie żyją, mieszkają, spotykają znajomych i znajomych znajomych, a wśród nich młodych artystów.

Ponadto, jeśli dobrze policzyłem to aż 6 (na 23) artystów nie pochodziło z rodzinnego miasta swojego kuratora. To trochę dużo jak na wyjątek potwierdzający regułę, Panie Ministrze/Prokuratorze.

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

E tam. Nie przekonał mnie Pan, że ta zależność istnieje tylko z czysto merytorycznych względów.

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous cloe said...

Anonimowy ma rację. Piwo mu.

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

To chyba było jasno napisane - zarzuca pan, że ludzie są leniwi, nie penetrują innych miast, nie szukają talentów na innym krańcu Polski, tylko wymieniają takich ze swojego miasta. Tylko Adam Mazur postępuje inaczej - bo wymienia artystów z całej Polski (w domyśle - szuka, penetruje, wyławia nowych). Mam wrażenie, że wymienia artystów z Rastra - galerii, która jest najbliżej jego miejsca pracy, którym jest CSW. Czy to jest naprawdę przykład takich dalekich poszukiwań nowych talentów?

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Aha i dla jasności - absolutnie nie przeszkadza mi to, że Mazur nominował w ten sposób. Podobnie jak nie przeszkadza mi, że kuratorzy nominują artystów ze swoich miast, których twórczość najlepiej znają (uważam, że to naturalne). Chodziło mi o metodę pisania Pana tekstów - masę w nich niespójności, sprzeczności, naciąganych faktów, błędów w założeniach, braku konsekwencji w rozumowaniu. Natomiast wnioski, które Pan wyciąga na tej podstawie przestawia Pan - jak jakąś prawdę obiektywną, a nie własne przemyślenia, wypływające z kiepskich przesłanek przy użyciu słabej metodologii.

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

nuuuuudy

intelektualne wzdęcie ma pan chyba

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Jakiej znowu metodologii...? Proszę potraktować ten felietonik z przymrożeniem oka, naprawdę..

A co do AM: zostawmy to. Pan "ma wrażenie", a ja fakty.
A z tym "najbliżej miejsca pracy" - dobre. :-)

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

dac kubie ESPUNISAN!

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ja sie zgadzam z krytykantem

totalne nic nierobstwo zaprosz kuratorow
wybieranie ze sowjego klucza i podworka
a geppert chyba slabiutki
to co widzialem w necie
do wro sie nie szykuje bo czytalem ze to ma byc objazdowka

jakas moda ost na objazdowki zapanowala

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Odsmażone kotlety - odsyłam do numerów Ha!art(22)i Format (48) z 2005. "Ale to już było" śpiewała pewna Pani starszego pokolenia nie mówiąc już o chłopakach z Azorro, którzy tego typu konkursy i "prace/zawodników" już ....dawno antycypowali.

Pozdrawiam

wtorek, 23 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A widzi Pan/i... czyli jednak Ameryka.. W każdym razie nadal aktualna, bo po owych 2. latach ów specyficzny trend ciągle trwa..
Być epigonem Azorro - toż to zaszczyt :-)

pozdrawiam również

wtorek, 23 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

tylko, że ha!art i format był w duzej mierze robiony przez te same srodowiska co organizowały i nominowały w geppercie, wiec powtórzenia nazwisk sa chyba logiczne.

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ciekaw jestem kogo krytykant by wskazał w ankiecie, no i kogo by nominował do Gepperta. jest szansa żeby się dowiedzieć?

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ujmująca arytmo-retoryka krytykanta przesłania chyba fakt, że kuratorzy nominowali uczestników w Geppercie juz w poprzednich latach (no i kto jest poznawczym leniuchem ☺) a koncentracja na własnym środowisku była w początkach tej imprezy wręcz założeniem - bo ostatecznie to konkurs dla debiutantów - a nie dla gwiazd , których wstyd nie znać, gdy się jest ambitnym kuratorem.
Więc do wniosków na temat motywacji dorzućmy jeszcze typ nr 9 – ambicja wyciśnięcia czegoś z ciemności własnej latarni, albo - po prostu – promocja „własnego“ środowiska. W końcu, nie często krytykant wyjeżdza z Warszawy (na 14 recenzji na niniejszym blogu – jedynie 4 odnoszą się do wydarzeń poza-warszawskich, nie licząc Damiena Hirsta, który jest jakoś tak zupełnie z innej bajki. Strach pomyśleć o czym to świadczy)

środa, 24 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A1:
Ja nie jeżdżę po Polsce tyle, co kuratorzy i galerzyści, więc jestem tu niekompetentny. Ja mam dość ponurą wizję młodego polskiego malarstwa, więc raczej bym odmówił. Albo nominował tylko Tomka Kowalskiego. Ale - mówię - znam tylko to, co na wystawach, a i na wszystkich przecież nie jestem.

A2:
Jasne, umknęło mi słówko "młodzi" (tak mi to akcentowano - werbalnie - że aż wyparłem ;-) ).

Co do moich wyjazdów: uczciwie byłoby zsumować wszystkie teksty, ale co tam. To prawda: wolałbym więcej, ale - patrz punkt 4 (jak jadę z "Obiegu" lub "A&B", tego problemu nie ma).

***

A tak w ogóle, to powiedziano mi, że nominacja artystów "z własnego podwórka" była wręcz regułą. Jeśli tak, to nie ma tego w regulaminie. Ale nawet jeśli - to niektórzy kuratorzy jednak złamali tę zasadę... ;-)
Co więcej: w dobie mobilności całego świata, a szczególnie art worldu, to chyba mało sensowne założenie.
No i - jak ustaliliśmy - problem jest ponadczasowy... :)

pozdrawiam

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"....wiec powtórzenia nazwisk sa chyba logiczne" -nazwiska tak ale prace po dwóch latach "trącą myszką" w formule konkursu. Ale jeśli się mylę to dokoptowałbym świetnego (bez ironii) Nitkę i Skarbka (mniej cenię jego dorobek) może Ci młodzi "inaczej" zawodnicy,zdobyliby wreszcie jakiś "prize" przed odejściem do Panteonu klasyków. Ale podoba mi się pomysł, żeby każdą kuratorską/tematyczną wystawę zamienić w konkurs z nagrodami - już widzę te tłumy wskazujące paluszkami swoje typy i czekające ne werdykt z wypiekami na twarzy - oby sponsorów nie zabrakło ....

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

" Krytykant | Kuba Banasiak pisze...
Ja nie jeżdżę po Polsce tyle, co kuratorzy i galerzyści, więc jestem tu niekompetentny.Ja mam dość ponurą wizję młodego polskiego malarstwa, więc raczej bym odmówił.(...)"

Mam do Pana pytanie. Czy w tej sytuacji czuje się Pan kompetentny by krytykować i poddawać w wątpliwość czystość intencji tych wyborów? Czy uważa Pan, że to jest w porządku?

środa, 24 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Tak. :)
Poetycko: krytyk krytykuje to, co widzialne, a kurator (zakładam) dociera do tego, co niewidzialne, by widzialnym to uczynić... ;-)

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Krytykant | Kuba Banasiak pisze...
Tak. :)
Poetycko: krytyk krytykuje to, co widzialne, a kurator (zakładam) dociera do tego, co niewidzialne, by widzialnym to uczynić... ;-)"

Ciekawe;) Wydawać się może, że ma Pan żal do kuratorów, iż docierają do rzeczy niewidzialnych, których widzialnymi nie warto czynić. W związku z tym, zakłada Pan, że istnieją rzeczy niewidzialne, które widzialnymi należy uczynić a których kuratorzy nie zauważają? Nie chcę być niegrzeczna, ale jeśli Pan widzi coś, czego nie dostrzegają tamci i diagnozuje ich indolencję należy to poprzeć przykładami, byśmy wiedzieli z czym mamy do czynienia?
Sytuacja się komplikuje jeśli ta wiedza ma charakter skrajnie subiektywny i wiąże się z przeświadczeniem o istnieniu wartościowej alternatywy. Możemy mieć do czynienia ze sferą snu, urojeniami, zwidami, lub w wariancie optymistycznym z przekonaniem o ukrytym istnieniu artystycznego alterświata?
pozdrawiam

środa, 24 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

oj, coś Pani poprzekręcała i imputuje mi jakieś dziwne rzeczy... ;)

ależ ja gorąco pragnę, by kuratorzy jeździli, szukali, wynajdywali - skądś czepią przecież swoją "bazę" potencjalnych uczestników wystaw? Chyba nie tylko z wystaw innych kuratorów (to by oznaczało zamknięty obieg...hmmm...)?

Galerzyści jeździć muszą - i jeżdżą - bo z tego żyją. A kurator może iść do ASP za rogiem. O to mi raczej chodziło.

Więc życzę kuratorom, by swą kreatywnością zapełniali białe plamy na mapie polskiej sztuki, niczym białe płachty papieru, które jakże często zastępują Im rzeczywistość... ;-)

A żalu bym w to nie mieszał.

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jest tu więcej pytań niż odpowiedzi. Ale czy ja sam znam odpowiedź?
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=206&w=6338934&a=71025599

środa, 24 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

a kiedy recenzja wystawy?
pozdr

czwartek, 25 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Tak, jak mówiłem - kiedy spłyną wszystkie teksty.
Realistycznie przyjmując, między sobotą a poniedziałkiem. :)

pozdr
K

czwartek, 25 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"(...)zaś finaliści „Gepperta” prezentują poziom tak, powiedzmy, daleki od ideału (tu już wyprzedzam fakty)"

Zaskakujące... jednak istnieje pewien ideał, artystyczny wzorzec metra. Proszę rozwinąć tę myśl.

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Mała refleksja.
Z tego, co zrozumiałem pan Krytykant zarzuca nominującym brak woli w wyszukiwaniu młodych artystów spoza ich kręgu. Moje pytanie: Jak daleko mieliby oni sięgać, żeby znaleźć dobrych i nielokalnych artystów? Przypominam, że Polska jest krajem małym. Można pojechać na Madagaskar tak jak zrobił to Simon, ale to raczej w ramach konceptualnej intrygi. Może artyści, którzy mieszkają za granicą byliby odpowiedni (z tym że kontekst już trochę zbyt odległy).
Przypomnę też, że w ciasnym światku sztuki polskiej konfrontacja ze sztuką kogoś nowego, kogoś spoza kręgu mogłaby skończyć się kamienowaniem i linczem (metaforycznie ujmując), lub przynajmniej złośliwostkami na blogach.
Można świat sztuki w Polsce porównać do zachowań zwierząt stadnych, które obwąchując się wzajemnie akceptują zapach tylko tych przedstawicieli gatunku, których zapach jest rozpoznawalny. W naszym przypadku zapachem tym często okazuje się malarstwo wywodzące się z tradycji "Ładnie".

piątek, 26 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

oj tam
mówiłem: proszę traktować to z przymrużeniem oka; nikomu nic nie zarzucam, gdybam sobie.

co do gabarytów Polski: z tego, co pamiętam, to jest 6 pod względem wielkości krajem Europy... Niemniej z pewnością jest dość duża, by ruszyć się za miedzę.

pozdr

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Jest Pan wyjatkowo niepowazny. Po prostu to sa bzdury co Pan wypisuje. Szkoda Pana czasu. Jak chce sie Pan zajmowac pisaniem o sztuce to prosze zaczerpnac troche praktyki zamiast podawac jakies nikomu niepotrzebne statystyki

piątek, 26 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

tak, to doprawdy straszne

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

kuba stajesz sie nudny! NUDNY!

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Zarówno najwyższa, jak i najniższa forma krytyki jest pewnego rodzaju autobiografią."
Oscar Wilde

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

ten wpis jest chyba najbardziej absurdalnym z twoich tekstów. niby chciałbyś coś niesamowitego odkryć, tak "z dystansu", a tu taka kucha. jak nie ma się o czym pisać, to zawsze można coś przecież poczytać, hm? proponuję ci utworzenie nowego działu: "Z przymrużeniem oka", albo "Gdybam sobie"...

piątek, 26 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

jaka znowu kucha?

piątek, 26 października, 2007  
Blogger tomek kozak said...

O Rany! Niezłe emocje.

Ja nie czuję sie jakoś specjalnie urażony tekstem Krytykanta, ale jedną rzecz muszę wyjasnić.

Otóż o ile pamiętam, zostalismy zaproszeni razem z PSF-em pzez ludzi od Gepperta po to, by zaprezentować srodowisko lubelskie. Takie było konkretne zadanie.
Dla mnie taki Geppert to jest robocze laboratorium - studenci mogą się skonfrontować z szerszą perspektywą. A sytuacja u nas w Instytuci Sztuk Pięknych jest naprawdę ciężka. wszystko jest nieźle zapeklowane. Tak więc wybór lokalnych artystów był po prostu obowiązkiem. Żeby trochę otworzyć im drogę. "Jakości" to w tej sytuacji sprawa drugorzędna

piątek, 26 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

tak tak, już mi to powiedziano, co sygnalizowałem kilkanaście komentarzy powyżej. niemniej podtrzymuję, że temat jest. a co do kwestii "drugorzędności jakości" (cenny sam fakt pokazania prac) - o, tu fundamentalna niezgoda. :)
To zupełnie alogiczne i to na wielu poziomach. Ale o jakościach w recenzji.

pozdrawiam!

piątek, 26 października, 2007  
Blogger tomek kozak said...

No nie, "alogiczne" to nie jest. W obrębie takiej formuły - konkurs jako rodzaj "warsztatu" - jest właśnie logiczne. Bo o co właściwie chodzi i co to znaczy, że jakości są w tym wypadku drugorzędne"? O to, że nawet zakładając, że prace są probleamtyczne i tak musimy pokazac kogoś z Lublina.
Tu chodzi o rzeczy elementarne - o konfrontację/rozmowę np. z kuratorem. Nasi artyści bez Gepperta nieprędko chyba mieliby taką okazję. Tak więc Geppert to dla mnie nie jest impreza typu "nasi najlepsi"

saluto!

piątek, 26 października, 2007  
Blogger tomek kozak said...

No temat oczywiście jest.
Myśmy z Geppertem mieli duzy problem. No bo formuła cokolwiek XIX-wieczna. Mielismy różne pomysły żeby pozapraszać ludzi z innych miast. Albo wręcz sfingować kandydatów i zrobic po prostu własny projekt - niejako "sabotażowy".
Ale w końcu "pozytywistyczne" podejście zwyciężyło - praca "organiczna" itd.

piątek, 26 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

o co tyle halasu??? - Kuba po prostu "puka do niebios bram" - już niedługo zostanie - jak mysle -zaproszony do jakiegoś jury i wszystko będzie przepięknie

sobota, 27 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

no właśnie

sobota, 27 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

O rany! Właśnie podliczyłem całą numerologię w poście pana Kuby. Wyszło mi niemal 666!

sobota, 27 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Sarmen BEGLARIAN, a nie BELGARIAN... ani Bułgarian.

sobota, 27 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Kurczę, a tak starałem się tu nie kopsnąć... Serdecznie przepraszam, już zmieniam.

sobota, 27 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"no właśnie"
hmm, a więc jednak cynizm...

sobota, 27 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

kompletny

sobota, 27 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

"Anonimowy pisze...
o co tyle halasu??? - Kuba po prostu "puka do niebios bram" - już niedługo zostanie - jak mysle -zaproszony do jakiegoś jury i wszystko będzie przepięknie"
.
No nie do końca - jak sam Kuba napisał, gdyby to jemu zaproponowano udział w jury: "Ja mam dość ponurą wizję młodego polskiego malarstwa, więc raczej bym odmówił".
To dosyć istotne zdanie - dobrze charakteryzuje samego Kubę - oraz to dlaczego tak często budzi niechęć. K. Banasiak - krytykuje, rozwala, dokłada kuratorom wystaw, dziennikarzom, którzy widzą w polskiej sztuce pozytywy, ale nie ma do zaproponowania nic w zamian. Nie burzy starego porządku, żeby zastąpić go nowym, świeższym, ciekawszym, mocniejszym. Rozwala, żeby rozwalić. Postudiował kilka lat na ASP - rozczarował się, przerwał studia, a niechęć do malarstwa pozostała. Nie można go uznać za opiniotwórczego krytyka, bo wszyscy z góry wiedzą, że jego recenzja będzie negatywna. Niestety taka postawa przypomina bunt nastolatka (jestem na nie i juz) czyli jest strasznie dziecinna. Dziwne tylko, że są osoby, które się tym, co Kuba pisze przejmują. koleżanka z akademii

niedziela, 28 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ale raz napisal pozytywna recenzje ...bogackiej;). To jedyna wystawa, jaka mu sie w od poczatku istnienia blogu podobala. Teraz nalezy poczekac - jesli KB jest jedna z najbardziej wplywowych osob /ankieta artbazar/, to bogacka wkrotce czeka oszalamiajaca kariera.

niedziela, 28 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

hehe..
nie no, jak koleżanka robi mi mini-psychoanalizę (dziękuję), to proszę trzymać się faktów, bo w przeciwnym razie okaże sie, że analizujesz kogo innego koleżanko (siebie?) ;-))

pozdr

niedziela, 28 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

i znów obiecanki cacanki, zaawansowany wtorek a recenzji jak nie było tak nie ma .
rozumiem , że gorycz zakrzepła w stalówce Krytykom.

wtorek, 30 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

wlasnie gdzie ten obiecany dalszy ciag...

wtorek, 30 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

A o to trzeba by spytać tylko i wyłącznie pewną krytyczkę na skraju załamania nerwowego... ;-))



(ps. co ma gorycz do krytyki?)

wtorek, 30 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

Ladnie to tak od razu podkablowywac kto sie opoznia?

środa, 31 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

jejku, żarcik...
ale już wszystko jest ok - machina ruszyła :)

pozdro
K

środa, 31 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

gdzie ruszyła , co ruszyła?

środa, 31 października, 2007  
Anonymous Anonimowy said...

zajarałem się, ale chyba mamy inny internet bo u nas na obieg.pl nadal Ranciere

środa, 31 października, 2007  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

nie, nie, internet mamy (zapewne) ten sam, to ja źle się wyraziłem: ruszyła machina, czyli kwestie techniczne (niezależne ode mnie).

pozdrawiam
K

środa, 31 października, 2007  

Prześlij komentarz

<< Home