czwartek, grudnia 07, 2006

Dzika po studiach

Monika Waraxa jest wszechstronna. Nie tylko maluje, ale także tu i ówdzie ciętym piórkiem sadzi, że sztuka zabrnęła dziś w niebezpieczny rejon zbytniego przeintelektualizowania i stała się pustą lanserką. Niczym Kuspit narzeka, że postmodernizmu nie zrozumie tak zwany człowiek z ulicy, a jeśli sztuka jest niezrozumiała, to jest zła: Niestety polscy artyści są zwykle zabawni tylko na party. A w sztuce drętwa powaga, zimna kalkulacja. Prawie każdy twórca jest przejęty sobą, swoją sztuką i misją społeczną, albo lansowaniem swojego wizerunku artystycznego. Czy: Nasz kraj, oprócz telefonów stacjonarnych, jest zmonopolizowany również w dziedzinie sztuki. Wybór jest ograniczony, do kilku artystów, którzy jak ekipa kina objazdowego obskakują pomniejsze i większe imprezy artystyczne, również za granicą, bo to kuratorzy kierują zdolnych artystów tam gdzie trzeba. I jeszcze: Bohema artystyczna i lobby kuratorskie jak na razie nie zwracają uwagi na to, że odbiorca chodzi z kąta w kąt znużony.

Waraxa uważa bowiem, że sztuka to szczerość i przekaz prosto z serducha - i tu ma rację, jednak zbyt jest wykształcona i z kulturą obyta, by udawać naturszczyka. Więc jest propozycja Waraxy szczerością udawaną, szczerością wykoncypowaną, szczerością, która żeby być szczerą, sięgać musi po prawdziwe szablony kojarzące się z brudnym (30 lat temu) punkiem. Więc Waraxa podchodzi do sztalug i w emocjonalnym zrywie psika sprejami, odciska szablony i pędzlem za 3 złote (takim nieprofesjonalnym, prawdziwym) stawia bezsensowne hasełka.

I myśli Waraxa, że oto na płótnie wylądował wulkan szczerości, gdyż z rozmysłem (no pewnie!) użyła chropowatych i szaroburych jak beton o zmierzchu estetyk. Niestety - i to jest najsmutniejsze, i to jest sedno - produkty Waraxy mają siłę rażenia równą wzorkom koszulek z H&M. Reprodukowane dzieła Waraxy śmiało mogłyby zawisnąć w Ikei, gdyby tylko Ikea zapragnęła trafić do podtatusiałych japiszonów z punkowymi resentymentami. Produkty malarskie Waraxy są tak szczere, jak szczerą jest dwunastoletnia siostra mojego kolegi, która uwielbia punkowe boys bandy. Jeśli Waraxa chciała wypruć swoje działania z wszelkiej myśli - pełen sukces. Jednak efektem udawana szczerość i wyświechtana do bólu stylistyka, którą przerabiał co drugi nastolatek z artystycznymi pretensjami. Wymyślona szczerość - oto największe oszustwo Waraxy.

I nie byłoby większego problemu, gdyby Waraxa zamknięta w pracowni opowiadała z przejęciem koleżankom i kolegom, jacy to okropni są ci przeintelektualizowani artyści - oszuści (ależ tak Monika, tak, tak, masz rację!). No więc nie byłoby problemu, gdyby kolejna nieudana artystka zaszyła się w strasznie niezależnej i nonkonformistycznej pracowni w praskiej ruderze. Nie byłoby go, gdyby Waraxa trwała w przekonaniu, że nie gości w szacownych (tfu! szanowanych przez jajogłowych frustratów!) instytucjach, bo jest tak świeża i naturalna, że blask jej obrazów poraziłby ignorantów. Nie byłoby w końcu problemu, gdyby koło czterdziestki Waraxa skonstatowała, że to jednak ona się pomyliła, a świat nadal myśli.

Ale - nad wykwitami Waraxy pochyliła się Agnieszka Kowalska, moja ulubiona recenzentka z Co Jest Grane - i tu już mamy problem (Szczęśliwa 13, Co Jest Grane z 3 listopada 2006, s. 24). Mamy go, bowiem CJG ma niebagatelny nakład kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, a panią Kowalską nie objęto jeszcze zakazem druku. I napisała Kowalska, cytuję, że szabloniki Waraxy to nie jest malarstwo najłatwiejsze, ale jest szansa, że trafi do sporej grupy młodych ludzi, którzy odnajdą w nim dawno niespotykaną (chyba od czasów początków Grupy Ładnie) świeżość. Pomyłka, błąd logiczny i gruba herezja w jednym tylko zdaniu. Sprostujmy zatem, choć Krytykant ma niepomiernie mniejszą od cotygodniowej pół strony Kowalskiej siłę rażenia. Otóż radosna twórczość Waraxy to estetyka znana z centrów handlowych, a te nie bywają świeże. Nie sądziłem, że dysonans między tym, co widzimy (kopia kopii z kopii), a słyszymy (pompowanie tandety sloganami o szczerości i intensyfikacji doznań) może być tak wielki. Po drugie - to malarstwo ma się do Grupy Ładnie tak, jak Martta Węg do Picassa, a Katarzyna Napiórkowska do Kahnweilera (choć „t” dodane u Martty jest tak samo pretensjonalne, jak „x” u Waraxy). Po trzecie - nie porwą produkty malarskie owych mitycznych młodych, bo młodzi znają to ze znaczków swojego, jeszcze młodszego, rodzeństwa. I wreszcie - to jest malarstwo najłatwiejsze z łatwych. Kowalska - krytyk z brzytwą!

Kowalska leje miód na serce Waraxy (Czasem warto wyjrzeć poza ustalające hierarchie i ścisłe kręgi wtajemniczonych instytucje typu CSW, Zachęta, a nawet Raster czy Fundacja Galerii Foksal), jednak powinna wiedzieć, że to niedźwiedzia przysługa. Te szabloniki naprawdę nie zawojują świata, co najwyżej zawisną nad łóżkiem znudzonego pejzażami mieszczucha. I w ten oto sposób Waraxa zbliży się do ludu pracującego. Kiedy chce się amputować sztuce myśl, a nie jest się Celnikiem, łatwo przy okazji ciachnąć samą sztukę - oto pierwsze prawo Waraxy.

Post Scriptum. Ostatnio konfekcji Waraxy wszędzie pełno. Proszę uważać, by nie wdepnąć.

Na ilustracji fragment jednego z dzieł Waraxy.

Etykiety:

42 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Co oni tak z tym postmodernizmem? Po niebie szybują już samoloty, a oni wszyscy są zniesmaczeni wynalazkiem roweru. Mówię oczywiście o ideologizujących kuratorach i artystach walczących z "kłamliwym konceptualizmem". A ja sobie powiem, że wszyscy powinni wziąć w rękę węgiel i rysować krowy w jaskiniach, bo wszystko inne to oszustwo.

czwartek, 07 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Czy te samoloty na szablonach to PZL-106 Kruk?

czwartek, 07 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

kowalska objeta zakazem druku:))) to dobre ale znowu kopiesz slabego

czwartek, 07 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Nikt nikomu nic nie zakazuje. Nikt nikogo nie kopie. To jest blog. Ze smutkiem dodam, że w polskiej krytyce to właśnie słabi jak narazie kopią.... gdzie popadnie...

czwartek, 07 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

wiele zarzutów - te o nadrukach h&m, ikei etc. - dotyczą tak samo prac Agaty Bogackiej.. jeśli tego nie widzisz to pffff... dziwne..

piątek, 08 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

to chyba najslabszy tekst krytykanta, złośliwością kipi a argumentów zdolnych przekonać czytelnika rzadnych. ilość prześmiewczych zwrotów i dyskredytujących określeń jest tak przytłaczająca jak żenująca. więcej tu emocji niż krytyki. i jak tu wierzyć we wczorajsze zapewnienia i wiarę w obiektywność i obiektywizm? i jeszcze jedno czy głównym zarzutem do prac Waraxy jest niespełnienie postulatu "szczerości"? a cóż to jest szczerość? czym jest "świeżość"? w moim odczuciu to pytania retoryczne wiec nie spodziewam sie odpowiedzi.
pozdrawiam

piątek, 08 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

matuga:

Nikogo nie kopię. Raczej przywracam równowagę. ;-)
Krytykowanie dobrego jest co najmniej ekscentryczne, a w zasadzie - irracjonalne (zakładam uczciowść krytykującego). Zatem krytykuję (w skutek nieobecności w pisaniu naszym publicznym form lżejszych typu felieton/ pamflet - "kopaniem" zwane) słabiznę.

wś:

I Sasnal też by się sprawdził na koszulkach. Czytaj czasem między wierszami Wojtku drogi.

anonymous:

Raz jeszcze odsyłam do pierwszego postu - wydaje mi się, że Pan/Pani chciałby tego, czego tu nie znajdzie.

"to chyba najslabszy tekst krytykanta, złośliwością kipi a argumentów zdolnych przekonać czytelnika rzadnych. ilość prześmiewczych zwrotów i dyskredytujących określeń jest tak przytłaczająca jak żenująca."

- w porównaniu do Irzykowskiego "brązów ociekających spermą" (etc.) moje kpinki sa naprawdę niewinne. Czyżbysmy byli mniej - i znowu wracam do tego samego - niż społeczenśtwo międzywojnia odporni na swawolne pisanie o sztuce?

Więc ja mówię, że nie zawsze potrzeba błyskotliwej argumentacji (analizy) - nie potrzeba jej do zrecenzowania 16 - ego albumu Bayer Full.

"i jak tu wierzyć we wczorajsze zapewnienia i wiarę w obiektywność i obiektywizm?"

- uprzejmie proszę mi napisac, gdzie w tekście o Waraxie kryje się dowód na mój brak/lub nie obiektywizmu. Doprawdy nie rozumiem.

"i jeszcze jedno czy głównym zarzutem do prac Waraxy jest niespełnienie postulatu "szczerości"?"

-nie, głównym zarzutem jest nieskończona wtóność formalna i jałowość intelektualna, a bajanie o "szczerości" tylko tę hucpę pogłębia. Pogłębiają ją także teksty krytyków. Wydawało mi się, że - mimo wszystko - dość jasno to wyłożyłem.

"a cóż to jest szczerość? czym jest "świeżość"? w moim odczuciu to pytania retoryczne wiec nie spodziewam sie odpowiedzi."

- O tym mogę podyskutować, jesli tylko Pan/Pani ujawni swoje stanowisko. Co do odpowiedzi - jak Pan/Pani widzi - jest.

ślę najgłębsze pokłony

piątek, 08 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Z tą szczerością to jest tak. Wyobraźmy sobie młodego artystę, który myśli sobie:
"Jak by tu wypłynąć? /wszyscy o tym myślą, nie oszukujmy się/ Najlepiej jest zrobić coś głośnego, drastycznego, ekstremalnego i przede wszystkim zauważalnego. No tak, - myśli sobie młody adept - ale może trzeba być szczerym i tworzyć z serca, a może kuratorzy lubią szczerość i mnie zauważą. O, zaraz zaraz, przecież ja mam kuratorów gdzieś...". I tak sobie artysta idzie przez życie puszczając oko do całego establiszmentu. Wówi: "Patrzcie! Wcale was nie chcę i tworzę z serca. Patrzcie jak od was się odcinam." I tutaj artysta robi mały kroczek w tył. Nie za duży, żeby za daleko się nie odciąć. Jego mina jest naburmuszona i nieprzystępna, ale jest to tylko część gry, bo jedno oko puszcza w kierunku kuratorów małe mrugnięcia.
Otóż jest różnica pomiędzy byciem szczerym, a staraniem się być szczerym. Staranie się być szczerym już ma w sobie domieszkę spekulacji. Staranie się nie starać się być szczerym? Tutaj jest jeszcze gorzej... i tak dalej, bez końca... Moja konkluzja:
NAPRAWDĘ SZCZERY ARTYSTA, TO TEN, KTÓRY JEST SAM NA BEZLUDNEJ WYSPIE I MIMO TO JESZCZE SOBIE COŚ TAM SOBIE DŁUBIE (bez najmniejszego cienia złudzeń). Tacy oczywiście nigdy nie wypływają... :)

piątek, 08 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

"(...) Tacy oczywiście nigdy nie wypływają."

Przeciwnie, TYLKO tacy wypływają.

Reszta zamienia się w zapchajdziury galerii i łamów. Pozorne sukcesy - jedna, druga wystawa. Recenzja tak obła, że wydać się może pochlebną (a na pewno - nie krytyczną). Jednak z czasem - snucie się po kolejnych mało znaczących "punktach wystawienniczych", całkowita lokalność (tu - polska), czasem jakaś wystawa zbiorowa - ale to raczej w celu dopełnienia wizji kuratora. Coraz częstsze i coraz bardziej przykre ciąganie decydentów (kuratorów, etc.) za nogawkę. Czasem skuteczne. Ale - czas płynie szybko, a ów artysta X coraz to bardziej traci na znaczeniu. Dlatego właśnie - tu wracam do wczorajszej dyskusji w CSW - "litość (krytyka) to kłamstwo". Nie oszukujmy niezdolnych, bo gotowi stracić kilka lat życia na bezproduktywne wieszanie przedmiotów na ścianach - czy ustawiania ich po podłogach. Wazniejsze - gotowi uwierzyć, że są artystami.

Wypływają tylko prawdziwi pasjonaci - nigdy "stratedzy". Jednak ci pierwsi poza szczerościa - cechą niezbędną - posiadają dużo, dużo wiecej. Drudzy - szczerość - cechę niezbędną - podnosić muszą do wartości, którą tłumaczą każdą plastyczną grafomanię.

pozdrawiam

piątek, 08 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Chciałbym się zgodzić, że tylko tacy wypływają, ale niestety to chyba nie do końca prawda. "Stratedzy" często radzą sobie dobrze: Koons, Murakami czy Sasnal (dobór może dziwny, ale uważam ich za typowe przykłady "strategów"). Trzeba być pasjonatem z zacięciem stratega. Inaczej trzeba liczyć na szczęście, że znajdzie się ktoś, kto się Tobą (artystą) zajmie, pokaże Twoją twórczość innym. Bo pokazywanie się w jak największej liczby galerii to nie autopromocja, tylko to możliwość przekazania swoich wniosków, myśli, emocji przetłumaczonych na język sztuki, konkretną formę. Tak więc jeśli twórca odcina się od wszystkiego i tworzy sam dla siebie, to już artystą nie jest, bo nie ma w tym żadnej misji.

piątek, 08 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Trochę kopniętych stylistycznie zdań się znalazło w mojej wypowiedzi.

piątek, 08 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Oj, to kogo Pan uważa za "pasjonata"?

Bo ja wszystkich wymienionych przez Pana uważam za b.dobrych artystów, epokowych wręcz, wielkich (!).

Zna Pan, zakładam, dokładne egzegezy tych twórczości, włączając w to rzecz jasna jak najszersze konteksty.

Jesli tak, to nie rozumiem Pana zarzutu.

Jeśli nie - to niewątpliwie myli Pan strategię marszandów, kuratorów, galerii - od twórczości artystów. Zapewnieam Pana, że nawet gdyby w Zdunek i Waraxę wpompowano tysiące dolarów na promocję - nikt poza kolekcjonerami współczesnej sztuki lekkiej łatwej i przyjemnej (bez urazy) by o nich nie usłyszał.

Może odstrzega Pan tylko ostatnie ogniwo - sukces? Naprawdę - ci twórcy nie są dobrzy dlatego, że są wypromowani. Odwrotnie.

To tak, jakby zgoła uznał Pan, że wypromowany jest Pollock - byle chlapnie (to szczególnie odnośnie K. i M.; Sasnalowi dajmy jescze parę lat na stanie się żywym klasykiem).

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Nastało niezrozumienie, choć niejasno się wyraziłem.
Po pierwsze, wydaje mi się, że w mojej wypowiedzi jasno zaznaczyłem, że artysta ma misję przekazywania swych myśli, wrażeń, wniosków przez swą twórczość, więc gdzie tu mowa o tym, żebym widział w tym tylko sukces? Widzę to właśnie odwrotnie, tak jak Pan. Tyle, że uważam, że artysta pasjonat powinien także dążyć do wybicia się, gdyż jeśli tworzy "na bezludnej wyspie" jak zostało wspomniane wcześniej, szansa na wybicie się zależy od szczęścia, że ktoś właściwy go zauważy, a jest to nie strata dla artysty, a strata dla dla wszystkich potencjalnych odbiorców.
Stwierdziłem, że trzeba być i pasjonatem i strategiem równocześnie, nie tylko samym pasjonatem. Tak więc trójka wymienionych się do tego zalicza, choć co do Sasnala mam wątpliwości, bo sądzę, że jego twórczość jest zbyt podobna do malarstwa Luca Tuymansa, który to raczej stanie się klasykiem tego rodzaju malarstwa.
Tak więc moja opinia co do tego, kto się może wybić jest dość zbliżona do Pańskiej, z tą różnicą, że nie patrzę tak różowo na szanse wybitnego artysty, który tylko tworzy, nie starając się coś z tym zdziałać. W moim odczuciu "strateg" nie ma wydźwięku negatywnego, jeśli dotyczy równocześnie "pasjonata".
I oczywiście żaden kiepski artysta, choćby jak nie wypromowany, nie ma szansy na stałe wybicie się.
Mam nadzieję, że teraz nieścisłości nie ma. Ale pewnie pod dyskusję podchodzi Sasnal i Tuymans.
Pozdrawiam

sobota, 09 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Jednak logika Pańskiej wypowiedzi nie pozostawia niedomówień:

"Chciałbym się zgodzić, że tylko tacy wypływają, ale niestety to chyba nie do końca prawda."

Ponieważ?

"Stratedzy" często radzą sobie dobrze: Koons, Murakami czy Sasnal (dobór może dziwny, ale uważam ich za typowe przykłady "strategów").

I dalej już o "nie-strategach":

"Trzeba być pasjonatem z zacięciem stratega."


Więc proszę mi wybaczyć, że przeczytałem to, co przeczytałem.

;-)

A odnośnie tego "mixu" strateg - pasjonat. Jestem zwolennikiem rozwinięcia bon motu prof. Poprzęckiej "Nie ma ukrytych arcydzieł" - rozwinięcia go na wszystkie epoki, także na czasy współczesne. Otóż - nie ma raczej w Polsce zagubionego Geniusza. Sasnal np. chodził z fotografiami swoich prac po galeriach. Czy to "strategia"? Według mnie użyć tu należy zupełnie innego kodu językowego; raczej "pasja" właśnie, chęć pokazania swej twórczości innym, także, zapewne, brak kasy.

Więc strategie w rozumieniu "gry rynkowej", "planowania kolejnych kroków", "konstruowania wizerunku" - zupełnie nie.

pozdrawiam

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

ja odnośnie wątku strateg - artysta.
inspiracje Sasnala Tuymansem są ewidentne, sam zresztą nie zaprzecza
,że miał wpływ na jego twórczość.
Zastanawiające jest jednak to ,że zainteresowanie Sasnala Tuymansem zostało "rozbudzone" przez fgf o czym mówił głośno podczas spotkania w Krakowie pewien czas temu.
...no cóz ja dostrzegam w tym pewną strategię

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Polecam nowy film Cristopher'a Guest'a o świecie hollywoodzkich gwiazd. Tytuł angielski "For Your Consideration". Odpowie on na pytanie o strategię i prężenie się do świateł reflektorów z jednoczesnym powtarzaniem mantry: "Mam to gdzieś".
Co do chęci "wyjścia" artysty do jaknajszerszego grona publiczności?
Oczywiście! To powinno być motywacją dla artysty i to jest także celem tworzenia. Niech więc artyści wychodzą ze swoimi pracami do jaknajszerszego grona publiczności, a nie krążą ze slajdami po snobistycznych galeriach. Przecież to konsumuje sporo czasu. Znam takich, którzy całą swoją energię twórczą poświęcają na bieganie z wizytówkami zamieniając sztukę w biznes.
Jakie jest więc rozwiązanie? - nie wiem. Ja sam staram się być zauważony i pokazany, bo perspektywa pracy w Macdonaldzie wcale mnie nie pociąga, ale cały artworld trochę przypomina mi tą grę, w której krąży się wokół krzeseł dopóki gra muzyka. Nie ma miejsca na szczerość. Jest zawsze kombinowanie, co też teraz da się przepchnąć?

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

to ja po prosze artykul o koonsie jako wielkim artyscie! Do tej pory myslalam, ze to tylko maszynka do robienia kasy.

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

czy autor bloga mógłby skrytykować jakiegoś artystę mainstreamu?

sobota, 09 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

"to ja po prosze artykul o koonsie jako wielkim artyscie! Do tej pory myslalam, ze to tylko maszynka do robienia kasy."

- Koons oddalony jest znacznie od bliskiej mi problematyki - stanu polskiej krytyki AD 2006 i okolic. Polecam jakiekolwiek monograficzne opracowanie dot. sztuki lat '80 XX wieku, bądź postmodernizmu (choć jest też określany mianem kontynuatora, a więc "post"/"neo"/"new", popu). to ogólnie. Szczegółowo - jedna z niezliczonych pozycji, w których stoi, dlaczego Koons wielkim artystą jest, mimo, że nie cyzeluje pędzelkiem 0,1 pejzaży, tylko rzeźbi pieski i kwiatki. Jesli Pani woli, prosze zerknąć choćby tu:

http://www.artnet.com/artist/9741/jeff-koons.html

Zakładka "Biography & Links" (dla ułatwienia podam od razu):



Jeff Koons - Retrospektiv
Astrup Fearnly Museet for Moderne Kunst, Oslo 2004

Jeff Koons. Bilder / Pictures 1980-2002.
Kunsthalle Bielefeld 2002

Au-Dela du Spectacle
Centre Pompidou, 2001

Jeff Koons: Easyfun — Ethereal
Deutsche Guggenheim, 2000

Hypermental. Wahnhafte Wirklichkeit 1950-2000. Von Salvador Dali bis Jeff Koons
Kunsthaus Zürich, 2000

Apocalypse: Beauty & Horror in Contemporary Art
Royal Academy of Arts, London, 2000

Ausblick auf das neue Jahrtausend/ Art at the Turn of the Millennium
Burkhard Riemschneider, Uta Grosenick, Cologne, 1999

Tuning up #5
Kunstmuseum Wolfsburg, Wolfsburg, 1998

L'Envers du Décor. Dimensions décoratives dans l'art du XXe siècle
Musée d'art moderne, Lille; Métropole, Villeneuve d'Ascq, 1998

Interno — Esterno/Alterno
FENDI, New York, 1998

Jeff Koons
Galerie Jérôme de Noirmont, Paris, 1997

Dramatically Different
Centre National d'Art Contemporain de Grenoble, Grenoble 1997

On the Edge: Contemporary Art from the Werner and Elaine Dannheisser Collection
The Museum of Modern Art, New York, 1997

4e biennale d'art contemporain de Lyon: "L'Autre"
Lyon, 1997

Objects of Desire: The Modern Still Life
The Museum of Modern Art, New York, 1997

Zaunschirm, Thomas: Kunst als Sündenfall. Die Tabuverletzungen des Jeff Koons
Freiburg, 1996

Art at Home—Ideal Standard Life
Spiral Garden, Tokyo, 1996

Collective Vision: Creating a Contemporary Art Museum
Museum of Contemporary Art, Chicago, 1996

Zeichen & Wunder. Niko Pirosmani (1862 - 1918) und die Kunst der Gegenwart
Kunsthaus Zürich, 1995

Going for Baroque
The Contemporary and the Walters Art Gallery, Baltimore, 1995

Kaldor, John and Nicholas Baume: From Christo and Jeanne-Claude to Jeff Koons. John Kaldor Art Projects and Collection
Museum of Contemporary Art, Sydney, 1995

Koons, Jeff: The Jeff Koons Daybook
New York, 1994

Photoplay: Works from the Chase Manhattan Collection
Center for the Fine Arts, Miami, 1992

Selected Works From the Early Eighties
Kunstraum Daxer, Munich, 1992

Jeff Koons
San Francisco Museum of Modern Art, 1992

Pop Art
Royal Academy of Art, London, 1992

Koons, Jeff and Robert Rosenblum: The Jeff Koons Handbook, London, Anthony d'Offay Gallery, 1992/
Das Jeff Koons Handbuch, Munich, 1992

Jeff Koons
Cologne, 1992/ New York, 1997

Objects for the Ideal Home
Serpentine Gallery, London, 1991

Metropolis
Martin-Gropius-Bau, Berlin, 1991

A Duke Student Collects: Contemporary Art from the Collection of Jason Rubell
Duke University Museum of Art, Durham, 1991

Devil on the Stairs: Looking Back on the Eighties
Institute of Contemporary Art, University of Pennsylvania Press, Philadelphia, 1991

High and Low
Museum of Modern Art, New York, 1990

Koons, Jeff: Jeff Koons
Pharmakon 90, Tokyo, 1990

Art is Easy
Sydney Biennial, Sydney, 1990

Jeff Koons
Whitney Biennial, Whitney Museum of American Art, New York, 1989

Schlaf der Vernunft
Museum Fridericianum, Kassel, 1988

Three Decades: The Oliver Hoffman Collection
The Museum of Contemporary Arts, Chicago

++++++++++++++++++++++++++++++++++++

"czy autor bloga mógłby skrytykować jakiegoś artystę mainstreamu?"

- Pana/Pani głos wydaje mi się niezwykle znamiennym, ale pozwoli Pan/Pani, że nie odpowiem w tym miejscu. To sprawa dłuższego tekstu, do którego od jakiegoś czasu sie przymierzam, ale zatrzymują mnie tak zwane "sprawy bierzące". Ale będzie.

pozdrowienia

ps. co do Sasnala - podobnie (większy artykuł); może przy okazji retrospektywy w Zachęcie? Dodam tylko, że jest raczej kapitalnym konstynuatorem pewnych rozwiązań formalnych Tuymansa; dotyczy to, dajmy na to, na oko, 1/10 rozwiązań plastycznych Sasnala i blednie przy reszcie nowatorstwa. Ale o tym kiedy indziej.

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

...a Igor Przybylski jest kapitalnym konstynuatorem pewnych rozwiązań formalnych Modzelewskiego

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Nie rozumiem tej odpowiedzi o koonsie -- "mimo ze nie cyzeluje pedzelkiem pejzazy" tzn. ktos kto nie widzi wielkosci koonsa jest przyglupim wielbicielam landzszaftow oraz nie czytal zadnej ksiazki o historii sztuki 2 poł XX w? A argumentem za jego wielkoscia jest obecnosc na wystawach i w zbiorach muzealnych ;) (wszak wiadomo, ze swiat zakupow muzealnych jest nieomylny, nigdy nie podlegal i nie podlega modom). To jest właśnie problem banasiaka - przy jakiejkolwiek próbie polemiki fachowość znika - pojawia się dziecinna (nie chce napisac szczeniacka) ironia zamiast argumentow.

sobota, 09 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Stwierdzenia typu "mimo że nie cyzeluje pedzelkiem pejzazy", są równie trafne gdy ktoś by chciał polemizować z krytyką Waraxy, iż Pan Kuba krytykuje, gdyż Waraxa nie maluje pięknych pejzażyków.
Trochę szacunku dla odmiennych opinii Panie Kubo.

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Rozczulają mnie Państwo swą delikatnością.

Dobrze.

Czy fraza "maszynka do robienia kasy" jest bardziej zadziorna, zaczepna, obraźliwa (!!!), zastępująca argumentację - niż asumpt do argumentacji w postaci ferazy "mimo że nie cyzeluje pedzelkiem pejzazy"???

Nie drzyjmy tak szat Drodzy Państwo i nie róbmy z niewinnych momentów przewin. Jak pisałem wcześniej - nasi pradziadowie padliby ze śmiechu. To debata, felietony, eseje i pamflety; dykusje. Nie aula. Gorąc - nie zimno. Zimna jest aż za dużo - choć nie za oknem.

Ale ja lubię jednak ad meritum (wydaje mi się, że jest ono - jesli ktoś zada sobie trud wyłowienia go z morza jadu - w moich tekstach podstawą). Więc proszę zważyć Drodzy Wrażliwcy, że odpowiedziałem Pani od "maszynki" merytorycznie; napisałem, że Koons to nie moja działka i poleciłem lektury (nie mogę tu dawać wykładu każdemu, kto nie wierzy, że ten i ów to nie hochsztaplerzy); zaś na frazę Pani od "maszynki" (no, nie mogłem się powstrzymać!) odpowiedziałem frazą o "pędzelku".

Jest mi strasznie przykro, że dusze Państwa przy "pędzelku" właśnie zadrżały; że to "pędzelek", niczym sztylet, ugodził w poczucie smaku Państwa.

Proszę założyć zatem moje dobre intencje. To (ciepła) kpina raczej, niż obraza. No, ale jeśli mamy trawić czas na to, że Państwo będą mi wytykać jakiś (ciepły) przytyk, a ja się będę kajać i tłumaczyć, że to naprawdę nie sedno - to faktycznie nie ma to sensu.

Przepraszam więc wszystkich zdegustowanych moim żałosnym poziomem Anonimów płci obojga (także tych piszących per "banasiak"), przepraszam Pana Piotra i Panią od "maszynki".
To się oczywiście powtórzy, ale może będą już Państwo moralnie przysposobieni do mojego poziomu. Gdyż ostatnie czego bym sobie życzył, to szok Państwa odnośnie moich brudnych słów.

+++++++++++++++++++++++++++++++++

A Pan/Pani od Przybylskiego/Sasnala, ni z tego, ni z owego, z innej flanki - ugodził/a mnie w sam środek serca. Nie wiem, czy się dzisiaj pozbieram. Oto sposób na mnie!

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

pędzelek nie ugodził, był po prostu całkiem nie na temat i nie wiadomo po co, a jesli ktos uwaza sie za sprawnego pamfleciste/felietoniste powinien sprawnie i celnie słów używać.

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ok, możemy ciągnąć to dalej, wiedzą Państwo, ja to lubię.

Otóż "pędzelek" był jak najbardziej na temat i na miejcu o tyle, o ile odpowiadał na buńczuczną, płytką, niby - prowokacyjną "maszynkę do robienia kasy". Wystarczy trochę dobrej woli (i dobrego humoru), by to dostrzec.

Więc jeśli ktoś mi rzuca: "to ja po prosze artykul o koonsie jako wielkim artyscie!", to ja nie traktuję tego - Pan/Pani wybaczy - poważnie, bo i poważnie się nie da.

A jednak - mimo, że za "maszynką" stały nie do końca piękne intencje, bo i wiadomo, że w tym miejscu nie napiszę eseju o Konnsie na 35 stron, i że jak ktoś mówi o pomnikowym twórcy per "maszynka" to wcale nie chce się niczego o nim dowiedzieć, tylko zaczepić, a i o sztuce raczej nie ma pojęcia - a jednak, mam wrażenie, przy minimum autorki "maszynki" dałem z siebie maksimum.

"Pędzelek" przysłonił moją dobrą wolę i wyszczególnioną bibliografię? Szkoda, bo był tylko sygnałem, że jak ktoś "maszynkuje", to nie powinien liczyć na merytotyczną odpowiedź (bo kpi) - a doczekał się.

No i jedno jeszcze - dystans. Prosze o więcej dystansu.

Pozdrawiam uniżenie i czekam aż ktoś mnie przekona - biorąc pod uwagę jaką i na co odpowiedzią był post z "pędzelkiem" w tle - że nabroiłem i czytelniczkę znieważyłem.

A poza wszystkim - to taka dyskusja o krytyki języku (mimo, że luźnej w gruncie rzeczy debaty dotyczy) też na pewno nie zaszkodzi.

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Blogger jn-girl said...

Koons miał chyba coś wspólnego z Warholem, z Duchampem...coś jakby kontynuatorem był...

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Skoro o Koonsie... Koons jest postacią barwną. Nie chodzi tu tylko o jakość prac, które wykonuje, ale o cały sposób bycia. Jest on podziwiany za całokształt, a nie za coś, co mogłoby być nazwane "cyzelowaniem" w zaciszu pracowni. Związany jest on nawet ze sceną "pornografii stosowanej" i eksploatuje wszystko to, co sprawia tłumom atrakcję (tak jak Warhol) i może dlatego jego sztuke sama w sobie staje się jedną z tych atrakcji. Tak jak u Warhola bycie "maszynką do robienia pieniędzy" nie jest w przypadku Koonsa wadą (wręcz przeciwnie).
Dyskusja zeszła tutaj na tor przytyków, które przypominają mi trochę kłótnie w sklepie "Społem" w kolejce po mleko w latach 80-tych, ale i tak ten blog jest rybą na bezrybiu braku dyskusji. Pozdrawiam.

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

koons robi porno. porno to dno. niech spada ten koons..

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

a poza tym, to co do koonsa i cyzelowania pedzelkiem, ostanie znane mi prace koonsa z lat dwutysiecznych, to te niby-kolaze malowane olejami na plotnie.. no i powiedz Kuba czy one sa pracami wielkiego artysty?

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Anonymous - dzięki za ciepłe słowo.

Wojtek - tak, to są prace wielkiego artysty - wielkim artystą nie przestaje się być wraz z upływem czasu. Co innego - czy są to prace dobre? Otóż nie są tak nowatorskie i świeże, jak prace z lat '80/ '90 - co oczywiste. Czy Pollock po 10 latach od pierwszych prób z action painting to dobry Pollock?

Miej serce Wojtku drogi. W filmie "Pollock" do tegoż, uznanego już, lecz powtarzającego się niemiłosiernie Pollocka, mówi jego - bodaj - przyjaciel krytyk: "Nie przejmuj się. Miałeś świetne 10 lat, Jackson". I tak to chyba jest, że "świetne 10 lat" to w sztuce bardzo dużo. Dekada. A potem - nieuchronne powtarzanie się. Bo i co innego? (tylko proszę nie serwować mi przypadku Picassa).

Co do porno - przykro mi, że Twoje przekonania nie pozwalają docenić Ci użycia go w sztuce.

niedziela, 10 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

"Porno to dno", być może... Nie zamieniajmy jednak tego forum w prawicową kampanię przeciwko pornografii. Nikt nie mówi, że Koons "ROBI" porno. Powiedziałem, że on eksploatuje scenę porno, używając w swoich pracach wizerunki słynnych modelek i aktorek oraz "bawiąc się" tą sceną. Używa elementów, które - tak jak u Warhola - (czy naprawdę muszę się powtarzać?) - wywodzą się z tego, co jest atrakcją tłumów. Tak się składa, że seks jest ich największą atrakcją (patrz rankingi stron internetowych) i dlatego Koons... itd... A tych obrazków kolażowych to on nawet nie malował, lecz jego stażyści odmalowali jego Photoshopowy obrazek, i tu znowu ta atrakcyjność i lekkość pop-artowa wychodzi, no i jeszcze analogia do "wytwórni" obrazów Rembrandta.

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

nie dość, że zbok, to nawet malować sam nie potrafi.. na nowych dawnych mistrzach te obrazy byłyby podpisane nazwiskami stażystów..

a wracając do recenzji bogackiej, to znalazłem malarza z galerii program, który maluje np. tak: http://www.trojanowski.m4u.pl/pokaz_obraz.php?galeria=1&foto=27.JPG&tytul=%AFe%F1ski&wymiary=140%20x%20103

..i ten malarz to rocznik '68 więc to chyba jemu należą się laury za wprowadzenie tego niezwykle oryginalnego stylu na grunt polski..

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Uprzedzę ewentualny zarzut i od razu wypowiem się niejako na temat „wielkich dawnych mistrzów”..
A więc tak: gdybym był dobrym malarzem, wolałbym pokazać swoje prace na wystawie w Gdańsku niż na najnowszej ekspozycji w Zachęcie, która będzie otwarta od 16 grudnia bodaj. Miałem dziś możliwość obejrzeć ją w trakcie montowania i, przyjmując jako kryterium jakośc prac do prestiżu miejsca, jest to najbardziej żenująca wystawa w historii światowego wystawiennictwa.. Oczywiście nie biorę tu pod uwagę osób, które znajdują się tam bez wątpienia zasłużenie, tak jak np. Leon T., bo w tej ocenie chodzi mi tylko o te prace, które ewidentnie nie powinny się tam znaleźć.. Największy kicz jaki dostrzegłem (i zarazem największy kicz wszechczasów) to żołnierz wystawiający głowę zza ściany i zza obrazu zarazem; sposób w jaki jest namalowany przywodzi na myśl reklamę leku na ból gardła wykonaną przez utalentowanego plastycznie pana Romka z Siedlec. Myślę, że tego obrazu nie powiesiłaby u siebie Napiórkowska.. Generalnie zobaczcie to sami, bo jest to wystawa, która w podręcznikach zaistnieje jako moment , w którym zachęta osiągnęła dno. Bogacka wisi (mentalnie a nie fizycznie) pomiędzy Polą Dwurnik a Aleksandrą Waliszewską, co jest akurat bardzo słuszne i mam nadzieje, że Raster zainspiruje się Zachętą i następnym razem zrobi wspólną wystawę wszystkim trzem Artystkom..

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Wojtek, zawsze ceniłem Twoje poczucie humoru (to odnośnie tego pana, którego obrazy z roku 2004 byłes łaskaw podesłać). Jeśli nie widzisz różnicy z bogacką (intelektualnej, emocjonalnej i formalnej) - to ja tu już nic nie pomogę. Ale wiem, że to i tak tylko Twoja tania prowokacja... ;-)

Co do Zachęty - oj tak, lista artystów i ich ilość (bodaj 60?) zapowiada gigantyczne kuriozum. Wprost nie mogę się doczekać...

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

a gdzie jest lista artystów?

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Tu i ówdzie - w tak zwanym przekazie medialnym. Także w relacjach prywatnych szpiegów takich jak Wojtek.

Np. na art bazaar:

W wystawie wezmą udział młodzi malarze, którzy już odnieśli duży sukces: Wilhelm Sasnal, Rafał Bujnowski, Marcin Maciejowski czy Jakub Julian Ziółkowski. Będą mniej znani młodzi: m.in. Bartek Materka czy Basia Bańda. Średnie pokolenie reprezentować będą m.in. Jarosław Modzelewski, Robert Maciejuk, Jarosław Fliciński czy Paweł Susid. Starszych artystów: Edward Dwurnik, Wojciech Fangor, Stanisław Fijałkowski czy Stefan Gierowski.

pozdrawiam

poniedziałek, 11 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

tak panie Wojtku. Konkludujmy na podstawie małych zerknięć przed wystawą. Założę się, że przed pamiętną akcją z kojotem Josepha Beuysa można było zobaczyć w galerii kupę siana i filcowy koc.
Ja uważam wystawę za udaną, gdy znajdę na niej choć jedną pracę, którą lubię. W szczególności zbiorówki mają to do siebie, że jest w nich dużo chały, ale i dużo dobrego.

wtorek, 12 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Więc Pan też ocenia przed otwarciem - bo "jedną, którą Pan lubi" - na pewno znajdzie.
;-)

Czy tego tylko mamy wymagać od zbiorówek, o czym Pan pisze? Nie wydaje mi się. Ale o tym później.

pozdr

wtorek, 12 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

NIczego nie wymagam, ale nigdy jeszcze nie byłem na zbiorówce, gdzie wszystkie prace były super. Jeśli idę do sklepu, kupuję tylko to, czego mi trzeba, podobnie jest z wystawami :)
Pozdrawiam,

wtorek, 12 grudnia, 2006  
Blogger Krytykant | Kuba Banasiak said...

Ja byłem - choć przyznaję, że jest to nieczęste zjawisko. Może kuratorzy cierpią na niedostatek myśli? Bo czasem kuratorski koncept, spójność i konsekwencja wyboru z powodzeniem "przykrywają" gorsze prace.

Wystawa jak sklep? Na to się nie godzę... ;)

pozdr

wtorek, 12 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

nie chcę bronić waraxy, ale przecież sasnal też robi nadruki na koszulki, reklamuje ubranka i wdzianka, czy to nie jest różnica marki? zamiast hama po prostu cos bardziej ekskluzywnego jakis mark jacobs na przyklad, ten mechanizm sublimacji przez wzrost ilosci zer na rachunku placonym za zakupy w galerii (np. odkurzaczy) opanowal do perfekcji koons, pilny uczen warhola. niech sie zatem waraxa uczy od sasnala, najmlodszego klasyka polskiej sztuki!

środa, 13 grudnia, 2006  
Anonymous Anonimowy said...

Hi to every body, it's my first pay a visit of this webpage; this weblog includes awesome and really good material in favor of readers.

my website: click here

piątek, 24 maja, 2013  

Prześlij komentarz

<< Home